ROCHE STUDIO

Nie od obrazka, tylko od sensu

Karol Kacperski

W rozmowie z Martą i Konradem Roche szybko okazuje się, że ich myślenie o projektowaniu zaczyna się tam, gdzie dla wielu dopiero się kończy – nie na formie, lecz na sensie. Logo jest dla nich tylko początkiem. Prawdziwa praca zaczyna się od pytań, relacji i uważności na to, kim marka chce być. Może właśnie dlatego ich projekty nie sprawiają wrażenia „zrobionych”, tylko przemyślanych – i zostają z odbiorcą na dłużej.

Patrząc na to, ile macie nagród, można odnieść wrażenie, że branding to coś więcej niż tylko ładna forma. A mimo to branding wciąż dla wielu osób kończy się na logo. Wszystko wrzucane jest do jednego worka – identyfikacja, marka, komunikacja. Czym on tak naprawdę jest?

Konrad Roche: I to jest właśnie podstawowe nieporozumienie. My zajmujemy się brandingiem od strony wizualnej, czyli projektujemy to, co marka komunikuje obrazem – identyfikację wizualną, key visuale, strony internetowe, różne materiały graficzne. Ale sam branding jest pojęciem dużo szerszym.

Marta Roche: Bo branding nie kończy się na tym, że ktoś ma logo. To jest raczej odpowiedź na pytanie, kim ta marka chce być, do kogo mówi i jak ma być odbierana. Inaczej projektuje się dla dzieci, inaczej dla seniorów, inaczej dla ludzi, którzy potrzebują prostoty i czytelności, a inaczej dla marki, która chce działać bardziej lifestyle’owo czy instagramowo. Projektowanie wizualne jest tylko częścią tej układanki.

Czyli nie zaczynacie od znaku, tylko od człowieka, który za nim stoi?

Marta: Zdecydowanie. Do nas bardzo często trafiają małe firmy, czasem średnie, i zwykle potrzebują czegoś więcej niż samego „ładnego logo”. Ktoś myśli, że przychodzi po identyfikację, a w trakcie rozmowy okazuje się, że trzeba jeszcze uporządkować komunikację, doprecyzować grupę docelową, zastanowić się, jak marka ma mówić i gdzie w ogóle ma być widoczna.

Konrad: Dlatego zawsze zaczynamy od rozmowy. Bez tego trudno mówić o dobrym projekcie – najpierw trzeba zrozumieć markę, jej kontekst i ambicje. Dopiero później wchodzi projektowanie.

Klasyczny brief w Excelu to nie u was?

Marta: Nie lubimy takiego bezosobowego modelu. Jasne, czasem wysyłam kilka pytań mailem, żeby ktoś się przygotował, ale nie wierzymy w projektowanie z formularza. Dużo ważniejsze jest spotkanie, nawet online, i prawdziwa rozmowa. Wtedy wychodzi znacznie więcej niż z checkboxów. Pytamy o podstawy: czym firma się zajmuje, do kogo chce trafiać i co jest dla niej ważne. Ale idziemy krok dalej – interesuje nas, do czego ta marka dąży, po co jej dziś warstwa wizualna i co ten projekt ma realnie zmienić w jej odbiorze. Patrzymy nie tylko na samego klienta, ale też na jego klientów – ich potrzeby, przyzwyczajenia i sposób patrzenia na świat.

Karol Kacperski

Brzmi trochę jak warsztat strategiczny, a nie początek pracy graficznej.

Konrad: Bo trochę nim jest. Dla nas dobry projekt nie zaczyna się od „jak to ma wyglądać?”, tylko od „po co to w ogóle robimy?”. Na stronie też podkreślamy, że projekt powinien być nie tylko estetyczny, ale też użyteczny i funkcjonalny. I to naprawdę nie jest pusty slogan.

A potem? Jak wygląda ten moment przejścia od rozmowy do konkretu?

