Michał Stankiewicz

Zaczynał w Gazecie Wyborczej, a od 1999 r. dziennikarz „Rzeczpospolitej“. Od kilku lat związany też z TVN. Laureat wielu ogólnopolskich nagród, m.in. „Watergate“ Zarządu Głównego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich oraz Fundacji Batorego. Dwukrotnie nominowany do Grand Press, a ostatnio do Mediatorów. Pasjonat tenisa, dobrej muzyki oraz... psów rasy bokser. Założyciel i wydawca Prestiżu.

Krzywym Okiem

Coś nie mają ostatnio szczęścia gdańskie instytucje kulturalne. Od miesięcy uwagę opinii publicznej przyciąga wojna o Muzeum II Wojny Światowej. Muzeum jest praktycznie gotowe, a wystawa robi wrażenie. Niestety nie takie jakie można by oczekiwać. Nie od wystawy, ale przedstawicieli rządu, którzy chcą ją zmienić. Efekt sporu pomiędzy dyrekcją muzeum, a ministerstwem kultury jest taki, że nie wiadomo kiedy i w jakim kształcie muzeum będzie otwarte. 

Ostry spór śledzi cała Polska. W jego cieniu trwa inny. Mniejszy, bo o zasięgu lokalnym. Za to dłuższy stażem i równie gorący. Chodzi o Operę Bałtycką, instytucję tzw. wyższej kultury podlegającą marszałkowi województwa. Od kilku lat trwa tam spór o wynagrodzenia. Sprawa jest w sumie trywialna: pracownicy, zrzeszeni w czterech związkach zawodowych uważają, że zarabiają za mało i chcą podwyżek, a dyrekcja próbuje się temu przeciwstawić. Co ciekawe nikt, w tym także dyrekcja nie zaprzecza, że zarobki są naprawdę niskie. Nie ma jednak budżetu, by spełnić słuszne oczekiwania załogi. 

Spór trwa od lat, z jego powodu pracę stracił poprzedni dyrektor. Nowy, Warcisław Kunc, doświadczony dyrygent i menadżer operowy, choć rządzi od 1 września 2016 – też już może ją stracić. Związkowcy co rusz ogłaszają strajk i go zawieszają. 4 lutego nie zdążyli jednak zawiesić, bo dyrektor zareagował szybciej i odwołał Traviattę wskazując jako winnego takiej sytuacji związki zawodowe.

Sprawa jest trudna. Opera dostaje dotację od marszałka. Resztę musi wypracować sama. Im więcej i lepiej będzie grać, tym więcej zarobi. Jak nie będzie grać, nie zarobi nic. Sytuacji finansowej nie pomagają też zmieniające się przepisy. W grudniu operę kontrolowała Państwowa Inspekcja Pracy. Tancerzom kazała zmienić umowę o dzieło na umowę o pracę. 

Co do zasady – ok. Z pewnością każdy powinien mieć prawo do stałej umowy, która zapewni normalne życie na porządnym poziomie. Z tym, że to oznacza dodatkowe, niemałe koszty.  Wysokie obciążenia umów o pracę – powodują, że w Polsce pracodawcy często mają do wyboru – albo umowy o pracę, albo utrzymanie firmy. I nie dotyczy to tylko prywatnych firm, ale i instytucji, które też mają ograniczone budżety. 

Niestety – w Polsce największymi przeciwnikami umów o pracę, a jednocześnie zwolennikami tzw. umów śmieciowych są politycy PiS i Solidarność. Nie są w stanie przyjąć do wiadomości, że obniżenie obciążeń fiskalno – zusowskich (a nie samych wynagrodzeń) z pewnością zniosłoby barierę dla powszechnego zawierania takich umów, bo przede wszystkim firmy byłoby na nie stać. Gwoli sprawiedliwości trzeba przyznać, że inne partie nie były tutaj lepsze. Opera Bałtycka jako instytucja publiczna raczej nie ma pola do manewru. I choć spór trwa już ponad dwa lata, to z pewnością rosnące koszty pracy nie ułatwią jego zakończenia.

 Ciekawa w sporze jest osoba nowego dyrektora. Warcisław Kunc przez lata kierował Operą na Zamku w Szczecinie. W zasadzie połowę swojego zawodowego życia. I to dwukrotnie. Za jego drugiej kadencji opera rozpoczęła wielką przebudowę. Inwestycja – dzięki unijnej dotacji - była tak rozdmuchana, że na czas remontu zdecydowano, by po drugiej stronie Odry wybudować tymczasową (!) siedzibę opery. 

W hali lekkiej konstrukcji wybudowano profesjonalną scenę i widownię, wraz z zapleczem. Opera spędziła tam 3 sezony. W tym czasie na Zamku Książąt Pomorskim, gdzie mieściła się jej właściwa siedziba trwał wielki remont. Operacja się udała. Za blisko 70 mln zł opera została całkowicie przebudowana stając się niezwykle nowoczesną instytucją. Jesienią 2015 roku temu odbyło się jej uroczyste otwarcie, a tymczasowa siedziba została wydzierżawiona jako sala koncertowa.

Zakończenia wielkiej inwestycji nie doczekał jednak sam Kunc, który został zmuszony do rezygnacji z kierowania nią w 2011 roku, po tym jak marszałek województwa zarzucił mu nieprawidłowości i opóźnienia w inwestycji. Sprawę skierowano do prokuratury, urzędu kontroli skarbowej i rzecznika dyscypliny finansów publicznych. Jak się później okazało, wszystkie postępowania skończyły się na niczym. 

W trakcie swojej pracy Kunc dorobił się opinii osoby trudnej i kontrowersyjnej. Mimo to, właśnie za jego kadencji Opera zmieniła się nowoczesną instytucję. 70 premier, w tym także operetki. Kunc szukał nowatorskich rozwiązań, ale przede wszystkim wyprowadził operę do publiczności. Na dziedzińcu zamku ruszyły Letnie Sezony Operowe, a następnie wielki szczeciński hit, czyli Międzynarodowy Turniej Tenorów, który nawiązywał do średniowiecznych turniejów bardów i śpiewaków. 12 śmiałków wykonuje utwory dla wybranki swojego serca, a zwycięzcę typuje publiczność. Wygrywa ten, kto dostanie najwięcej kwiatów. 

Opera co roku jeździ też na cmentarz, by przed kilkutysięczną publicznością dawać koncert „tym co nie powrócili z morza”. Oprócz klasycznego i prestiżowego repertuaru, czyli oper, oglądać można było nowatorskie musicale i spektakle z udziałem i w reżyserii polskich gwiazd. Pozycja w regionie i sukcesy opery na pewno miały wpływ o wydaniu tak dużych pieniędzy na jej rozbudowę. O takim luksusie jak stawianie tymczasowej siedziby nie wspominając. 

Tym bardziej ciekawe jak zakończy się wojna w Operze Bałtyckiej. Z jednej strony wykształceni muzycy mają prawo do godziwych zarobków, z drugiej – Operze Bałtyckiej daleko do innych scen operowych w Polsce. Każdego dyrektora można zmienić, tylko co dalej? Jest tylko jedna zaleta w tej sytuacji. Gdańsk miał do tej pory szczęcie do umieszczania akcji powieści i filmów. Może uda się namówić Andrew Lloyd Webbera na drugą część „Upioru w Operze”. Tytuł już jest - „Strajk w Operze.

77
02/2017

Nie nosi jeansów i unika różu. Krótkie włosy to wygoda i jak mówi, żaden akt protestu wobec świata.