Jerzy Limon

Jerzy Limon jest profesorem zwyczajnym Uniwersytetu Gdańskiego oraz dyrektorem Gdańskiego Teatru Szekspirowskiego. Wydał kilkanaście książek naukowych z zakresu historii i teorii literatury, dramatu i teatru, a jego specjalnością jest XVI i XVII wiek (w tym i twórczość Szekspira). Jest autorem pięciu powieści i przekładów dawnego i współczesnego dramatu angielskiego. W wolnym czasie gotuje.

Historia jednej litery

Śledząc spory wynikające z kontrowersyjnych inicjatyw legislacyjnych naszego Sejmu, można dojść do wniosku, że jest to niekiedy kazuistyka, rozszczepianie włosa na czworo, liczenie diabłów na końcu szpilki, niekończące się kontrowersje i czepianie się o banalne drobiazgi, słowa czy przecinki. Nic bardziej błędnego, gdyż historia pokazuje, że to właśnie w detalach tkwi legislacyjna czy doktrynalna poprawność. 

Dzieje chrześcijaństwa pełne są przypadków, kiedy właśnie za owe pozorne drobiazgi autorów potępiano, skazywano na wygnanie, na śmierć, ich książki palono, albo nawet fałszowano. To ostatnie, na przykład, spotkało Orygenesa (185–264 n.e.), jednego z najbardziej płodnych pisarzy epoki wczesnochrześcijańskiej i edytora Biblii, który zasłynął i tym, że walcząc ze swymi słabościami, w wieku osiemnastu lat dokonał samokastracji (czego później żałował). 

Jednak sprawcą bodaj największych kontrowersji owych czasów był pochodzący z Libii Ariusz (około 256–336 n.e.), wybitny teolog i poeta, który głosił, że Chrystus nie jest prawdziwym Bogiem, tylko najdoskonalszym stworzeniem Boga. Wynikła stąd potrzeba zwołania soboru, który doprowadziłby do ujednolicenia stanowisk. Wybrano Niceę, miasto w Bitynii (dzisiaj na terytorium Turcji). Dyskusje były zażarte, gdyż zdawano sobie sprawę z tego, iż edycja tekstu (odnoszącego się do kwestii dogmatycznych) ma bezpośredni i znaczący wpływ na interpretację. Edytor, albo tłumacz, może ją ułatwić, albo utrudnić, sedno spraw i problemów ukazać, albo zaciemnić. 

O co w tej zamierzchłej, ale jakże istotnej dla rozwoju chrześcijaństwa i świata kontrowersji chodziło? Ogólnie mówiąc – o credo, czyli wyznanie wiary chrześcijańskiej, o jego nową i ostateczną redakcję. Konflikt dotyczył w zasadzie jednego tekstu (który podczas Mszy Św. powtarzają wszyscy wierni), jego kształtu syntaktycznego, leksykalnego i interpunkcyjnego, a tym samym jego semantyki. Otóż, bodaj najbardziej zasadniczą sprawą było stwierdzenie, że Syn jest naprawdę Bogiem współistotnym Ojcu („Zrodzony a nie stworzony, współistotny Ojcu, a przez Niego wszystko się stało” – w brzmieniu nadanym na soborze w Konstantynopolu w 381 roku). Przypomnijmy, że Arianie (i nie tylko) twierdzili, że w Piśmie Świętym nigdy takie sformułowanie nie pada; ponadto, Chrystus nigdy o sobie nie mówi, że jest „współistotny” Ojcu. Skoro został poczęty, to znaczy, że Go przed poczęciem nie było. Przeto Ojciec jest „wcześniejszy”. W tym miejscu pada kontrargument, powtarzany w modlitwie: „zrodzony a nie stworzony”. Redakcja miała zadecydować o tym, jakie będzie oficjalne stanowisko Kościoła do spornych kwestii. 

W Nicei dyskusje były bardzo burzliwe, a nawet chwytano się językowych podstępów: w jednej z opracowywanych na bieżąco redakcji słowo „homoousios”, które oznacza „z jednej substancji”, próbowano zastąpić słowem „homoiousios”, które oznacza „z podobnej substancji”. Między tymi dwoma słowami jest tylko różnica jednej joty, ale ta minimalna, wydawałoby się, różnica była zasadnicza. Między „homoousios” i „homoiousios” była przepaść: z jednej strony identyczność z Bogiem, z drugiej zwykłe podobieństwo. Ten „podstęp” ortograficzny miał bardzo poważne następstwa.

W gruncie rzeczy to słowa, litery i przecinki zadecydowały o tym, co we wszystkich kościołach chrześcijańskiego świata do dzisiaj codziennie się powtarza (w różnych wariantach redakcyjnych i interpretacyjnych credo). I one zadecydowały o tym, co stało się schizmą (oczywiście, z perspektywy arian, schizmę tworzyli ich adwersarze). Edycja jednego tekstu podzieliła świat chrześcijański i nieprzewidywalny bieg wypadków, czyli to, co nazywamy historią, sprawił, że zwolennicy jednego wariantu zdominowali chrześcijaństwo. Ariusza skazano na wygnanie, a jego księgi spalono. W każdym razie różnice w redakcji i interpretacji tego samego tekstu, a także różnice wynikające z odmienności dwóch języków – greki i łaciny, legły u podłoża rozpadu Kościoła na wschodni i zachodni, czego konsekwencje odczuwane są do dzisiaj. Zadecydować o tym miała jedna litera. Niepozorna jota.