Jerzy Limon

Jerzy Limon jest profesorem zwyczajnym Uniwersytetu Gdańskiego oraz dyrektorem Gdańskiego Teatru Szekspirowskiego. Wydał kilkanaście książek naukowych z zakresu historii i teorii literatury, dramatu i teatru, a jego specjalnością jest XVI i XVII wiek (w tym i twórczość Szekspira). Jest autorem pięciu powieści i przekładów dawnego i współczesnego dramatu angielskiego. W wolnym czasie gotuje.

Żart w sztuce

Piszę ostatnio większą rozprawę na temat erotycznego żartu w dziełach Szekspira. Przeglądając literaturę przedmiotu, po raz kolejny utwierdziłem się w przekonaniu, że praktycznie wszyscy wielcy pisarze i malarze wykazywali nie tylko zainteresowanie, ale wręcz fascynację ciałem i seksualnością człowieka. Od literatury, rzeźby czy malarstwa wazowego starożytnej Grecji (często o tematyce ityfallicznej), egipskich fresków, rzymskich mozaik, poprzez erotyczną lirykę Petra Aretina, czy bardzo na owe czasy wyuzdane ryciny Agostina Carracciego, roznegliżowane, obfite ciała kobiet Rubensa, po „świństewka” hrabiego Rochester, a u nas Fredry i Morsztyna, czy erotyki Picassa i wielu, wielu innych. Wszędzie tam znajdujemy erotyzm, niekiedy prowokujący i bulwersujący, ale nigdy nie przekraczający granic, nie stający się pornografią (bo wtedy przestaje być sztuką). 

U Szekspira też tego sporo, ale bez dosłowności i wulgaryzmów: poeta wykazuje mistrzostwo w wynajdywaniu nowych eufemizmów czy – przede wszystkim – kalamburów. Na kalambury natrafiamy nawet w tytułach sztuk, jak choćby w komedii Wiele hałasu o nic, gdzie słowem-kluczem jest właśnie „nic” (po angielsku „nothing”). W angielszczyźnie renesansowej wiadomo było, że mężczyzna ma "coś" ("thing"), a kobieta tego czegoś nie ma. Wobec tego ma "nic" (czyli "nothing") i dlatego brzmiący całkiem niewinnie tytuł szekspirowskiej sztuki  zawiera w sobie owo „nic” i przez to staje się dwuznaczne (czyli również "Wiele hałasu o kuciapkę"), czego - jak do tej pory - żaden polski przekład nie oddał. 

Zwróćmy jednak uwagę na fakt, iż oba znaczenia słowa „nothing” nakładają się na siebie, naprzemiennie trafiając do świadomości odbiorcy, przez co tytuł nie znaczy „to albo to”, lecz „to i również tamto”. Stąd efekt migotania, albo opalizacji znaczeń, tak typowej dla literatury. Szekspir nie tyle „świntuszy”, co zaprasza do zabawy, do rozpoznania na czym właściwie polega proponowany przez niego żart. 

Cechą erotycznego żartu słownego (każdego żartu) jest bowiem jego ukierunkowanie na samego siebie: jego celem nie jest znajdowanie jakiegoś ujścia dla seksualnych obsesji, tym bardziej plebejskie świntuszenie, czy chęć wulgarnego wyszydzenia, obrażenia czy poniżenia kogoś. Nie jest słownym atakiem, agresją. Żart czy dowcip ukazują swoją konstrukcję, każą podziwiać spryt czy inteligencję, jakie je stworzyły, grę słów, wieloznaczność. Żart ma być śmieszny i ma pokazywać, dlaczego jest śmieszny i w tym sensie jest ksobny, nie nastawiony na wywołanie niezdrowego podniecenia czy – jak miotane na kogoś obelgi i szyderstwa - na sponiewieranie czy krzywdę drugiego człowieka. 

Tak więc, przed zarzutem pornografii dzieło sztuki broni przede wszystkim estetyka, czyli reguły uzasadniające jego powstanie w nadanym kształcie, ale też bardzo często… humor, z jakim cielesność i seksualność człowieka są traktowane. Z jednej strony fascynacja i upojenie seksualnością, z drugiej dostrzeganie śmieszności ludzkiej anatomii. Tworzy to dystans, a także sygnalizuje pewien luz, a nie chorobliwą obsesję. Tak właśnie jest ze sztuką zwróconą ku cielesności, prawie zawsze pełną śmiechu, dystansu i radości z bycia człowiekiem, ze wszystkimi jego śmiesznostkami i ułomnościami. 

Podobnie  i u Szekspira, gdzie komizm miesza się z tragicznym namysłem nad kondycją człowieka, namiętności walczą z rozumem, piękno młodego ciała i twarzy ze starością i przemijaniem, albo z nieszczęśnikami „gnijącymi” za życia z powodu chorób wenerycznych, ospy, dżumy czy trądu. Iście boschowski kalejdoskop piękna i okropności; jakże pasuje tu bachtinowska kategoria karnawału, dzisiaj
jakby zapomniana.

Cała kondycja człowieka zawarta w wielkich dziełach minionych epok mieści się między śmiechem a skowytem, bólem i radością istnienia, szczęściem i poniżeniem, wiarą i świadomością przemijania z jednocześnie rosnącym sceptycyzmem, przerażeniem niebytem, pustką, niepewnością, czy są jeszcze jakieś nieodkryte lądy w zaświatach, z których – jak powiada Hamlet – żaden podróżnik jeszcze nie powrócił. Na owe rozterki Szekspir miał jeden skuteczny sposób: kochajmy się!

 

88
01/2018

Swoją przygodę zaczynał w czasach bigbitu i to w samej jego kolebce – w Sopocie. Zanurzył się w rocka, a potem w jazz.