Arkadiusz Hronowski

od 2001 roku zawiaduje sopockim SPATiF-em. Odpowiada za serwis muzyki niezależnej Soundrive.pl oraz festiwal muzyki alternatywnej Soundrive Fest. Jego ostatnie, najbardziej wyczekiwane dziecko to Klub B90 na terenie Stoczni Gdańskiej. Kolejne dziecko, które przyjdzie na świat niebawem to Browar Gdański Kulturalny. W wolnych chwilach trwoni czas w zespole The Stags, pisząc piosenki tylko miłości.

Zatrzymani w czasie

Sporo z Was pewnie pamięta serial „Czterdziestolatek”. Pomijając świetne role wielu aktorów, to jeśli dziś spojrzymy na wzór ówczesnego czterdziestolatka, to trochę się śmiejemy z inżyniera Karwowskiego. Dzisiejszy czterdziestolatek, owszem też często jest szczupły i szpakowaty jak Stefan, ale reszta to już inna historia. Dzisiejsi czterdziestolatkowie, pięćdziesięciolatkowie, a często też i sześćdziesięciolatkowie to bardzo nowocześni, zadbani i wysportowani chłopcy. Mentalnie się nie starzeją, chcą uczestniczyć w bieżących wydarzeniach życia jak kiedyś. Zamieszczają na fejsie zdjęcia równie intensywnie jak młodzież. Podrywają młodsze sikorki. 

Jednym słowem zachowują się jakby wciąż mieli po trzydzieści lat. Nawet młodzi, czyli ich dzieci nie widzą obciachu aby z nimi przebywać. Nie otrzymują poleceń: no dzieci teraz do swojego pokoju, bo my tu musimy porozmawiać. Wręcz przeciwnie, chętnie uczestniczą w imprezach, na których oprócz dzieci są też znajomi ich dzieci. Chodzą razem na koncerty, jeżdżą na snowboardzie, rolkach. No i jesteśmy szczęśliwi, że nie jesteśmy ramolami i dumni, że młodzi nas podziwiają. Dlatego jesteśmy jeszcze bardziej pewni siebie. 

Dlaczego jednak część tej grupy wiekowej odpuszcza, kończy współpracę z przyszłością. To wynika chyba trochę z lenistwa. Podobno ludzie intensywnie faszerują się muzyką do 33 roku życia i potem już niczego nowego nie odkrywają, pozostając przy wykonawcach, którzy towarzyszyli w ich młodym życiu. Są to przeważnie fascynacje, wspomnienia z prywatek, pierwszych miłości, koncertów. Potem zajmują się karierą, sprawami bieżącymi, wychowywaniem dzieci. Zawsze  mówią, że nie mają już czasu na pierdoły. A życie trochę składa się z tych pierdół. Te pierdoły to często  przyjemności, które dla wielu okazują się stratą czasu. 

Dziś życie nabrało tak ogromnego tempa, że faktycznie trudno za nim nadążyć i rozumiem wielu, którzy pozostali mentalnie w latach 80. Kiedyś dany trend trwał latami. Dziś te zjawiska są krótsze od żywotności zwykłego procesora Pentium. I właściwie nie ma co dyskutować, bo jeśli chcesz w kółko słuchać Culture Club czy Kobranocki, to przecież nic złego. Chcesz do końca życia na bankietach występować w klasycznej Chanel, też nie ma w tym nic złego. To się chyba nawet nazywa bezpieczna i poprawna elegancja. 

Niemniej trochę istnieje w tym wszystkim  zjawisko podziału, a raczej oddalania się od siebie. Bo jeśli w latach 80 wszyscy słuchali „Przeżyj To Sam”, to dziś spora część nas niekoniecznie chce słuchać tej nadto oklepanej piosenki. Chcemy iść do przodu, słuchać Die Antwoord, Esperanzy Spalding czy dzieciaków z Greta Van Fleet. Chcemy też oglądać młode kino, chcemy jadać w nowych miejscach nowe potrawy, chcemy chodzić w joggersach i sneakersach. To są te drobne przyjemności z młodości. 

Ale nie wszyscy tego chcą albo nie mają odwagi i zaczynają się od nas oddalać, bo przestajemy mieć wspólne tematy. Wielu moich rówieśników osiągnęło sukces, ale niektórzy zaczynają już odstawać, gdyż boją się nowych pomysłów, boją się młodych. Trochę z obawy, że ich wygryzą,  boją się z nimi współpracować. Nie chcą nawet ich słuchać, bo wolą dominować. Błąd! My nie jesteśmy wybitnymi jednostkami przez całe życie. Nie możemy wciąż trafnie wytyczać i przewidywać trendów. Żaden zespół muzyczny nie jest w stanie nagrać pięciu wybitnych płyt z rzędu, gdyż historia pokazuje, że to niemożliwe. 

Jeśli jednak nasze życie faktycznie zatrzymało się na Nirvanie, albo gorzej, na The Beatles, to czeka nas raczej do bólu nudna, choć bezpieczna starość. Tak starość! To trochę jak z subiektem Rzeckim, który całe życie wierzył w Napoleona, mimo że tamten  już dawno upadł. Jesteśmy w najlepszym wieku dla świata, możemy jeszcze przenosić góry, służyć doświadczeniem, wiedzą. Wszystkie nasze porażki są dziś na wagę złota. A tu część z nas zaczyna siadać na ganku i opieprzać młodzież, że to źle, że tamo źle, że kiedyś to było, a teraz wszystko do dupy. Znam wielu takich i szkoda, że nie chcą wspólnie z młodszymi robić fajnych rzeczy. Oni nas potrzebują, ale nie Stefana Karwowskiego. To już nie wróci, jak nie wróci Borewicz ani Maj. Nie ma szans. Lecimy do przodu! 

 

93
06/2018

Jak spada się z 68 metrów, to z człowieka niewiele można uratować.