Narty na… Dzikim Zachodzie

-

prestiz

 

Wyobraź sobie, że szusujesz na nartach po pięknym, niezatłoczonym stoku, gdzieś obok ręką macha ci Halle Berry, a z okna swojej rezydencji twoje popisy obserwuje sam Bill Gates. I nie chodzi oczywiście o Tatry, ani nawet Alpy czy Dolomity. Na takie widoki możesz liczyć tylko na amerykańskich stokach.

Kapryśna zima, śniegu jak na lekarstwo, a na dodatek brak infrastruktury narciarskiej – wszystko to sprawia, że miłośnicy dwóch desek przy nogach polskie stoki omijają szerokim łukiem i na narty wyjeżdżają do Czech, Słowacji, albo w Alpy. Najczęściej jest to turystyka masowa, touroperatorzy z całej Europy co tydzień przywożą nowe turnusy narciarzy, a na stokach jest zbyt tłoczno. Jeśli chcesz się poczuć elitarnie i wyjątkowo, zamiast włoskiego Livigno czy austriackiego Kitzbuhel wybierz amerykański Aspen, kanadyjski Whistler czy australijski Charlotte Pass.

Na stoku z Bruce’em Willisem

Różnice pomiędzy europejskimi i amerykańskimi stokami są dwie – ilość białego puchu i liczba narciarzy. W Stanach Zjednoczonych i w Kanadzie, opady śniegu są nawet trzy razy większe niż na Starym Kontynencie. Jest też mniejszy tłok na stokach. W USA, mimo że ośrodki są mniejsze, to na jeden wyciąg przypada zdecydowanie większa liczba tras. Można więc cieszyć się jazdą bez ryzyka, że w tłumie dojdzie do zderzenia. A jak już dojdzie do kolizji, to może okazać się, że osobą, która nas właśnie staranowała, jest Halle Berry, Denzel Washington czy Bruce Willis. Amerykańskie stoki w sezonie zapełniają się bowiem hollywoodzkimi gwiazdami. Ulubionym ośrodkiem celebrytów jest Aspen w Kolorado, zwane zimową stolicą Ameryki. Jazda na nartach w takim krajobrazie dostarcza niezapomnianych wrażeń.

– Panują tutaj znakomite warunki do jazdy. Najbardziej znanym ośrodkiem w Aspen jest Snowmass położony na wysokości ponad 3800 m n.p.m. Sezon trwa tu od końca listopada do połowy kwietnia. Narciarze mają do wyboru 90 tras o różnym poziomie trudności i łącznej długości 237 km. Dostaniemy się na nie za pomocą 23 wyciągów. Najdłuższa trasa liczy sobie aż 8,5 km. Nie zapomniano też o snowboardzistach, dla których przygotowano trzy snowparki i jeden superpipe – zachwala Aleksander Ferchmin w biura podróży VIP-Travel.

Nie jadę, mam wideokonferencję

W Aspen można spotkać gwiazdy filmu i estrady, natomiast do Vail Ski Resort – największego centrum narciarskiego USA – zjeżdżają finansiści i rekiny parkietu. Snobizm miesza się tutaj z luksusem, na szczytach prowadzi się biznesowe rozmowy, ubija interesy, można też skorzystać z centrum komunikacji z zapleczem do wideokonferencji. Jednak ci, którzy przyjechali tu tylko na narty, nie powinni być zawiedzeni. Słońce świeci tutaj przez 275 dni w roku, a średni roczny opad śniegu to około 180 cm. Trudno w to uwierzyć, ale co roku Vail odwiedza ponad półtora miliona turystów. Na stokach tej gigantycznej liczby narciarzy w ogóle się nie dostrzega. Z 21 km2 terenu, 33 wyciągami oraz 193 trasami narciarskimi nie ma wręcz możliwości, aby doświadczyć kolejek na wyciągach.