Konrad: Zwykle tworzymy moodboard, czyli tablicę inspiracji. Ale nie w takim banalnym sensie, że pokazujemy klientowi tylko kilka ładnych projektów z internetu. Dla nas to może być wszystko: kolor, zdjęcie, typografia, faktura, czasem nawet muzyka. Szukamy klimatu, tonu, emocji. Sprawdzamy, czy my i klient widzimy tę markę podobnie.

Marta: Ten etap jest bardzo ważny, bo pozwala uniknąć później klasycznego „to jednak nie to”. Zanim powstaną propozycje, sprawdzamy kierunek. Dzięki temu projekt nie jest przypadkowy, tylko z czegoś wynika.

A co, jeśli klientowi nic się nie spodoba?

Marta: Wtedy wracamy do rozmowy. To też jest część procesu. Jeżeli coś nie działa, to nie dlatego, że „projekt jest zły”, tylko dlatego, że trzeba jeszcze coś wspólnie przepracować. Dla mnie to nie jest porażka, tylko naturalny etap.

Konrad: My trochę żartujemy, że to bywa „terapeutyczne projektowanie”. Bo czasem trzeba z klienta wydobyć to, czego on sam jeszcze dobrze nie umie nazwać.

Projektowanie terapeutyczne… Ciekawe.

Konrad: Prawdziwe. Zdarza się, że ktoś ma dużo pomysłów, dużo emocji, dużo oczekiwań, tylko nie ma tego ułożonego. I nasza rola polega też na tym, żeby pomóc to nazwać, uporządkować i przełożyć na język wizualny.

Marta: Nie chodzi o to, żeby narzucać klientowi własne gusta. To jak z wnętrzami, jeśli ktoś nie chce pomarańczowej ściany, to jej po prostu nie chce. My szukamy rozwiązania, które będzie dobre dla marki i jednocześnie prawdziwe dla tej osoby.

Konrad: Oczywiście zdarzają się też klienci, którzy przychodzą właśnie po nasz język wizualny, bo widzieli portfolio i wiedzą, że ufają temu, jak układamy treści, jak budujemy hierarchię, jak porządkujemy komunikat. Ale nawet wtedy nie ignorujemy ich potrzeb. To nadal jest współpraca.

To uporządkowanie treści chyba dziś jest w ogóle jedną z bardziej niedocenianych kompetencji.

Konrad: Bardzo. Mamy klientów, którzy mówią nam wprost: „w końcu da się to przeczytać”. I czasem to nie jest najbardziej widowiskowa część pracy, ale jedna z najważniejszych. Dobry layout naprawdę robi różnicę.

Karol Kacperski

Jednym z waszych najmocniej komentowanych projektów była CIEKAWA – społeczna kawiarnia w Gdańsku. To też właśnie ten projekt przyniósł wam kilka ważnych wyróżnień. To miejsce powstało by wspierać osoby z niepełnosprawnością intelektualną i po przerwie wróciło z pomocą właściciela kawiarni Leń. Waszym zadaniem było odświeżenie jego wizualnej tożsamości.

Marta: Tak, i to był projekt bardzo ważny także prywatnie. Dla mnie dlatego, że ma realny wymiar społeczny. To nie była kolejna marka, którą trzeba „po prostu ładnie opakować”. Tu za estetyką musiała iść uważność.

Konrad: W opisie tego projektu napisaliśmy, że rebranding miał prowadzić w stronę syntetyczności, prostoty i czytelności – i to rzeczywiście było kluczowe. To miejsce jest skierowane także do osób z wyjątkowymi potrzebami, więc czytelność nie była dodatkiem, tylko fundamentem. Mocny fiolet, czerń, biel, prostsze kroje pism, wyraźny kontrast – wszystko miało sens.

W opisie projektu pojawia się też świetne hasło: „Nie gap się, patrz!”.

Konrad: To hasło wymyśliła Marika Morawiec – i bardzo dobrze ustawiło kierunek całego projektu. Zależało nam, żeby to coś komunikowało, a nie tylko dobrze wyglądało. Dla mnie to moment, w którym design przestaje być dekoracją.

