Jakub Jakubowski

Od naczelnego

W klubie Miasto Aniołów w Gdańsku trójmiejscy dziennikarze po raz kolejny w stayryczny sposób podsumowali wydarzenia minionego roku. Była to już 24 edycja Biesiady Felietonistów, której inicjatorem jest Krzysztof Skiba. Przyznawano nagrody w różnych kategoriach, jak np. Człowiek Roku, Kobieta Roku, Wydarzenie Roku, itp. Nie o wychwalanie sukcesów jednak chodzi w tej imprezie, a o wyśmianie absurdów. 

Kandydatów do tych mało zaszczytnych tytułów było wielu, wszak rok 2016 dotarczył nam wielu wrażeń. Jak to zwykle bywa najbardziej oberwało się politykom, zwłaszcza tym z opcji rządzącej. Oni zresztą zawsze obrywali od trójmiejskich dziennikarzy najbardziej, nawet jak nie byli w opcji rządzącej. Sorry, taki mamy klimat na Pomorzu. Trójmiejscy dziennikarze podczas tegorocznej Biesiady skupili się przede wszystkim na wydarzeniach krajowych, pomijając w swych werdyktach wydarzenia lokalne. Postanowiłem się zatem nieco wyłamać z tego trendu i subiektywnie, czasami prześmiewczo, czasami całkiem poważnie podsumować rok 2016. 

Człowiekiem Roku 2016 wg. trójmiejskich felietonistów został „anonimowy człowiek, który przynosi prezesowi drabinkę na miesięcznice smoleńskie”. Ja na naszym lokalnym podwórku uhonorowałbym tym tytułem Sławomira Nowaka, który jak się okazało, nie zatonął po aferze „zegarkowej”, a tylko dryfował. Kilka miesięcy temu ratunkowe koło rzucili mu… Ukraińcy. Nowak skorzystał z ich propozycji, przyjął ukraińskie obywatelstwo i został szefem Państwowej Agencji Dróg Ukrainy (Ukrawtodor). Ma wydatnie pomóc rozbudować sieć tamtejszych dróg i poprawić ich stan techniczny. 

Z pewnością będzie do tego potrzebował olbrzymiej konsekwencji, żelaznej cierpliwości i jeszcze bardziej żelaznej wątroby. Życzę powodzenia, w Polsce się udało, a że przy okazji zbankrutowało mnóstwo firm budowlanych, podwykonawców, którym nie zapłacono za pracę, a ludzie stracili pracę… kto by się takimi drobiazgami przejmował? Tym bardziej na Ukrainie. 

Zmieniamy temat. Trójmiejscy felietoniści Kobietą Roku 2016 roku okrzyknęli Carycę Katarzynę Wielką. To nawiązanie do humorystycznej scenki z obrad komisji śledczej ds. Amber Gold, podczas której ośmieszony został poseł Marek Suski. Ja lokalnie tytuł ten przyznałbym Annie Kołakowskiej, radnej PiS z Gdańska, która publicznie propaguje swoją nienawiść do osób homoseksualnych, uchodźców, imigrantów, Żydów, muzułmanów i ludzi o innych poglądach politycznych. Niedawno, dyżurna gdańska „zadymiara” apelowała publicznie by zrobić krzywdę posłance Agnieszce Pomaskiej. „Trzeba to coś złapać i ogolić na łyso” – tak brzmiały słowa odezwy do swoich wyznawców, po których przerażona Pomaska zgłosiła do prokuratury podejrzenie popełnienia przestępstwa. 

Prokuratura sprawę umorzyła tłumacząc, że nie popełniono przestępstwa, a słowa te mieściły się w granicach krytyki i dezaprobaty działań osoby publicznej, jaką jest Pomaska. Trzeba jednak pamiętać, że Anna Kołakowska też jest osobą publiczną. Ciekaw jestem czy jeśli ktoś inny, nie będący na świeczniku, napisze na facebookowym profilu Kołakowskiej, że „trzeba ją złapać i ogolić łeb na łyso”, to prokuratura podejmie taką samą decyzję? Czy też może jak w „Folwarku Zwierzęcym” Orwella, są świnie równe i równiejsze?

W kategorii Skandal Roku na wyróżnienie zasłużyła „Niewdzięczna Komisja Wenecka, która zaproszona na wycieczkę do Warszawy, nie poznała się na dobrej zmianie”. Na naszym lokalnym podwórku skandalem z pewnością były wydarzenia podczas pogrzebu „Inki” i „Zagończyka”. Sam pogrzeb narodowych bohaterów okazał się profanacją ich pamięci. Z jednej strony cyniczny i koniunkturalny KOD, który chciał zbić polityczny kapitał na tym wydarzeniu, z drugiej prezydent Andrzej Duda, który w swoim przemówieniu nie uciekł od politycznych i społecznych podziałów. 

Przy okazji też Andrzej Duda skompromitował się brakiem wiedzy historycznej. Krytykując poprzednią władzę wytykał jej, że aż 27 lat (od upadku komuny) rzeba było czekać na pogrzeb bohaterów, nie wiedząc najwyraźniej, że ciała „Inki” i „Zagończyka” odnaleziono dopiero w 2014 roku, a kolejne miesiące trwało potwierdzanie ich tożsamości. 

Skandalem była też kibicowska oprawa pogrzebu, która przebiła tą państwową. No, ale chyba musimy się przyzwyczaić, że barczyste chłopaki w szalikach, kominiarkach, z racami w rękach, wykrzykujący „śmierć wrogom ojczyzny”, to dzisiaj symbol patriotycznej Polski. Symbol i jej kwiat, o czym może świadczyć ogólnopolska pielgrzymka kibiców na Jasną Górę. To moim skromnym zdaniem było Wydarzenie Roku 2016. I choć „pielgrzymka kibiców” brzmi równie abstrakcyjnie co „niepokalana prostytutka”, to wszystko odbyło się z pełnym ceremoniałem. Kibice wznosili pełne miłości do bliźniego hasła, a kościelni hierarchowie święcili sztandary, szaliki, flagi, pewnie z rozmachu również kominiarki, kije bejsbolowe i maczety. 

Na pielgrzymkę wybrali się też kibice z Trójmiasta. Ponoć byli grzeczni, pełni skupienia, w stanie mocno refleksyjnym. Nie to co inni, którym zdarzyło się po drodze umówić na ustawkę, pobić „pedała” i okraść stację benzynową. Cóż, pewnie zbierali na tacę, wszak wjechać na Jasną Górę z dziurą w kieszeni to trochę wstyd. Nasi trójmiejscy kibice z pewnością jechali na pielgrzymkę z innym nastawieniem. Wszak oni nagrzeszyli już wcześniej i mieli z czego się wyspowiadać. Ot, choćby z awantur towarzyszącym niedawnym derbom Arka – Lechia. Rozgrzeszenie dostali i wrócili z przeświadczeniem, że są „kimś naprawdę bardzo wielkim w Polsce, wielkimi bohaterami XXI wieku”. Tak bowiem określił ich o. Jan Poteralski, podprzeor Jasnej Góry. I to on właśnie zdobywa mój prywatny tytuł Idioty Roku. 

Szczęść Boże.
Rok 2017 zapowiada się ciekawie!

Jakub Jakubowski

 

76
01/2017

Uwielbiany przez kibiców. Autorytet dla zawodników. Doceniany przez działaczy. Pożądany przez sponsorów.