Jerzy Limon

Jerzy Limon jest profesorem zwyczajnym Uniwersytetu Gdańskiego oraz dyrektorem Gdańskiego Teatru Szekspirowskiego. Wydał kilkanaście książek naukowych z zakresu historii i teorii literatury, dramatu i teatru, a jego specjalnością jest XVI i XVII wiek (w tym i twórczość Szekspira). Jest autorem pięciu powieści i przekładów dawnego i współczesnego dramatu angielskiego. W wolnym czasie gotuje.

Cena i nagroda odWagi

W  ostatnich miesiącach dwa wydarzenia w Anglii przykuły moją uwagę. Nie, nie Brexit i nie wybory. Otóż podczas terrorystycznego ataku na Moście Westminsterskim, w okolicy Parlamentu, potrącona przez samochód terrorysty młoda kobieta spadła do Tamizy, ale ją wyratowano. Wydawało się, że wszystko dalej potoczy się pomyślnie, ale, niestety, wkrótce w szpitalu zmarła. 

W  ostatnich miesiącach dwa wydarzenia w Anglii przykuły moją uwagę. Nie, nie Brexit i nie wybory. Otóż podczas terrorystycznego ataku na Moście Westminsterskim, w okolicy Parlamentu, potrącona przez samochód terrorysty młoda kobieta spadła do Tamizy, ale ją wyratowano. Wydawało się, że wszystko dalej potoczy się pomyślnie, ale, niestety, wkrótce w szpitalu zmarła. 

Podobne zdarzenie, choć z happy endem, miało miejsce około 1545 roku, kiedy to w domu majętnego tkacza, Williama Hewetta, który mieszkał w prestiżowym miejscu, bo na Moście Londyńskim, piastunka bawiła się w oknie z jego dwuletnią córeczką, Anną. A ta w pewnym momencie wyślizgnęła jej się z rąk i wpadła do rzeki. Na szczęście zareagował natychmiast jeden z czeladników, niejaki Edward Osborne, który skoczył za dziewczynką i szczęśliwie ją uratował. 

Pan Bóg dostrzega czasem dzieła tych, co rzeczywiście są na „wzór i podobieństwo Jego”, gdyż odtąd szczęście Osborne’a nie opuszczało. Najpierw wdzięczny ojciec zaprzysiągł, że gdy jego córeczka podrośnie, to wyda ją z mąż za nikogo innego, jak tylko za jej wybawcę. W tym czasie Hewett też zrobił świetną karierę, nie tylko finansową: najpierw, w owym pamiętnym 1545 roku stanął na czele wpływowego podówczas cechu tkaczy, a pięć lat później uzyskał zaszczytny tytuł Szeryfa Londynu; w 1559 został Lordem Mayorem Londynu, a rok później otrzymał szlachectwo. 

Trudno się więc dziwić, że o rękę i imponujący posag córki zabiegało wielu wpływowych panów, w tym i George Talbot, hrabia Shrewsbury. Ale Hewett nie zapomniał o danej obietnicy i słowa dotrzymał: młodzi wzięli ślub w 1562 r.  Po śmierci seniora rodu, sprawy firmy przejął Osborne, pomnażając majątek głównie poprzez handel z Hiszpanią i Turcją. Podobnie jak teść, został wybrany Szeryfem Londynu w 1583 roku, a parę miesięcy później otrzymał szlachectwo. Z Anną mieli pięcioro dzieci, ale szczęścia widać było za dużo, gdyż żona zmarła w 1585. 

Tak się jednak losy rodziny potoczyły, że wnuk Osborne’a, też Edward,  otrzymał tytuł arystokratyczny baroneta, a jego syn Thomas, z kolei, zaszedł jeszcze dalej, gdyż został najpierw wicehrabią, potem hrabią, następnie markizem, aż w końcu pierwszym księciem Leeds, piastując przy tym wiele godności państwowych (był między innymi lordem Wielkim Skarbnikiem). I tak to z rodziny czeladnika-tkacza Osborne’a wyrasta nowa arystokracja. 

Bez wątpienia w bogobojnym środowisku protestanckich fundamentalistów, zwanych Purytanami, czytano to jako nagrodę od Pana Boga za odwagę i poświęcenie w ratowaniu dziecka, a także za cnotliwe życie i przedsiębiorczość. Dobre uczynki przynoszą owoce, w tym wypadku materialne i w postaci zaszczytnych tytułów.

O tym, że jednak nie zawsze tak się dzieje, świadczy drugie wydarzenie, jakie zwróciło moją uwagę: to marcowy napad na Polaka w jakimś małym angielskim miasteczku, gdzie piętnastoletniego chłopaka dopadła i zmasakrowała banda ośmiu zwyrodnialców, młodych ludzi, sześciu mężczyzn i dwie dziewczyny. Na pomoc Polakowi samotnie ruszył właściciel pobliskiego sklepu, waleczny Sikh (słowo to, pochodzące z sanskrytu, oznacza „ucznia”), który też został bestialsko pobity i przejechany samochodem. Obaj wylądowali w szpitalu i na szczęście z opresji wyszli z życiem. 

Tę historię warto przytaczać tym wszystkim, dla których ciemniejszy kolor skóry, inna religia i kultura są powodem pogardy, nienawiści, a nawet agresji. Ciekaw jestem, czy w Polsce znalazł by się ktoś równie odważny, kto samotnie ruszył by na pomoc „obcemu”, o innej karnacji i innej religii, osaczonemu przez bandę zwyrodnialców? Jak by zareagowali rozkochani w Chrystusie, hajlujący młodzieńcy na widok maltretowanego młodego człowieka? Czarnego, Ukraińca, Niemca, Araba, Hindusa, Żyda? Pomogliby, czy może raczej dołączyli do oprawców? 

W każdym razie podziwiać należy odwagę tego człowieka, który nie bacząc na zagrożenie i przewagę napastników, ruszył na pomoc nieznajomemu, po prostu bliźniemu, ratując honor człowieka. I właśnie to jest najwyższą nagrodą, najbardziej nobilitującą: ratowanie honoru człowieka, a niekoniecznie fortuna i zaszczyty. A ów honor na naszych oczach tonie w pianie i kaskadach nienawiści, w powodzi nikczemności. Widzisz i nie grzmisz?!