Jerzy Limon

Jerzy Limon jest profesorem zwyczajnym Uniwersytetu Gdańskiego oraz dyrektorem Gdańskiego Teatru Szekspirowskiego. Wydał kilkanaście książek naukowych z zakresu historii i teorii literatury, dramatu i teatru, a jego specjalnością jest XVI i XVII wiek (w tym i twórczość Szekspira). Jest autorem pięciu powieści i przekładów dawnego i współczesnego dramatu angielskiego. W wolnym czasie gotuje.

MIASTA – WYDMUSZKI

Z grupą przyjaciół byłem ostatnio we Lwowie, pierwszy raz w życiu. Nie chcę powtarzać za innymi zachwytów nad miastem, które w sensie budowlanym uniknęło większych zniszczeń wojennych i które stanowi wspaniale zachowany pomnik kultury wielu wieków i wielu narodów. Zamiast tego zwrócę uwagę na co innego, na to, że wojna, owszem, pozostawiła tzw. „tkankę miejską” prawie nienaruszoną, ale w 1944/45 roku ostały się domy bez duszy, budynki bez mieszkańców, miasto bez pamięci. 

Z grupą przyjaciół byłem ostatnio we Lwowie, pierwszy raz w życiu. Nie chcę powtarzać za innymi zachwytów nad miastem, które w sensie budowlanym uniknęło większych zniszczeń wojennych i które stanowi wspaniale zachowany pomnik kultury wielu wieków i wielu narodów. Zamiast tego zwrócę uwagę na co innego, na to, że wojna, owszem, pozostawiła tzw. „tkankę miejską” prawie nienaruszoną, ale w 1944/45 roku ostały się domy bez duszy, budynki bez mieszkańców, miasto bez pamięci. 

Żydów wymordowali Niemcy, Polaków wywieziono na Sybir, a ci którzy pozostali natychmiast, jak było to możliwe, wyjechali do Polski. Ukraińców zaś – jako prawdziwych bądź wyimaginowanych „banderowców” - potraktowano jak zdrajców i też masowo wywieziono na wschód. Szabrownicy ogołocili domy i mieszkania i pozostały wydmuszki bez pamięci. 

Z czasem przyszli nowi mieszkańcy i zasiedlili Lwów, przywożąc z sobą swoją pamięć, często z bardzo odległych stron. Tworzą się nowe narracje, palimpsesty. Pisze się legendy, których nigdy wcześniej nie było. Niewielu żyje, którzy pamiętają. Wielu pamiętać nawet nie chciało. Historycy dopiero teraz powoli porzucają nacjonalistyczne filtry. Każdy filtr ukazuje inną przeszłość, inną pamięć. Już na przełomie XIX i XX wieku badania wybitnego podówczas archeologa Karola Hadaczka wzbudzały kontrowersje, gdyż wykrył w okolicach Lwowa bardzo wczesne osadnictwo germańskie. Potraktowano to nieomal jak zdradę narodową. 

A jak tu pisać – jeśli założymy filtr ukraiński albo polski - o niebywałym rozkwicie miasta pod zaborem austriackim w drugiej połowie XIX wieku, kiedy Galicja zyskała prawa odrębnego kraju, a obywatele swobody, choć w obrębie imperium Habsburgów? Po wojnie zostały owe wydmuszki, czasem piękne niczym stare pisanki o spełzłych kolorach i zamazanych znaczeniach, przykrytych warstwą nieprzeniknionego werniksu. Niekiedy wystarczy jednak poskrobać trochę, by odkryć jakieś resztki fresków pamięci. 

Podam jeden przykład, chyba znamienny. Otóż, pośród naszej grupki była wnuczka ważnego polityka z przedwojennego Lwowa, senatora RP, którego tuż przed wkroczeniem Niemców w 1941 roku rozstrzelało NKWD. Miała adres, a nasz wspaniały przewodnik, Andrij Pavlysyn, wybitny tłumacz literatury polskiej, bez trudu nas tam zaprowadził, tym bardziej, że kamienica stała w pobliżu innej, gdzie przed wojną mieszkali profesorowie lwowscy, w tym i genialny matematyk Stefan Banach. 

Ale w „naszej” kamienicy (ul. Supińskiego 5), zaprojektowanej przez lwowskiego architekta Juliana Cybulskiego, też mieszkali ciekawi ludzie, wykładowcy uniwersytetu i politechniki, artyści. Nie wszystkich udało mi się, podczas pobieżnego myszkowania po internecie, ustalić. Ale wśród mieszkańców był wspomniany już profesor Hadaczek, który w 1914 roku popełnił samobójstwo (jak chcą nekrologi – z powodu wybuchu wojny). Mieszkał tam również znany architekt Roman Voelpel, Polak o niemieckich korzeniach, ożeniony z Marią Wujcikówną, wywodzącą się z … Tatarów. 

Dom był otwarty, pełen gości ze sfer uczelnianych i artystycznych. Z tego małżeństwa w 1924 roku urodziła się Ewa, która podczas wojny działała w AK. Ojciec nie przeżył wojny, gdyż umarł na serce, kiedy Niemcy wkroczyli do Paryża. Mieszkały tam również rodziny inteligencji żydowskiej – wszystkich wymordowano. W domu tym mieścił się także punkt kontaktowy dla członków Delegatury rządu RP; tam też drukowano i przygotowywano do dystrybucji konspiracyjne materiały (Biuletyn Informacyjny). 

Pod koniec wojny Ewa wychodzi za mąż za Zdzisława Żygulskiego, kolegę z podziemia. Już po odejściu Niemców ściga ich NKWD, ale młodej parze udaje się uciec, przez Rzeszów do Krakowa. On zostaje wybitnym historykiem sztuki, autorem wielu książek, ona – rzeźbiarką i malarką. Ich syn, po dziadku Roman, to zmarły przed paru laty profesor grafiki krakowskiej ASP, Roman Żygulski. 

Ot i z konieczności zdawkowa opowieść jednej kamienicy, właściwie jednej rodziny. A przecież każde z mieszkań było wypełnione pamięcią. Pozostała pustka. A cóż powiedzieć o Wrocławiu czy Gdańsku, gdzie nawet wydmuszki się nie ostały: zamiast nich pomieszane skorupki, resztki puzzli z tysięcy różnych układanek.