Michał Stankiewicz

Zaczynał w Gazecie Wyborczej, a od 1999 r. dziennikarz „Rzeczpospolitej“. Od kilku lat związany też z TVN. Laureat wielu ogólnopolskich nagród, m.in. „Watergate“ Zarządu Głównego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich oraz Fundacji Batorego. Dwukrotnie nominowany do Grand Press, a ostatnio do Mediatorów. Pasjonat tenisa, dobrej muzyki oraz... psów rasy bokser. Założyciel i wydawca Prestiżu.

HIMALAJSKI AZJA EXPRESS

Nanga Parbat - tą górę zna już w Polsce chyba każdy. Cała Polska śledziła tragedię Tomasza Mackiewicza, który nie wrócił ze szczytu. Przebieg wydarzeń mogliśmy śledzić prawie we wszystkich mediach. Kiedy już wiadomo było, że powrót himalaisty nie jest możliwy, uwaga mediów skupiła się na innym szczycie - K2. Trwała tam tzw. narodowa, zimowa wyprawa. Przebieg zdarzeń obserwowałem w TVN24, kanale, który zdecydowanie najczęściej oglądam. Stacja zdecydowała się nawet wysłać tam swoich przedstawicieli. Dzięki temu mieliśmy relację, nie tyle, że każdego dnia, ale przez całe dnie. Zobaczyć można było nie tylko samych uczestników i ich otoczenie, ale to co robią i to czego nie robią. Uzupełnieniem relacji z tragedii na Nanga Parbat, jak i z K2 byli liczni komentatorzy - himalaiści, alpiniści, praktycy, teoretycy, naukowcy, sportowcy, ratownicy, psychologowie…

Himalaizm, szczególnie w polskim wydaniu to z pewnością ciekawy temat. Mam jednak wrażenie, że zaczął przytłaczać, a wręcz osaczać. Tragedia Tomasza Mackiewicza zamieniła się w telewizyjne reality show, a potem role głównych bohaterów przekazano himalaistom na K2. Piszę „przekazano”, bo podejrzewam, że sami z siebie nie zdecydowaliby się na bycie showmanami. Z punktu widzenia rentowności - telewizji nie dziwię się, przecież programy Agent Gwiazdy, czy Azja Expres sprzedają się dobrze, czemu więc prawdziwy, poważny, sportowy challenge nie pokazać podobnie. 

Z punktu widzenia odpowiedzialności i skutków można jednak postawić pytanie - czy tak konstruowane relacje pomogły himalaizmowi, czy też odwrotnie? Zachęciły do podziwiania himalaistów i wspierania ich kolejnych wypraw, czy też uwypukliły nie tylko ryzykowanie życiem kosztem rodzin, ale - co gorzej - pokazały jako grupę obrażalskich, kłótliwych facetów z przerośniętym ego. Odpowiedź na to zapewne poznają niedługo sami zainteresowani. Chociażby po skłonności sponsorów do wykładania kasy.

Jeden widoczny efekt nakręcenia spirali oczekiwań wobec wyprawy „narodowej” na K2 już widzimy - mądra i odpowiedzialna decyzja o jej zakończeniu i nie ryzykowaniu życiem - spotkała się z falą negatywnych i ironicznych komentarzy. Szkoda. Ja mam tylko nadzieję, że z tego szaleństwa wyjdą obronną ręką i będziemy mogli podziwiać ich kolejne sukcesy. 

A przy okazji oglądania relacji z wypraw - TVN24 w międzyczasie emitował serwisy narciarskie z polskich stoków. Trudno było dowiedzieć się jakie są warunki w tradycyjnych, dużych ośrodkach. Karpacz, Szklarska Poręba, Szczyrk, albo Zakopane? Może gdzieś się tam przypadkiem przewinęły, za to regularnie mogliśmy oglądać ile śniegu jest w Arłamowie i Kurzej Górze. Pierwszy ze stoków mieści się w Bieszczadach, drugi na Mazurach. Zapłaciły, to i mają. Dzisiaj każdy może być ogólnopolskim ośrodkiem narciarskim. Szkoda tylko, że przy okazji tak mocno zaburzono proporcje. Tym największym, tradycyjnym należy się. Tak po prostu, dla rzetelności informacji.

A w Gdańsku poruszenie. Paweł Adamowicz ogłosił udział w kolejnych wyborach na prezydenta Gdańska. Lech Wałęsa wzywa go do opamiętania, Nowoczesna mówi nie i ogłasza swojego kandydata, a w PO totalne zamieszanie. Posłanka tej partii - Agnieszka Pomaska, wymieniana wcześniej jako jedna z zainteresowanych kandydowaniem - nie kryła swojego rozczarowania. Ciekawie było tez w sądzie, gdzie ta sama posłanka po raz kolejny spotkała się z radną PiS Anną Kołakowską, którą pozwała za słowa „To coś trzeba ogolić na łyso”. W momencie zamykania tego wydania „Prestiżu” wyrok jeszcze nie zapadł. Nie to jednak zwraca uwagę, ale postawa radnej Kołakowskiej, która poprosiła sąd... o areszt. Być może pozazdrościła Władysławowi Frasyniukowi, któremu prawie się to udało. Prawie, bo został „tylko” zatrzymany. Każdy obserwator polityki wie, że bycie więźniem politycznym to dzisiaj skarb, na którym można budować całkiem niezłą kampanię. Wielu by chciało.

 

90
03/2018

W dzieciństwie marzyła o zdobyciu Nagrody Nobla z... geografii. Małej marzycielce nikt nie powiedział, że nie jest to możliwe, bo w tej akurat dziedzinie, nagroda ta nie jest przyznawana.