Michał Stankiewicz

Zaczynał w Gazecie Wyborczej, a od 1999 r. dziennikarz „Rzeczpospolitej“. Od kilku lat związany też z TVN. Laureat wielu ogólnopolskich nagród, m.in. „Watergate“ Zarządu Głównego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich oraz Fundacji Batorego. Dwukrotnie nominowany do Grand Press, a ostatnio do Mediatorów. Pasjonat tenisa, dobrej muzyki oraz... psów rasy bokser. Założyciel i wydawca Prestiżu.

Wyhoduj sobie uszy

Bionanoceluloza to zupełnie nowy materiał, który powstaje ze szczepów bakterii. Z wyglądu podobny do zwykłej celulozy, nie mniej to tworzywo hodowane, a więc organiczne. Hoduje ją polska firma szukając coraz to nowych pomysłów na jej wykorzystanie. Jednym z nich są właśnie prezerwatywy, których modele można było podziwiać podczas tegorocznych Gdynia Design Days. Mnie jednak bardziej zaintrygowały uszy, a dokładnie implanty uszu jakie można hodować z bionanocelulozy. Prezentowane nie tylko jako urządzenie stricte medyczne, ale jako organ „szyty” na miarę.

 „Chcę pokazać świat, w którym mieszkańcy metropolii otrzymują uszy wygłuszające hałas, osoby starsze – uszy jak aparat, który pomoże lepiej słyszeć, a miłośnicy mody nowe możliwości modyfikacji swojego wyglądu zgodnie z trendami” – można było przeczytać w opisie. 

Świat pędzi, zmieniają się rytuały i zachowania, a design i sztuka użytkowa wyraźnie starają się za nimi nadążyć. Mamy więc meble (kolekcja Athena) dopasowane do social mediów. Stół vanity do robienia selfie i zestaw akcesoriów, by „można było robić makijaż podczas oglądania wiadomości”, a nadto dywan, który „pomaga uniknąć wejścia na ścianę czy meble podczas pisania sms-a”. Są też pomocne ubrania – jak Bolt Powerparka. To nic innego jak kurtka z wbudowanymi bateriami, ładowarką i taką konstrukcją, by można było nie tylko schować wszystkie niezbędne urządzenia, ale je efektywnie używać. Na plecach - kieszeń na 15 (!) calowego laptopa. 

Trudno się dziwić, że powstają takie projekty, bo przecież w dzisiejszych czasach prawie już nie wychodzimy z social mediów. Dokąd nas to zaprowadzi to już inna rzecz. Martwić bardziej powinny uszy hodowane dla mody. Na szczęście jest też kontrakcja. To płaszcz Kovr, który ma ochronić nas przed zbieraniem danych. To jakby klatka Faradaya. Pod jego powierzchnią nasze urządzenia elektroniczne jak smartfon czy pilot do samochodu nie mają zasięgu (to takie osobiste pendolino), stąd np. nie można nas zlokalizować. Podobnie działać ma CV dazzle, czyli tak konstruowane makijaże i fryzury, by nie pozwoliły na identyfikację naszej twarzy urządzeniom, które używają algorytmów opierającym się na symetrii i konturach. Z kolei Unreal Estate to usługa ukrywania nas i naszych włości przez mapą google i nawigacją satelitarną. 

W tym samym czasie gdy w Pomorskim Parku Naukowo - Technologicznym planowano przyszły świat, na niedalekim lotnisku trwało święto muzyki. Cztery dni Open’era to potężna dawka muzyki i to naprawdę wielu gatunków. O koncertach napisano już wiele, a miliony filmików i zdjęć poszło świat. Tym bardziej, że w tym roku frekwencja była rekordowa. Po raz pierwszy w historii wyprzedano bilety, a wejścia na festiwal okupowały osoby szukające jakiegokolwiek wolnej wejściówki. Open’er od lat przechodzi ewolucję i każda kolejna edycja to jej kolejny etap. Mamy więc ogromne miasteczko festiwalowe, gastronomię, sklepy, modę, sztukę i NGO. Mamy wreszcie alkohole – niegdyś tylko jedno piwo, dzisiaj wiele jego gatunków, a do tego wino, wódkę, likier, czy bourbon. Co prawda większość rozcieńczane, ale jest. 

No i muzyka. Tutaj mam mieszane uczucia. W tym roku mocno – jak nigdy dotąd mocno dominował hip hop. Nie tylko na mniejszych scenach, ale także na głównej. Ewolucję muzyczną festiwalu można było zauważyć po jego uczestnikach. Jakby mniej było kolorowych, fantazyjnych przebrań niż przed laty, nieco mniej tej uśmiechniętej młodzieży na rzecz tej silniejszej i bardziej wysportowanej, niekoniecznie natchnionej pokojem i miłością. Tuż koło mnie silny, polski meloman hip hopu zaczepił ciemnoskórego obcokrajowca obrzucając go niewybrednym epitetem. Ten mu ustąpił, więc na szczęście skończyło się na tym. Polscy fani hip hopu są nie tylko tacy ładni i mili jak ich idole – Taco Heminghway, Cortez, czy Łona, ale też tacy jak… właśnie niektórzy na tegorocznym Openerze.

Mundial za nami. Dwa spostrzeżenia. Pierwszym niczym nikogo nie zaskoczę – każdy oglądany mecz, szczególnie takich ekip jak Chorwacja, jak Iran, czy Rosja uświadamiał jak żenującą postawą wykazała się polska kadra. I trudno przejść nad tym do porządku dziennego, choć sami piłkarze sądząc po umieszczanych przez nich zdjęciach z wakacji już to zrobili. Dlatego nie kupię blachotrapezu, choć z pewnością planowałem ten zakup jak miliony Polaków. Drugie spostrzeżenie –  komentatorzy niezwykle często używali zwrotów „próbował wymusić” albo wręcz „uzyskać faul” itd. Bohaterem memów okazał się Neymar i jego sławne już rolowanie. Do tego ciągłe kombinacje, byleby przedłużyć grę (np. Francuzi w ostatnich minutach meczu z Belgią lub haniebna końcówka meczu Polska – Japonia) i inne cwaniackie zagrywki. Skoro więc piłka nożna z każdą dekadą oddala się od czystej i realnej walki sportowej to może lepiej przekształcić ją we… wrestling, tylko taki piłkarski? Ustalić role, dodać dramaturgię i wszystko odpowiednio wyreżyserować. Show by zyskał, piłkarze mogliby więcej czasu poświęcić na aktorską grę, fantazyjne stroje i fryzury, no, a wszystko byłoby… uczciwsze.