Jerzy Limon

Jerzy Limon jest profesorem zwyczajnym Uniwersytetu Gdańskiego oraz dyrektorem Gdańskiego Teatru Szekspirowskiego. Wydał kilkanaście książek naukowych z zakresu historii i teorii literatury, dramatu i teatru, a jego specjalnością jest XVI i XVII wiek (w tym i twórczość Szekspira). Jest autorem pięciu powieści i przekładów dawnego i współczesnego dramatu angielskiego. W wolnym czasie gotuje.

Stadna mentalność tłumu

Badania przeprowadzone kilkanaście lat temu przez psychologów Uniwersytetu w Leeds wykazały, że zaledwie 5% tłumu wystarczy, by pokierować pozostałymi 95%. Jest to efekt naszej stadnej mentalności, którą z powodzeniem wykorzystują agitatorzy, ideolodzy, politycy czy też zwykli chuligani. Szekspir gardził takim tłumem i w paru sztukach opisuje, jak łatwo przychodzi sprawnym mówcom nakłonić ludzi, by w oka mgnieniu zmieniali poglądy na skrajnie przeciwne i z ofiar stawali się oprawcami. Tak dzieje się w Koriolanie, czy też w Juliuszu Cezarze, gdzie tłum najpierw przyjmuje argumenty Brutusa, iż Cezar miał ciągoty dyktatorskie i dążył do obalenia republiki i demokracji, a chwilę potem, po pełnym retorycznej maestrii przemówieniu Antoniusza, zmienia natychmiast zdanie i to Brutusa uważa za zdrajcę. Co więcej, ponieważ Antoniusz w swej przemowie obiecuje motłochowi pieniądze, które niby to Cezar zapisał im w testamencie, zebrany na jego pogrzebie tłum jest już gotowy do rewolty i zemsty na tych, co zgładzili ich darczyńcę. Pali ich domy, a przy okazji morduje ludzi. W tym i poetę Cimmę za to, że pisze złe wiersze.

Niekiedy jednak sprawna retoryka służy słusznej sprawie, jak choćby w nieznanej w Polsce sztuce Sir Thomas More (1594), autorstwa sześciu dramatopisarzy, w tym i Szekspira. Zachowała się jedna stronica rękopisu uważana za autograf Mistrza znad Awonu. Tak się składa, że jest to scena konfrontacji Sir Thomasa (u nas znanego przede wszystkim jako autora Utopii) z rozjuszonym tłumem, który uzbrojony w pałki i piki podąża do dzielnicy, gdzie mieszkają „obcy”, czyli imigranci, by im wymierzyć sprawiedliwość, to znaczy ograbić, pobić, jak trzeba to i zabić, no i wygnać co do jednego z kraju. Bo i całe zło i bieda w kraju w nich mają swoje źródło. Zjadają chleb należny biednym dzieciom, roznoszą zarazy.

Szekspir nawiązuje tu do historycznych wydarzeń, jakie miały miejsce 1-go maja 1517 roku, tak zwanych „Evil May Day”,  kiedy w Londynie tłum ponad tysiąca czeladników, podburzonych przez księdza (jeszcze katolickiego), zmierzał do samosądu nad stosunkowo nielicznymi cudzoziemcami (przeważnie Francuzami i Flamandami), stanowiącymi bodajże 2% ludności Londynu. I to historyczny Sir Thomas More, równie odważny jak wielki był jego umysł, zastąpił im drogę, starając się przywrócić spokój i rozsądek. Nie do końca skutecznie, gdyż jednak do tumultu doszło, niewinnych ludzi pobito, ograbiono i trzeba było sprowadzić wojsko, by przywrócić porządek. Aresztowano kilkaset osób, ale na skutek interwencji królowej, stracono jedynie kilkunastu. Reszcie król Henryk VIII okazał łaskę. W sztuce Sir Thomas jest bardziej skuteczny, gdyż jego argumentacja trafia do przekonania przywódcom tumultu, a za ich przykładem tłum też zmienia zdanie. Okazuje skruchę.

Jakich Sir Thomas użył argumentów? Najpierw roztoczył wizję wygnańców, którzy z nędzną resztką ocalałego dobytku, z dziećmi na plecach, wloką się gdzieś do portu, by odpłynąć za morze. A wy, powiada Sir More, przy milczącym przyzwoleniu wystraszonej władzy, puszycie się dumni, strojni w wasze pozorne zwycięstwo. Ale jaka z niego nauka? Ano taka, że zwycięsko wychodzi brutalna przemoc, a cnota i prawo zostają stłamszone. Ale jeśli taki ma być porządek tego świata, to nie będziecie długo żyć, bo wnet się znajdą wasi następcy, którzy pod byle pretekstem was też wygnać mogą, a ludzie niczym rekiny małe rybki będą pożerać jeden drugiego. I dalej, ciągnie Sir Thomas, dokąd pójdziecie, jeśli was wygnają, jeśli w innych krajach też takie zezwierzęcenie nastąpi? Jeśli to was będą ograbiać, wypędzać i podrzynać wam gardła. Jeśli to stanie się normą? A przecież Pan Bóg stworzył nas równych i prawo boskie nas wszystkich w równym stopniu obowiązuje. Nikt nie ma prawa tego prawa brać w swoje ręce, szargać.

Widać wyraźnie, że Szekspir doskonale rozumiał, że człowieczeństwo zawiera się normach etycznych, a nie w pochodzeniu, kolorze skóry, religii, czy języku. To, że w dzisiejszych czasach rozkochani w Chrystusie hajlujący młodzieńcy tego nie rozumieją, dziwić nie może. O Szekspirze pewnie nie słyszeli, że o Morusie nie wspomnę. Ale, że znajdują się tacy, którzy ich wspierają, chwalą, za wzór stawiają, ba, błogosławią słowami „idźcie w pokoju Chrystusa”, to już napawać może tylko zdumieniem. Nie chciałbym, żeby przestało dziwić.