Jerzy Limon

Jerzy Limon jest profesorem zwyczajnym Uniwersytetu Gdańskiego oraz dyrektorem Gdańskiego Teatru Szekspirowskiego. Wydał kilkanaście książek naukowych z zakresu historii i teorii literatury, dramatu i teatru, a jego specjalnością jest XVI i XVII wiek (w tym i twórczość Szekspira). Jest autorem pięciu powieści i przekładów dawnego i współczesnego dramatu angielskiego. W wolnym czasie gotuje.

T K O

Konstytucja gwarantuje nam prawa wyborcze. To rzecz święta: każdy kto ukończy lat osiemnaście nabywa owo niezbywalne prawo i może je utracić tylko w wypadku wyroku sądowego.

Konstytucja gwarantuje nam prawa wyborcze. To rzecz święta: każdy kto ukończy lat osiemnaście nabywa owo niezbywalne prawo i może je utracić tylko w wypadku wyroku sądowego. Jesteśmy z tego prawa dumni i nawet nie zastanawiamy się, dlaczego to właśnie osiemnaście lat, a nie – dajmy na to – szesnaście czy dwadzieścia jeden ma decydować. Nie wykształcenie czy kompetencja, lecz właśnie wiek stanowi kryterium. Daliśmy sobie wmówić twórcom konstytucji francuskiej, że tak jest właściwie i demokratycznie. A ja spróbuję wsadzić kij w mrowisko, bo i grzebanie (w) konstytucji stało się dziś powszechne.

Proponuję bowiem wprowadzenie TKO, czyli Testu Kompetencji Obywatelskiej, który każdy, kto chce głosować, bez względu na wiek, musiałby zdać, by odpowiednie zaświadczenie kompetencji uzyskać. W USA każdy cudzoziemiec, aby uzyskać obywatelstwo  musi zdać specjalny test, obejmujący podstawowe wiadomości z historii, geografii, polityki, kultury i języka kraju, w którym chce żyć. Bez znajomości języka, bez umiejętności czytania czy pisania, trudno a właściwie niemożliwe jest taki test zdać. Ale nawet jak się te umiejętności posiadło, łatwo nie jest. Podobno tylko niecałe 3% studentów amerykańskich, których poddano badaniom, ów test zdało. 

W każdym razie, umiejętność czytania stanowi tu klucz, a zarazem barierę dla tych wszystkich, którzy tej trudnej sztuki należycie nie opanowali. Za komuny przeprowadzono szeroko zakrojone badania socjologiczne, w których wynikało, że wśród dorosłej populacji mamy 1,5 miliona analfabetów, a blisko połowa mieszkańców PRL ma wykształcenie podstawowe lub poniżej, co sprawia, że pojawia się natychmiast domniemanie wtórnego analfabetyzmu. Teraz pewnie jest lepiej, ale nikt jeszcze tego dokładnie nie przebadał. Studentów też mamy więcej i to parokrotnie, ale liczba profesorów nie zmienia się od lat. Uczelnie udają, że kształcą, studenci udają, że się uczą.

Test Kompetencji Obywatelskiej powinien być prosty, ale ma sprawdzać, czy dana osoba umie czytać i pisać, ma świadomość, w jakim kraju żyje, i o którego losach chce decydować, czy zasługuje na prawo wyborcze, a tym samym może wpływać na życie innych obywateli. Tak więc, kandydat na obywatela z uprawnieniem do głosowania powinien umieć pokazać na mapie, gdzie jest Polska. Powinien znać kilka dat z historii (Chrzest Polski itp.), wiedzieć jaki mamy ustrój polityczny, wymienić jedną czy dwie partie, prezydenta, premiera, kraje sąsiadujące, napisać chociaż jedną zwrotkę hymnu narodowego, no i powinien umieć rachować w obrębie 0 – 100. Ułamki i procenty sobie darujmy, że o pierwiastkach nie wspomnę. 

Może jeszcze coś kultury, np. „Czy Jan Kochanowski był: (a) piłkarzem Arki Gdynia (b) poetą (c) ambasadorem przy ONZ (d) podróżnikiem, który opisał Afrykę?” W sumie, powiedzmy, 50 pytań. Kto zda, otrzymuje prawo do głosowania. Kto nie zda, musi się poduczyć. Proste? Ale, niestety, podejrzewam, że pomysł ten nie  przejdzie: wystarczy posłuchać na YouTubie jak nasi przywódcy hymn śpiewają. Udają, że śpiewają i że słowa znają. Z czytaniem i pisaniem politykom, a nawet niektórym profesorom nietęgo idzie. Udają, że robią to ze zrozumieniem. Aż dziw, że uchodzi im to na sucho.

A w Anglii już w średniowieczu dostrzeżono wagę umiejętności czytania. Jak ktoś umiał się tym wykazać, przechodząc test, to był traktowany jak klecha i podlegał sądowi kościelnemu. A tam wyroki były łagodniejsze, a nawet dawały szansę ocalenia życia. Kilka wieków z tego prawa korzystano. Na przykład, Ben Jonson, kolega Szekspira, ocalił głowę, którą miał stracić za zabicie podczas pojedynku aktora Gabriela Spencera; ułaskawienie uzyskał właśnie dlatego, że zdał test: musiał  przeczytać po łacinie jeden z psalmów (był to tak zwany „neck verse”, czyli „wersety [na zbawienie] karku”). 

Ponieważ owym tekstem był zawsze Psalm 51 (Miserere…), to doprowadziło to do nadużyć:  jak kto wiedział, można się było owego psalmu nauczyć na pamięć i udać, że się czyta. Tak też wielu robiło. Można było z tego skorzystać raz w życiu, a niedoszłej ofierze jedynie wypalano na kciuku literę T (od Tyburn – miejsca kaźni w Londynie), by nie mogła w przyszłości oszukać i z łaski ponownie skorzystać. Dopiero w Oświeceniu odebrano możliwość udawania, że się umie czytać i że się rozumie. Czekajmy więc dalej, aż oświecenie i do nas dotrze. To potrwa. Ratunkiem TKO.