Jakub Jakubowski

Od naczelnego

Felieton ten piszę tuż przed finałem Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Niestety, nie da się zupełnie odizolować od medialnego szumu wokół Jerzego Owsiaka i Orkiestry. Co roku praktycznie słyszymy to samo, zarówno z jednej, jak i drugiej strony. Jedni WOŚP i szefa akcji wychwalają pod niebiosa, drudzy zaciekle atakują. Mam jednak wrażenie, że tych drugich słychać w tym roku o wiele mocniej. Może tak jest w istocie, a może po prostu wojna polsko-polska weszła już w kolejną fazę, w której jedna strona zaczyna osiągać znaczącą przewagę?

Jest to bardzo prawdopodobne, bo w tym roku szczególnie mocno przebija się do świadomości nie tylko mojej, ale też osób z mojego otoczenia, krytyczny, a często wręcz nienawistny głos ze strony Kościoła. Zacząłem się zastanawiać dlaczego w katolickim kraju, przedstawiciele Kościoła, ludzie, którzy określają się wiernymi sługami bożymi, okazują się tak miernymi głosicielami bożej ewangelii?

Spędziłem dużo czasu na studiowaniu różnych wypowiedzi kapłanów, na lekturze katolickich portali, przebrnąłem nawet przez Everest nienawiści, jakim są prawicowe portale. Chciałem zrozumieć, dlaczego tak po chrześcijańsku, tak dużo ludzi życzy jednemu człowiekowi wszystkiego najgorszego. 

Na początek, oddam sprawiedliwość. Nigdzie nie znalazłem oficjalnego stanowiska Episkopatu wobec Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Kościół jako instytucja oficjalnie ani nie pochwala, ani nie potępia. Nie od dziś jednak wiadomo, że światopoglądowo Owsiak jest daleko od oficjalnych doktryn katolicyzmu. To wielu kapłanom i katolickim ortodoksom wystarcza, by człowiekowi wypowiedzieć wojnę. A że Polacy do wojenek zawsze skorzy byli, często wbrew zdrowemu rozsądkowi, to i na tę wojnę ochoczo wyruszyli. O ofiary się nikt niestety nie martwi.

Zawsze gdy jakiś pseudokapłan palnie jakąś kosmiczną głupotę, staram się znaleźć głos przeciwważny, bo mądrego księdza zawsze warto posłuchać. Takim księdzem z pewnością był świętej pamięci Jan Kaczkowski. Dla niego sprawa była zawsze jasna. Owsiak może i nie jest ideałem, może nie jest wzorem katolika, ale my katolicy, ludzie wierzący, musimy spojrzeć na Owsiaka tak jak patrzy na niego Bóg. Z miłością. Bo kiedy patrzysz na kogoś z miłością, taką prawdziwie chrześcijańską to nigdy pewnych słów nie wypowiesz, pewnych myśli nie uzewnętrznisz i co więcej, spróbujesz nie tyle je stłumić, co nad nimi popracować. 

Takie postępowanie wymaga jednak od ludzi po pierwsze myślenia, po drugie zrozumienia. Zrozumienia tego w co wierzy i dlaczego wierzy. Ale jak mamy tego wymagać od zwykłego Kowalskiego, skoro kłopoty ze zrozumieniem swojej wiary mają nawet Ci, którzy nauki Boga głoszą z ambony. 

Na jednym z chrześcijańskich portali przeczytałem kilka dni temu tekst o tym dlaczego nie powinno się popierać Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Otóż dla katolików WOŚP jest „oświeceniową filantropią”, która dzisiaj bardzo często zastępuje miłosierdzie chrześcijańskie. Oświeceniowa filantropia jest obca chrześcijaństwu, gdyż hołduje laicyzacji działalności charytatywnej. Dla katolików wzorem ewangelicznego miłosierdzia nie jest pełen sprzeczności i niedoskonały moralnie Jerzy Owsiak, ale Matka Teresa z Kalkuty, osoba wewnętrznie prawa, żyjąca w przyjaźni z Bogiem, kochająca innych ludzi i świadcząca pomoc bez rozgłosu.

Jakże dwa różne światy się tutaj zderzają. Paradoksalnie, z tego zderzenia mogłoby wyjść wiele dobrego. Przecież od początku swojej działalności Jurek Owsiak zapraszał Kościół do wspólnych działań. Mówił wręcz do kościelnych hierarchów – „ja mam rząd dusz, często zbłąkanych, często zagubionych, wskażcie im drogę”. Czyż nie o to chodzi w chrześcijaństwie? Ewangelizacja to fundament każdej religii, ale ewangelizacja nie polega na praniu mózgów z kościelnych ambon, ale właśnie na pracy u podstaw. 

Kościół przez swoją instytucjonalną głupotę, tkwienie w średniowiecznej tradycji zaprzepaścił wielką szansę na zagospodarowanie całej rzeszy młodych ludzi. Ludzi, którzy szukają swoje życiowej drogi. Na tej drodze mogliby spotkać Boga. Tego prawdziwego, mówiącego o tym, że świat nie jest czarno-biały, że człowiek jest istotą pełną sprzeczności, ale zawsze, w każdym momencie istotą kochaną przez Boga. 

Liczby mówią wszystko. Według niedawno opublikowanych danych odpływ wiernych z Kościoła jest znaczący. Na niedzielną mszę chodzi 36,7 proc. zobowiązanych do tego katolików - podał Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego. To najniższy wynik w historii tego badania, od roku 1980. 

Nie da się ukryć, że konflikt między przedstawicielami Kościoła a WOŚP jak na dłoni odzwierciedla stan polskiego katolicyzmu. Ten stan będzie się systematycznie pogarszał, kościelni inkwizytorzy swoimi bluźnierstwami głoszonymi z Bogiem na ustach skutecznie bowiem zagłuszają mądrych księży. 

I dopóki polski Kościół będzie miał takie twarze, jak biznesmen Rydzyk, birbant Głódź, ksiądz Małkowski, zwolennik intronizacji Chrystusa na Króla Polski, czy arcybiskup Michalik, bagatelizujący zjawisko pedofilii w Kościele, dopóty ludzie mądrzy będą kościoły omijać szerokim łukiem. Bo wiara to nie krzyż na drzwiach kościoła, człowiek wierzący krzyż nosi w sercu. 

Zatem „strzeżcie się fałszywych proroków, którzy przychodzą do was w owczej skórze, a wewnątrz są drapieżnymi wilkami. Poznacie ich po ich owocach”.

 

Jakub Jakubowski

 

88
01/2018

Swoją przygodę zaczynał w czasach bigbitu i to w samej jego kolebce – w Sopocie. Zanurzył się w rocka, a potem w jazz.