Michał Stankiewicz

Zaczynał w Gazecie Wyborczej, a od 1999 r. dziennikarz „Rzeczpospolitej“. Od kilku lat związany też z TVN. Laureat wielu ogólnopolskich nagród, m.in. „Watergate“ Zarządu Głównego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich oraz Fundacji Batorego. Dwukrotnie nominowany do Grand Press, a ostatnio do Mediatorów. Pasjonat tenisa, dobrej muzyki oraz... psów rasy bokser. Założyciel i wydawca Prestiżu.

Jedziemy na Hel!

Gorące lato wyjątkowo tłumnie ściągnęło nad morze turystów. W branży turystycznej już słychać opinie, że szykuje się wyjątkowo obfity sezon. Nic tylko się cieszyć i gratulować. Upalność i obfitość nie ominęły też Półwyspu Helskiego, na który zjechały potężne formacje miłośników pływania i fruwania. I choć półwysep działa krócej niż reszta Wybrzeża to zostało jeszcze trochę czasu, by skorzystać z jego oferty. A, że rządzi się swoimi prawami to warto część z nich przyswoić.

Po pierwsze strój. Najlepiej – t-shirt, luźne spodenki (preferowane nieco wiszące krocze) lub boardshorty. Klapki, czapka z szerokim daszkiem albo wełniana, okulary + u panów mile widziana broda. Wieczorami bluza z kapturem. Dobrze jest mieć poncho (to taki szlafrok po pływaniu). I na tym koniec. Wychylać się od tego standardu raczej nie powinno. Tym bardziej, że to zestaw rzeczywiście bardzo wygodny na tą okazję. No, a to, że wszyscy wyglądają podobnie lub tak samo, to już inna sprawa. Piosenkarze country, stomatolodzy w przychodni albo Szwedzi też wyglądają podobnie, więc nie ma się co czepiać akurat bywalców półwyspu. Tak więc gdy już skompletujemy uniform wystarczy znaleźć miejsce, dobrać sprzęt i jechać.

Na półwyspie od lat rządzą w zasadzie te same kempingi, choć oczywiście mody się zmieniają. Co pewien czas jakiś wysuwa się na top, inny nieco spada. Niezależną od nich kwestią jest pozycja działających na ich terenie szkół wind i kajt. Jeżeli chodzi o sam kemping  - w tym sezonie prym wiodą Chałupy 6, taki „Sopot” półwyspu z główną alejką niczym Monciak. Lans zatem gwarantowany. Co jednak najbardziej wyróżnia ten kemping to aktywność muzyczna. Posłuchać na żywo jazzu w wykonaniu Wojtka Mazolewskiego i jego grupy podczas gorącego wieczoru w takim anturażu? Wierzcie mi: świetne doznania. Nawet obecność Natalii Siwiec i innych celebrytów zbytnio wtedy nie przeszkadza. Oprócz Mazolewskiego w Chałupach 6 wystąpiło jeszcze kilku (kilkunastu) interesujących artystów. I na tym nie koniec. Jedno jest pewne: Chałupy 6 jeszcze nie raz nas zaskoczą. 

Podobnie jak Polaris. To kamping zupełnie innego rodzaju. Nieuporządkowany, chaotyczny, można powiedzieć, że oldskulowy i w nieustannej budowie. Ma to jednak swój urok. Huczący agregat w otwartej na oścież hali, czy męskie toalety z niedrożnym co pewien czas systemem odpływu wszelakich substancji. Co tam, urok półwyspu przykrywa całkowicie te drobne niedogodności. Wyjątkiem może być pojawienie się właściciela kampingu, którego wizytę poprzedzają dwaj umundurowani, srogo spoglądający panowie z napisami „Grupa interwencyjna”. W naszym przypadku wpadli około 10 rano z głośną komendą: „Kontrola!”. Pierwsze myśli jakie pojawiły się w naszych głowach (dodam, że nieco niewyspanych wskutek nocnego obcowania ze wspaniałą naturą półwyspu) - policja? Straż miejska? Wojsko? Co się wydarzyło w nocy?!

- Ale, jedna koleżanka śpi jeszcze w przyczepie. Mamy ją budzić? – pytamy zdezorientowani.

- Tak, budzić - pada krótka komenda. 

Pytań o nasze wrażenia z pobytu lub też wyjaśnień na temat awarii - nie ma. Stajemy za to do raportu, w tym wyrwana ze snu koleżanka.  Następuje okazanie kwitków na samochody, liczenie osób, sprawdzanie przyczep. Nie ma lekko. Wreszcie zaspokojeni obozowi strażnicy i ich dowódca odmaszerowują. A my możemy dalej przejść do półwyspowego chilloutu. Na szczęście szybko wyłapujemy w tej sytuacji pewien plus - podziałała lepiej niż budzik i mocna kawa. Można zaczynać kolejny słoneczny dzień.

Innym problemem są samochody. Bo, jak są kempingi to siłą rzeczy są i samochody. Im więcej przyczep i namiotów tym więcej aut. Niby wszystko ok. Problem w tym, że o ile przyczepy są pożądane to auta już nie. Sytuacja, że auto klienta kempingu nie jest wpuszczane z braku miejsc – nie jest tutaj rzadkością. Co zatem dalej? Pobocze wokół kempingów obwarowane jest zakazami, które egzekwują strażnicy gminni. I słusznie. Gdyby nie to, całe połacie trawników byłyby zawalone autami. Trzeba więc kombinować. Pewnego razu trafiłem na leśny kamping. Wieczór, ciemno, pusto, jakieś walające się śmieci. Chwilę wahania, czy jednak zostawić auto. Zostawiłem. Gdy następnego dnia tam wróciłem zastałem parkingowego z kasą. Okazało się, że jest płatny. Całodobowo! Informacja jakaś była, ale z drugiej strony, tak jakby właścicielowi kompletnie nie zależało na oznakowaniu. Chciałem się powykłócać. Ale zgasili mnie stojący w kolejce do płacenia inni kierowcy. „Daj pan spokój, mnie tu skasowali jak podjechałem zrobić siku. Dałem się podejść ” – zagadał zniecierpliwiony. Uległem. Tym bardziej, że za noc parkowania w lesie dostałem… zniżkę! Z każdej sytuacji można wyciągnąć radosne wnioski.

Nie da się ukryć, że półwysep to duże wyzwanie. I choć w danym momencie owe sytuacje mogą irytować, to z perspektywy czasu – wydają się bardziej przygodami niż problemami. Dlatego już szykuję się na kolejne. No i pamiętajcie – nie bez powodu linia autobusowa na Hel ma numer 666! To zobowiązuje.

 

95
08/2018

Miał być prawnikiem, jak jego ojciec. Skończył studia, dostał się na aplikację i... prawnikiem nie został.