Z Vail przenosimy się na… Dziki Zachód. Tak, to nie żart. To właśnie tutaj, w stanie Montana, gdzie jeszcze nie tak dawno Indianie z plemienia Czejenów i Kruków stawiali zacięty opór białym kolonizatorom, znajduje się Big Sky Mountain Resort – największy ośrodek narciarski w Stanach Zjednoczonych. Położony na prawdziwym odludziu, w samym sercu Gór Skalistych, jest prawdziwą mekką zaawansowanych narciarzy. Do dyspozycji mają oni aż 85 czerwonych i czarnych tras położonych na wysokości od 2000 do prawie 3500 m n.p.m. Jest duża szansa, że zjeżdżając z urokliwych stoków, zobaczymy pasące się w pobliżu tras ogromne bizony.

– Big Sky Mountain to nie tylko narty. Amatorom mocnych wrażeń polecam jazdę na snowmobilach, czyli skuterach śnieżnych. Poziom adrenaliny rośnie proporcjonalnie do prędkości osiąganej przez te pojazdy – dodaje Aleksander Ferchmin.

No risk, no fun

Ze Stanów Zjednoczonych przenosimy się do Kanady. Ten kierunek powinni wybrać przede wszystkim amatorzy jazdy poza wyznaczonymi trasami, po pas w śnieżnym puchu. Im większa góra, im dłuższy zjazd, im większa stromizna, im większe uskoki – tym większa radość, ale i też większe niebezpieczeństwo. Nie ma co ukrywać, ta forma narciarstwa wymaga sporych umiejętności, obarczona jest też dużo większym ryzykiem. Ale jak to mówią, no risk – no fun. Jazda nad przepaściami, trawersami, dolinami, w pięknym stylu w harmonii z otoczeniem gwarantuje poczucie wolności trudne do osiągnięcia na przygotowanych stokach.

– Dla narciarza lub snowboardzisty nie ma uczucia porównywalnego do wyznaczania pierwszego śladu na nietkniętym stoku – opowiada Aleksander Ferchmin. – W jeździe poza wyznaczonymi trasami liczy się tylko i wyłącznie śnieg, biały, dziewiczy, puszysty, głęboki. Polecam szczególnie heliskiing – to najbardziej ekstremalna forma narciarstwa pozatrasowego.

Heliskiing to nic innego jak narciarstwo pozatrasowe z wykorzystaniem helikoptera. Śmigłowiec wynosi nas nad górskie masywy i z jego pokładu wybieramy sobie odpowiednie zbocze do zjazdu. Pilot ląduje lub podlatuje maksymalnie blisko zbocza, wyskakujemy z helikoptera i śmigamy w dół, zostawiając za sobą wielką smugę śnieżnego puchu. Takimi drobnostkami jak lawiny się nie przejmujemy. Zawsze jest szansa, że uciekniemy przed nimi gdzieś w bok, a jeśli już śnieżna kula porwie nas za sobą, to przeżyć pozwoli nam specjalny sprzęt, który obowiązkowo musi być na wyposażeniu każdego amatora jazdy pozatrasowej. To głównie specjalny plecak z systemem utrzymującym narciarza na powierzchni lawiny oraz radiowe nadajniki pozwalające zlokalizować człowieka pod śniegiem. Prawda, że ekstremalnie?

Najbardziej znanym resortem narciarskim w Kanadzie, oferującym strome zbocza z nietkniętym śnieżnym puchem, jest Whistler, miasto leżące 125 km na północ od Vancouver. Tutaj w przyszłym roku odbędzie się zimowa olimpiada, tutaj swoją zimową rezydencję ma Bill Gates, tutaj znajduje się jeden z najbardziej luksusowych ośrodków narciarskich świata – Tyax Lodge oferujący heliskiing na wysokości 3500 m n.p.m.