To nie był jedyny projekt, w którym widać, że myślicie szerzej niż tylko o formie. BOTANIK to z kolei zupełnie inny świat – restauracja w dawnej części garnizonowej Wrzeszcza, w przestrzeni łączącej industrialność, oranżerię i przytulność. Tam uczestniczyliście w budowaniu marki od samego początku, nie tylko wizualnie, ale także brandingowo.

Marta: To był bardzo wdzięczny projekt, bo można było wejść w niego szerzej. Tam wszystko było spójne – wnętrze, roślinność, klimat miejsca, komunikacja. Taka marka naprawdę oddycha. Zresztą wszystko zaczęło się od nazwy – BOTANIK to moja propozycja, którą testowaliśmy dalej, zanim trafiła do projektu.

Konrad: I wtedy praca robi się najciekawsza. Bo nie projektujesz już tylko znaku czy menu, ale cały sposób obecności marki. W BOTANIKU ważne było to połączenie elegancji, organiczności i pewnej swobody. Taki casual smart. I to dało się przełożyć na wszystko – od komunikacji po dobór papierów. Powstało nawet hasło „Widzimy się u Botanika”.

Karol Kacperski

Czy trafiają się też klienci, którzy mają już konkretną wizję i potrzebują raczej jej uporządkowania niż tworzenia wszystkiego od zera?

Konrad: CUT HOUSE to dobry przykład. Zespół przyszedł z jasno zarysowaną ideą. Byli w trakcie tworzenia akademii fryzjerstwa, w której każdy ma się czuć swobodnie, a struktura ma być czytelna dla uczestników. Naszą rolą było to uporządkować i przełożyć na spójny język wizualny.

Marta: Od początku było jasne, że materiały muszą być przejrzyste, funkcjonalne i oddawać charakter samej przestrzeni. Jednocześnie zależało nam na rozwiązaniach, które będą aktualne dziś, ale nie zestarzeją się za chwilę.

Konrad: Dlatego pracowaliśmy szeroko: od nowego logo, przez dopasowanie kolorystyki i relacji z wnętrzem, aż po typografię i layouty. Nawet odcień niebieskiego był dobierany pod konkretne materiały, farby i meble. Finalnie powstał system, który porządkuje komunikację i daje im narzędzie do działania na co dzień – zarówno w druku, jak i w social mediach.

Karol Kacperski

Dziś bardzo łatwo wpaść w pułapkę projektowania pod trendy. Wy sprawiacie wrażenie, jakbyście konsekwentnie szli w inną stronę – bardziej w stronę charakteru niż sezonowej mody.

Konrad: Trendy są fajne, ale krótkie. A marka ma działać dłużej niż jeden sezon. My wolimy szukać czegoś, co ma sens i co wytrzyma próbę czasu.

To chyba tłumaczy też, dlaczego tak dobrze wypadają u was projekty, które mają wyraźny kontekst – społeczny, przestrzenny, emocjonalny.

Marta: My naprawdę lubimy wiedzieć, po co coś istnieje. Wtedy łatwiej znaleźć sedno.

Mam wrażenie, że w waszym przypadku to wszystko się łączy – wrażliwość, proces, praktyczność i estetyka.

Konrad: Chyba tak. Dla nas projektowanie nie jest sztuką dla sztuki. Ma działać, ale też ma coś mówić.

To na koniec: co dziś jest dla was ważniejsze – żeby projekt był piękny czy żeby był trafny?

Marta: Trafny. Zawsze.

Konrad: A jeśli jest trafny, to ma dużo większą szansę być też naprawdę piękny.

ROCHE STUDIO

działa w Gdańsku, koncentruje się na wizualnej stronie brandingu, projektując m.in. identyfikacje wizualne, key visuale i strony www. Studio tworzą Konrad Roche, Marta Roche. Na ich koncie są m.in. wyróżnienia i nominacje za projekty dla CIEKAWEJ, BOTANIKA, MODO. W swoich materiałach podkreślają indywidualne podejście, praktyczność projektów i estetykę odporną na szybkie trendy.