Jakub Jakubowski

Od naczelnego

„Ministerstwo Środowiska, poprzez współtworzenie polityki państwa, troszczy się o środowisko w Polsce i na świecie oraz wpływa na długofalowy, realizowany z poszanowaniem przyrody i praw człowieka rozwój kraju tak, aby uwzględnić potrzeby zarówno współcześnie żyjących ludzi, jak i przyszłych pokoleń”. 

Powyższy tekst pochodzi ze strony internetowej Ministerstwa Środowiska. Piękne słowa, nieprawdaż? Ale jak to zwykle bywa, jest prawda czasu i prawda ekranu. W ostatnim czasie w Polsce masowo płoną wysypiska śmieci. Przyczyna? Podpalenie. Szybko ustalono, że w 2017 roku minister środowiska wydał zgodę na import do Polski 377 tysięcy ton różnego rodzaju odpadów i śmieci, także medycznych! W ciągu 2 lat ilość śmieci sprowadzana do Polski z zagranicy wzrosła o 145 proc.! 

Przyczyna? Swoje granice dla śmieci z Europy zamknęły Chiny. Trzeba było znaleźć nowy rynek zbytu. Padło na Polskę, która – nie wiedzieć czemu – zgodziła się na to by stać się śmietniskiem Europy. Najwięcej odpadów pochodzi z Niemiec i Wielkiej Brytanii. Najgorsze jest to, że Państwo polskie nie do końca wie, co dokładnie do nas przyjeżdża. A nawet jeśli chciałoby to skontrolować, to nie ma jak, bo śmieci masowo są podpalane. Problem ginie w chmurach, pozostaje po nim tylko skażony pył, ale kasa się zgadza, a na miejsce spalonych odpadów, można przyjąć kolejne. 

Głupota jak mądrość – poniekąd nieskończona, tyle że – niestety – dynamicznie się rozwija. Sentencja ta idealnie pasuje do ludzi kierujących ministerstwem środowiska. I pomyśleć, że kiedyś ten urząd nazywał się Ministerstwo OCHRONY Środowiska. No, ale ponoć głupota jest też pewnym sposobem używania umysłu. A już Aleksander Fredro pisał, że nie ma większej radości dla głupiego, niż znaleźć głupszego od siebie. 

O palmę pierwszeństwa na skali głupoty z ministrem środowiska śmiało może konkurować pomorska posłanka PiS, Dorota Arciszewska Mielewczyk. Błysnęła ona ostatnio swoim jakże światłym umysłem i odniosła się do głośnej sprawy mordowanych fok w rejonie Półwyspu Helskiego. Foki przeszkadzają rybakom, gdyż niszczą sieci i wyjadają ryby. Tak było zawsze, ale widocznie teraz komuś puściła guma w gaciach i co rusz w mediach pojawiają się informacje o kolejnych zabitych fokach, a niektórzy rybacy bez ogródek mówią, że te zwierzęta to szkodniki i będą je zabijać. 

W podobne tony uderza posłanka Arciszewska – Mielewczyk, która powiedziała, że „najlepsza byłaby zgoda na strzelanie do fok (...), bo foki to szkodniki, a Bałtyk nie jest ich naturalnym środowiskiem. Hmmm.... zastanawiam się co jest zatem naturalnym środowiskiem dla tych sympatycznych zwierząt? Może himalajskie szczyty? Saharyjskie piaski? Czy też może syberyjska tajga? Jedno jest pewne, naturalnym środowiskiem posłanki Doroty Arciszewskiej – Mielewczyk nie powinien być Sejm RP. 

Ludzka głupota jest jedyną rzeczą oddającą w pełni ideę nieskończoności, ale zawsze czymś pośrednim między głupotą a inteligencją powinien być zdrowy rozsądek. Z pewnością posłance tego zdrowego rozsądku zabrakło. Zabrakło również zwyczajnej empatii. Dr Wojciech Glac, znakomity neurobiolog i specjalista od budowy i działania ludzkiego mózgu, w wywiadzie dla Prestiżu mówi, że empatia ma podłoże neurobiologiczne i jest niezwykle silnie uzależniona od odziedziczonych genów, wrodzona, a tylko w małym stopniu podlega wpływowi środowiska. Innymi słowy, jedni rodzą się empatyczni, a inni nie. I niewiele można już potem z tym zrobić.

Nie wiem na ile brak empatii u posłanki Arciszewskiej – Mielewczyk jest spowodowany genetyką, a na ile jest to wpływ środowiska, w którym się wychowała, i w którym funkcjonuje aktualnie. Z wywiadu z dr Wojciechem Glacem dowiedziałem się natomiast jeszcze jednej ciekawej rzeczy. Mózg człowieka starzeje się wraz z nim. Wszystko ma swój kres, łącznie z komórkami nerwowymi. Wtedy pogorszeniu ulegają nasze zdolności poznawcze. Możemy też powoli tracić kontrolę nad swoim
zachowaniem, emocjami. 

W pewnym momencie nasz mózg nie jest już w stanie prawidłowo funkcjonować, zapamiętywać i przetwarzać informacji. I jakość życia spada. I głupoty się gada... Można ten proces powstrzymać, opóźnić, stawiając przed mózgiem cały czas nowe wyzwania, stymulując go wiedzą, nowymi nawykami, wyzwaniami. Ponoć na to nigdy nie jest za późno, więc i dla posłanki, o której mowa, jest jeszcze nadzieja. 

 

93
06/2018

Jak spada się z 68 metrów, to z człowieka niewiele można uratować.