Himalaje bez śniegu

Znakomite warunki narciarskie można spotkać nie tylko w Stanach Zjednoczonych. Znawcy tematu polecają odległą Australię ze znakomitym ośrodkiem Charlotte Pass u podnóża Góry Kościuszki. To najwyżej położony i najstarszy kurort w Australii. Innym popularnym miejscem wśród narciarzy jest Perisher Blue. Ośrodek ten, położony na wysokości 1680 m n.p.m. posiada 50 wyciągów – wszystkie dostępne na jeden karnet. Do wyboru jest wiele tras, możliwość uprawiania narciarstwa w dolinach i trasy biegowe – wszystko na ponad 1200 hektarach powierzchni. Nie brakuje też specjalnie zbudowanych stoków snowboardowych, na których można poćwiczyć zjazdy również wieczorem.

Wielką przyjemnością jest również jazda w Himalajach, pod warunkiem, że… jest śnieg! Trudno w to uwierzyć, ale w najwyższych górach świata często nie ma tyle śniegu, by cieszyć się swobodną jazdą na nartach. Dlatego zanim wykupimy bilet na samolot, warto się upewnić, czy będziemy mieli na czym jeździć.

– W Himalajach jeździ się na bardzo dużych wysokościach, sięgających nawet 5000 metrów. Najczęściej można spotkać narciarzy na stokach Annapurny. Jest to niesamowita atrakcja. Zawsze też można się pochwalić przed znajomymi, że zjechało się z jednej z najwyższych gór świata. Niewątpliwie narty w Himalajach to coś bardzo egzotycznego. Zazwyczaj takie wyjazdy łączy się z wycieczkami objazdowymi po Nepalu, Indiach, Uzbekistanie czy Kamczatce. Nie ma takich luksusów jak w Kanadzie czy USA, ale za to wydamy o wiele mniej pieniędzy – mówi Aleksander Ferchmin.

Nie da się ukryć, że pieniądze, które trzeba zapłacić za egzotyczny wypad na narty, do małych nie należą. Przykładowo za 7 dni heliskiingu w Kanadzie trzeba zapłacić od 15 do 25 tysięcy złotych plus przelot. Nieco mniej, bo około 10 tysięcy złotych kosztować będzie tygodniowy wyjazd do jednego z renomowanych ośrodków amerykańskich. Jazda poza wyznaczonymi trasami zawsze wiąże się z dodatkowymi sporymi kosztami. Ale dobra zabawa i wrażenia na całe życie są bezcenne.

JAKUB JAKUBOWSKI

ILE TO KOSZTUJE

ASPEN SNOWMASS

  • Przelot w dwie strony:
  • Gdańsk – Monachium – Chicago – Aspen: ok. 3000 zł
  • Tygodniowy skipass: ok. 500 usd
  • Wypożyczenie pełnego sprzętu na 7 dni: od 216 do 360 usd
  • Noclegi: ok 150-400 usd za noc
  • Willa z sauną, jacuzzi (7 dni, 6 pokoi): ok 1400-3000 usd

Vail Ski Resort

  • Przelot w dwie strony:
  • Gdańsk – Frankfurt – Nowy Jork – Eagle County: ok. 3400 zł
  • Tygodniowy skipass: ok. 420 usd
  • Wypożyczenie sprzętu na 7 dni: 240 – 450 usd
  • Noclegi: od 140 do 530 usd za noc
  • Rezydencja w pięciogwiazdkowym hotelu (4 os.): ok 2000 usd za noc

Whistler

  • Przelot w dwie strony: Gdańsk – Frankfurt – Vancouver: ok. 4500 zł
  • Transfer limuzyną z Vancouver do Whistler: 700 cad
  • Tygodniowy skipass: od 447 do 593 cad
  • Heliskiing – pakiet 6 zjazdów, helikopter, instruktor: od 1125 cad
  • Wypożyczenie sprzętu na 7 dni: ok. 250 cad
  • Noclegi: od 130 cad za dobę (1 os.) do 1500 cad apartament