Jerzy Limon

Jerzy Limon jest profesorem zwyczajnym Uniwersytetu Gdańskiego oraz dyrektorem Gdańskiego Teatru Szekspirowskiego. Wydał kilkanaście książek naukowych z zakresu historii i teorii literatury, dramatu i teatru, a jego specjalnością jest XVI i XVII wiek (w tym i twórczość Szekspira). Jest autorem pięciu powieści i przekładów dawnego i współczesnego dramatu angielskiego. W wolnym czasie gotuje.

Nadzieja polskiej piłki

Tekstów o piłce nożnej ukazało się ostatnio tyle, że aż wstyd dorzucać swoje trzy grosze. Tym bardziej, że nie należę do grupy myślicieli o piłce i nie potrafię o niej mądrze pisać. Nie za bardzo nawet rozumiem, jak można poważnie roztrząsać przebieg gry, w której dwudziestu dorosłych facetów ugania się za piłką, starając się ją wkopać do bramki przeciwników, strzeżonych przez rosłych bramkarzy. A tu słyszę i czytam rozważania niczym z „Uczty” Platona, jakby w owym kopaniu piłki kryła się tajemnica istnienia, zagadki filozofii, przemijania czy końca świata. Dlatego mój głos będzie odrębny i w zasadzie nie będzie dotyczył samej piłki i głębi wynikających z faktu jej kopania. Nie będę też rozwodził się na temat emocji czy też uniesień patriotycznych, jakie piłka uwalnia.

Otóż w burzliwych i bardzo uczonych dyskusjach uwagę moją zwróciły kontrowersje, jakie wybuchły po nieodgwizdaniu przez sędziego rzutu karnego, dla wielu ewidentnego, kiedy w polu karnym w rękę zawodnika, będącego w wyskoku, uderzyła piłka. Nie pamiętam nawet kto grał, ale było to w fazie grupowej i nie dotyczyło drużyny polskiej. Głos zabrało grono polskich ekspertów, w tym i sędziów, z których większość potępiała w czambuł decyzję sędziego z zagranicy. I tylko jeden zwrócił uwagę, bodajże w tekście internetowym, że ten akurat przypadek jest w Polsce inaczej interpretowany, niż w innych krajach i wbrew zaleceniom FIFA, organizacji podobno skorumpowanej, ale skupiającej wszystkie szanujące się kraje i drużyny piłkarskie. 

Jak to możliwe, że tak istotny przepis jest w jednym kraju inaczej interpretowany, a poprzez decyzje sędziów implementowany na boiskach, niż we wszystkich innych? Otóż z artykułu tego dowiedziałem się, że jest w Polsce człowiek, nazwiska jego nie pomnę, który z racji władzy, jaką w organizacji piłkarskiej pełni, uzurpuje sobie funkcję kogoś na kształt „super-sędziego”, i jego „prywatne” – jak w artykule podkreślono – interpretacje przepisów i prawa stanowią wytyczne dla wszystkich sędziów piłkarskich w naszym kraju. Podobno są zastraszeni, nie chcą być wyautowani. Dlatego gdyby wspomniany mecz odbywał się w Polsce, nasi sędziowie – dla których wyrocznią jest ów rodzimy „super-sędzia” - niechybnie odgwizdali by karnego, co zapewne zmieniłoby losy meczu, miało wpływ na wygrane w zakładach piłkarskich, ocenę zawodników i sędziego, że o samopoczuciu kibiców nie wspomnę.

Muszę przyznać, że bardzo mi się to podoba, gdyż świadczy o cywilnej i zawodowej odwadze naszych sędziów, którzy pod wodzą swego ideowego lidera, niepomni na dyrektywy organizacji międzynarodowych, realizują rozgrywki według naszego, polskiego widzenia reguł gry. Nikt ich nam nie będzie narzucał, bo to przecież jest dla dumnego narodu uwłaczające. Dlatego w postawie tej można dostrzec element patriotyzmu, który realizuje polską wizję i perspektywę gry w piłkę nożną. Co więcej, uważam, że jest wiele reguł ustanowionych przez międzynarodowe gremia, które nie biorą pod uwagę specyficzności naszej tradycji, a które można i trzeba by zmienić, albo w kraju interpretować tak, by reprezentowały nasze rzeczywiste racje, no i biorące pod uwagę
dobro naszych piłkarzy. 

Jestem zdania, że nie można dłużej tolerować sytuacji, zarówno w lidze krajowej, jak i w rozgrywkach międzynarodowych, by nasz głos w kwestii przepisów był ignorowany. Żeby uchwalano nowe, krzywdzące reguły, nie biorąc pod uwagę polskiej perspektywy. Z dzieciństwa pamiętam, że jednak mieliśmy swoje niezależne od reszty świata reguły i przepisy, które jednak później, na skutek nacisków zewnętrznych, porzuciliśmy. Do tej tradycji należy powrócić. Na przykład, była reguła uznawana przez wszystkich trampkarzy, że „trzy korki = jedenastka”. Oznaczało to, że za trzy rzuty rożne należał się drużynie rzut karny. Spalonego nie było, co z pewnością ułatwiało zrozumienie przebiegu gry, szczególnie w polu karnym, gdzie któryś z naszych zawsze mógł się przyczaić i czekać na dalekie podanie. I tak dalej i tym podobnie.

I w ten sposób podkreślilibyśmy swoją indywidualność i niezależność. A jeśli drużynom zagranicznym by to nie odpowiadało, to mogą grać z nami według swoich reguł, ale my zastrzegamy sobie prawo do swoich. I wara im od tego, co nasze, rodzime. 

 

94
07/2018

Uparty w pracy artystycznej, trudno godzi się na kompromisy, za to w życiu prywatnym ugodowy, bezkonfliktowy.