Jakub Jakubowski

Od naczelnego

Mój kolega Krzysztof Sabisz pojechał w góry. W Himalaje konkretnie. Planuje wspiąć się na Mount Everest. Jeśli mu się uda dołączy do zacnego grona zdobywców Korony Ziemi, czyli najwyższych szczytów wszystkich kontynentów. Krzysiek to żywy dowód na to, że niemożliwe nie istnieje, a ograniczenia są tylko w naszej głowie.

Mój kolega Krzysztof Sabisz pojechał w góry. W Himalaje konkretnie. Planuje wspiąć się na Mount Everest. Jeśli mu się uda dołączy do zacnego grona zdobywców Korony Ziemi, czyli najwyższych szczytów wszystkich kontynentów. Krzysiek to żywy dowód na to, że niemożliwe nie istnieje, a ograniczenia są tylko w naszej głowie. Jego przygoda z górami zaczęła się zupełnie przypadkowo, niewiele ponad 4 lata temu. Miał jechać do ciepłych krajów na urlop, coś nie wypaliło, ale znajomi zachęcili go do tego by pojechał z nimi na Kilimandżaro.

Pojechał, jako amator, bez większego przygotowania wysokogórskiego, wszedł na szczyt i… się zaczęło. Mont Blanc, Aconcagua, Elbrus, Piramida Castensza, Denali, Góra Kościuszki, Puncak Jaya i kilka tygodni temu Masyw Vinsona na Antarktydzie. Do kolekcji została tylko Góra Gór, Mount Everest. Atak szczytowy zaplanowany jest na około 15 maja. Szlak na najwyższą górę świata to prawdziwa droga umarłych. Ludzka psychika musi być przygotowana na widok dziesiątek zmumifikowanych przez wiatr i mróz zwłok tych, którym się nie powiodło. 

Krzysiek psychikę ma mocną, oby nie zabrakło mu szczęścia i zdrowia. Trzymajcie kciuki za niego, aby wszedł i zszedł bezpiecznie. O tej wyprawie przeczytacie na stronie 24 tego wydania Magazynu Prestiż, a jeśli chcecie poznać Krzysztofa bliżej i poczytać o jego fascynujących, górskich przygodach, to sięgnijcie do naszego archiwum, konkretnie do numeru 74, gdzie znajdziecie obszerny wywiad z tym gdyńskim wspinaczem. 

Bardzo dużo o górach mówi też bohater naszej okładki, Jarek Bieniuk. Mało kto wie, że to jego wielka miłość. Jak sam mówi, góry to połączenie wysiłku fizycznego z doznaniami jakie daje nam przyroda i świat na zewnątrz. Siła natury leży w jej pięknie, wielkości, mocy, którą ma w sobie. Ogrom gór zachwyca, ale i budzi respekt. 

W tej idealnej symbiozie z naturą Jarka Bieniuka ciągnie do głębszych przeżyć. Zresztą nie tylko jego, pewnie większość ludzi tak ma stojąc oko w oko z potęgą natury. Zauważyłem w ogóle, że odwoływanie się do naturalnych potrzeb człowieka, takich jak potrzeba życia w harmonii z przyrodą, to coraz bardziej znaczący trend. 

Powoli wracamy do korzeni. Przez wieki jednak oddalaliśmy się od natury - grodzimy się betonowymi murami, emitujemy w przestrzeń kłęby spalin i dymów trujących, wycinamy drzewostan na potęgę, ingerujemy w naturalne procesy zaburzając równowagę ekosystemu, zatruwamy dary ziemi, by je później spożywać, itd… 

W czasach radosnej młodości zaczytywałem się w książkach o Indianach. Nie tylko tych w typie Winnetou, ale przede wszystkim w tych pozwalających poznać prawdziwą historię, tradycję, kulturę i filozofię rdzennych mieszkańców Ameryki Północnej. To co szczególnie zapadło mi w pamięć, to przesłanie, że ziemia nas karmi, ale też zwraca nam to co jej dajemy, a kto nie jest duchowo połączony z ziemią, ten prawdopodobnie nigdy nie zrozumie, jak w sposób duchowy żyć na ziemi. 

I to jest chyba właśnie istota tych głębszych przeżyć pośród spiętrzonych górskich szczytów. Aby natura mogła dalej nas zachwycać, musimy stworzyć sobie realną szansę na przetrwanie, a to jest możliwe tylko w pełnej symbiozie z naturą. Bo świat, ten rdzenny, naturalny jest cudowny, tylko my ludzie… niedoskonali. 

 

Jakub Jakubowski

 

79
04/2017

Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu. Światła reflektorów wypaczają normalne życie.