Jakub Jakubowski

OD naczelnego

Bóg się rodzi, moc truchleje.. vs Last Christmas… w okresie przedświątecznym zaczął się tradycyjny pojedynek między tymi, dla których Boże Narodzenie ma wymiar bardziej duchowy i tymi, którzy ślepo dali się porwać wszechobecnej komercjalizacji świąt. Nie jestem przedstawicielem ani jednej, ani drugiej grupy, więc na sprawę mogę spojrzeć z dystansem. 

W tym okresie staram się unikać centrów handlowych, choinkę tez zawsze kupuję ostatniego dnia przed Wigilią, prezenty staram się zamawiać przez internet, wszystko po to by uniknąć zderzenia z masą ludzką poirytowaną do potęgi wykraczającej poza skalę. 

Niemniej obserwuję bacznie. I słucham. Tym razem wyraźniej do moich uszu zaczęły docierać głosy tych bardziej uduchowionych. Również tych najbardziej uduchowionych. Przynajmniej w teorii. Otóż panowie w koloratkach mocno na cel wzięli sobie świętego Mikołaja. Niby nic nowego, ale jednak temat wraca co roku. 

Jak wiemy święty Mikołaj był świętym. Wyjątkowo zasłużonym, gdyż – jak podają źródła kościelne – jest on patronem dziewcząt pragnących wyjść za mąż, kobiet chcących urodzić dziecko, noworodków, ludzi morza, flisaków, dokerów, kupców, młynarzy, piekarzy, rzeźników, krawców, tkaczy, podróżnych i pielgrzymów, więźniów, adwokatów, notariuszy, handlarzy winem i zbożem, właścicieli i żebraków.

Wokół postaci św. Mikołaja narosło wiele legend. Jedna z nich mówi, że swoją modlitwą uratował od niechybnego utonięcia rybaków w czasie gwałtownego sztormu. Według innej w cudowny sposób uratował namiestników niesłusznie skazanych na karę śmierci przez Cesarza Konsatntyna Wielkiego, a w chwili jego śmierci na niebie ukazały się anioły i rozbrzmiały chóry anielskie. 

Ubrany w taką legendę święty Mikołaj jakoś nie wpisuje się w obraz rubasznego, starszego pana z długą brodą i workiem na plecach, poruszającego się zaprzęgiem złożonym z latających reniferów. Jeden z katolickich portali od dłuższego czasu prowadzi nawet akcję obrony prawdziwego św. Mikołaja zatytułowaną: „Uwaga na oszusta!”.

"Jest koniec listopada, w hipermarketach zaczyna się inwazja czerwonych krasnali bezprawnie nazywających się Świętymi Mikołajami, których jedynym zadaniem jest przysporzyć zysków handlowcom" – czytamy na portalu. 

Inny katolicki portal wtóruje: 

"Nie dajmy się, bojkotujmy i tępmy tę czerwoną szarańczę. Od Mikołaja wara! Niech sobie komercja wymyśli nowe imię dla gnomów".

Wiemy doskonale, że ten wizerunek świętego Mikołaja jest rzeczywiście komercyjnym tworem wymyślonym w latach 30 ubiegłego wieku przez Coca Colę. Ale czy to jest powód, by dyskredytować to, co daje dzieciom radość? Czy godzi się na jednej szali stawiać poważne religijne dogmaty, a na drugiej po prostu zabawę? 

Cóż.... Bóg się rodzi... a moc truchleje. W imieniu swoim i całej redakcji życzę Wam, abyście w szczęściu i z dystansem przeżyli święta. Oczywiście, w sensie metaforycznym, a może nawet metafizycznym. 

 

Jakub Jakubowski

 

75
12/2016

Filolog, radiowiec, kiedyś pan z marketingu, teraz dzień po dniu w TVN24 i osobiście w Radiu Gdańsk. Pracuje w Warszawie, mieszka w Gdyni, bo bez morza nie może. Ma 40 lat i lubi swoje zmarszczki.