Michał Stankiewicz

Zaczynał w Gazecie Wyborczej, a od 1999 r. dziennikarz „Rzeczpospolitej“. Od kilku lat związany też z TVN. Laureat wielu ogólnopolskich nagród, m.in. „Watergate“ Zarządu Głównego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich oraz Fundacji Batorego. Dwukrotnie nominowany do Grand Press, a ostatnio do Mediatorów. Pasjonat tenisa, dobrej muzyki oraz... psów rasy bokser. Założyciel i wydawca Prestiżu.

Krzywym okiem

Nie milkną echa po tegorocznym Derby Pomorza pomiędzy Lechią Gdańsk, a Arką Gdynia. Spotkanie zakończyło się remisem, ale nie wynik sportowy jest komentowany, ale to co działo się na samym stadionie, a także w całym Trójmieście. Kibice zdemolowali gdyński stadion, rzucali racami, podpalali, wyrywali krzesełka i malowali farbą. Na obwodnicy doszło do bójki, a sopocki Monciak opanowali kibice Lechii i znaczne siły policji.

Straty na stadionie oszacowano na 110 tys. zł, a miasto o ich pokrycie zwróciło się do organizatora meczu. Kary nałożyła komisja ligi – m.in. cztery najbliższe derbowe mecze mają odbyć się bez udziału kibiców gości. Policja z kolei zgłosiła do prokuratury zawiadomienie przeciwko organizatorom meczu o niedopełnienie obowiązków w zakresie bezpieczeństwa. I pewnie to byłoby na tyle, gdyby nie… No właśnie. 

Całkiem niedawno śląski komendant policji wystąpił z wnioskiem do tamtejszej prokuratury, by kibice Ruchu Chorzów pokryli koszt interwencji policji w trakcie gali sportów walki w katowickim Spodku. Przed imprezą policja uzyskała informacje o planowanej zadymie i ściągnęła pod Spodek ponadprogramowe posiłki (1283 policjantów z okolicznych miast), by nie dopuścić do zamieszek. Koszt tej akcji KWP Katowice wyliczyła na 233 tysięcy złotych i tyle chce od kibiców. 

Nie wiadomo jak zakończy się ta sprawa, jeżeli jednak sąd uzna racje policji może dojść do ciekawego precedensu. Pisałem o tym w „Rzeczpospolitej”, ale warto przypomnieć: na pomorskie derby policja ściągnęła podobną liczbę funkcjonariuszy (1323), do tego 230 radiowozów, 2 armatki wodne, 5 ruchomych punktów zatrzymań i śmigłowiec. Koszt 350 tys. zł. Plus 10 tysięcy poniesionych strat w sprzęcie. Pomorski komendant nie wystąpił jednak z podobnym wnioskiem jak jego katowicki odpowiednik – być może czeka na wynik tamtejszego postępowania. Póki co zgłosił wspomniane zawiadomienie do prokuratury.

Przy okazji derbów Pomorza powstaje jednak inne pytanie. Organizatorem całych ligowych rozgrywek jest Ekstraklasa S.A., zrzeszająca kluby. To problem systemowy, a nie jednorazowy. W ciągu ostatnich lat zacieśnienie ochrony na stadionach spowodowało spadek zamieszek na samych obiektach. Jednocześnie nastąpił wzrost agresji poza nimi. Świadomy jest tego zarówno PZPN, jak i sama Ekstraklasa S.A. Także tego, że ta pozastadionowa agresja związana jest bezpośrednio z rozgrywkami. 

Kto więc powinien finansowo odpowiadać za agresję, zniszczenia i generowane koszty? Ich uczestnicy? To pewnie rozstrzygnie sąd przy okazji katowickiej sprawy. A więc może organizatorzy rozgrywek? W tej drugiej kwestii też można mieć wątpliwości. To tak jakby kazać organizatorom gdyńskiego Openera ochraniać i odpowiadać za jego uczestników awanturujących się w autobusie w Gdańsku, albo szefom wystawy psów rasowych w Wejherowie oczekiwać wzięcia odpowiedzialności za zdemolowanie przez jadącą na wystawę sekcję cocker spanielów przystanku autobusowego w Sopocie. I trudno nie przyznać racji takiemu rozumowaniu.

Jest jednak pewne ale. Rozgrywki piłki nożnej systemowo pochłaniają miliony z budżetu policji. 3 lata temu w „Rz” robiliśmy analizę kosztów obsługi meczów piłkarskich przez policję. Zebraliśmy dane od 1999 roku, czyli za okres 13 lat. Wyniki były powalające. Na eskortowanie kibiców, pilnowanie autobusów, pociągów, stanie pod stadionami policja wydała 330 mln zł! To ponad 90% środków wydawanych na wszystkie imprezy masowe w Polsce, w tym wielkie festiwale, koncerty, wystawy psów rasowych, dożynki i imprezy disco polo.

Stąd mimo wszystko zasadne jest pytanie czy Ekstraklasa S.A., kluby piłkarskie w jakimś stopniu powinny czuć się współodpowiedzialne za demolowanie przez ich klientów stadionów i miejsc publicznych poza nimi. A jeżeli do tego nie dochodzi to dzięki licznym siłom policji. To i to generuje straty finansowane z publicznych pieniędzy. Co najważniejsze - stałe, regularne i systemowe, a nie przypadkowe lub incydentalne. Niestety, póki co, ani ze strony klubów, ani Ekstraklasy S.A. nie widać refleksji w tym temacie. 

Największymi ofiarami tego sytuacji są chyba normalni kibice. Ci, którzy nie demolują i są jednocześnie gotowi zapłacić za bilet, by sfinansować swoją rozrywkę nie prosząc nikogo o łaskę. Nie mają przy tym ani komfortu oglądania, jak np. podczas derby Pomorza, ponoszą później konsekwencje na równi z bandytami (wspomniane mecze bez publiczności), no i są wizerunkowo wrzucani do jednego worka z zadymiarzami.

75
12/2016

Filolog, radiowiec, kiedyś pan z marketingu, teraz dzień po dniu w TVN24 i osobiście w Radiu Gdańsk. Pracuje w Warszawie, mieszka w Gdyni, bo bez morza nie może. Ma 40 lat i lubi swoje zmarszczki.