Arkadiusz Hronowski

od 2001 roku zawiaduje sopockim SPATiF-em. Odpowiada za serwis muzyki niezależnej Soundrive.pl oraz festiwal muzyki alternatywnej Soundrive Fest. Jego ostatnie, najbardziej wyczekiwane dziecko to Klub B90 na terenie Stoczni Gdańskiej. Kolejne dziecko, które przyjdzie na świat niebawem to Browar Gdański Kulturalny. W wolnych chwilach trwoni czas w zespole The Stags, pisząc piosenki tylko miłości.

Komuno wróć?

Kiedy w 1989 roku zmienił się w Polsce ustrój, nie powiem bym szalał z radości, odetchnął po jakieś wielkiej traumie, czy przestał być nękany przez władzę.

Kiedy w 1989 roku zmienił się w Polsce ustrój, nie powiem bym szalał z radości, odetchnął po jakieś wielkiej traumie, czy przestał być nękany przez władzę. Wówczas jako dwudziestoparolatek byłem na tyle duży by wiedzieć czym była komuna, co ona wyprawiała i w jakiej dupie był nasz kraj. Jedno co mnie interesowało, to wskoczyć do wielkiego wiru gospodarczego wyścigu. Mijały lata i nasz kraj zmieniał się na oczach kolejnego pokolenia. 

Moje dzieci wychowane już w innej rzeczywistości dorastały bez syndromu polaczka. Swoboda i możliwości były nawet większe niż na legendarnym Zachodzie. Wspólnie z małżonką szybko przestawiliśmy się na nowy tryb i nie patrząc na konsekwencje realizowaliśmy siebie i kawałek nowej ojczyzny. Bywało różnie, od dna do całkiem sporych sukcesów. Jak popełniłem błąd, słono za niego płaciłem. Kiedy zrobiłem coś w tzw. dziesiątkę, nagroda była wysoka. I tak przez 28 lat. 

Dziś w moim życiu niewiele się zmieniło. Dalej mam energię, plany i chęć budowania. Jestem po stokroć bardziej doświadczony i łatwiej mi jest podejmować kolejne decyzje, ale też przyjmować na klatę porażki. Generalnie jest bardzo dobrze i nie wracam myślami do okresu sprzed 1989 roku. Gdy dziś widzę młodych ludzi, którzy urodzili się po 1989 roku, nie zazdroszczę im dzieciństwa ani obecnego, dorosłego życia. Tak naprawdę ja też żyję ich życiem, współpracuję z nimi i nawet wiele się od nich uczę. To klasyczna kooperacja pokoleń. 

Robimy swoje, nie oglądając się na konkurencję. Zresztą gdyby tej młodzieży nie było i  nie miała świetnych pomysłów, to pewnie bylibyśmy bardziej leniwi i ubodzy. Jeśli młody człowiek ma dziś sukces, należy go za to podziwiać, zobaczyć jak tego dokonał, zastanowić się dlaczego zrobił to tak dobrze i w tak krótkim czasie. Przecież zarówno ten człowiek, jak i inni ludzie bez względu na wiek generują wokół nas rozwój, zmiany, atrakcje i to że nasze życie staje się fajniejsze. 

A jednak po drodze płynie rzeka i drąży kanion. Różnice pomiędzy tymi, którzy są zdolni i pracowici, a tymi mniej zdolnymi i leniwymi zaczynają być ogromne. I właściwie to nic nowego. Zawsze tak było i będzie. Lecz dziś mamy ten cholerny internet, gdzie wszystko dzieje się tak szybko i niekoniecznie rzetelnie. Wszyscy zaglądają wszędzie, widzą życie innych. Ale ci leniwi oprócz jeszcze większej frustracji, za sukces innych wylewają jeszcze więcej żółci. 

Nie ma kooperacji, nie ma chęci nauki od zdolniejszych. Jest tylko zawiść, szyderstwo i chęć zniszczenia. Podpierdolić  sąsiada, bo mu za dobrze idzie. Nieważne, że wszystko ma w porządku. Napiszemy do urzędu, że to cwaniak, że prowadzi nielegalną działalność i chociaż przez kilka tygodni będzie miał przejebane, bo kontrola za kontrolą. A może coś znajdą i mu zabiorą. Dobić leminga, bo to na pewno cwaniak i złodziej. 

Niby wolny kraj, ale po 28 latach na stoczni już tej nieistniejącej wciąż latają szabelki, płoną opony, stoją z krzyżami i manifestują przeciw czemu? Przeciw temu, że kilka tysięcy uśmiechniętych młodych ludzi tam spokojnie spędza czas? Przeciw temu, że siedzą na krawężnikach ze znajomymi z Berlina, Paryża czy Londynu i swobodnie z nimi rozmawiają w wielu językach? Przeciw temu, że mają pracę, zakładają swoje firmy i dają sobie radę? 

Porzućcie długopisy, szabelki, krzyże i opony i zapytajcie tam, czy nie ma dla Was jakiejś roboty. Dajcie sobie szanse, nauczcie się pracować i żyć z innymi. To nie jest tak, że my Wam wszystko ukradliśmy. I niech przestrogą będzie ta Modlitwa Polaka: 

Gdy wieczorne zgasną zorze, zanim głowę do snu złożę, modlitwę moją zanoszę Bogu Ojcu i Synowi: „Dopierdolcie sąsiadowi! Dla siebie o nic nie wnoszę, tylko mu dosrajcie proszę”. Kto ja jestem? Polak mały. Mały zawistny i podły. Jaki znak mój? Krwawe gały. Oto wnoszę swoje modły do Boga, Marii i Syna: „Zniszczcie tego skurwysyna, mego brata, sąsiada, tego wroga, tego gada. Żeby mu okradli garaż, żeby go zdradzała stara, żeby mu spalili sklep, żeby dostał cegłą w łeb. Żeby mu się córka z czarnym i w ogóle żeby miał marnie, żeby miał AIDS-a i raka” Oto modlitwa Polaka.