Michał Stankiewicz

Zaczynał w Gazecie Wyborczej, a od 1999 r. dziennikarz „Rzeczpospolitej“. Od kilku lat związany też z TVN. Laureat wielu ogólnopolskich nagród, m.in. „Watergate“ Zarządu Głównego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich oraz Fundacji Batorego. Dwukrotnie nominowany do Grand Press, a ostatnio do Mediatorów. Pasjonat tenisa, dobrej muzyki oraz... psów rasy bokser. Założyciel i wydawca Prestiżu.

Krzywym Okiem

Jesień nie ostudziła wcale nastrojów. Wprost przeciwnie – w polityce trwa karnawał jak w Rio. W Gdańsku, na zaproszenie Pawła Adamowicza, Trybunał Konstytucyjny obchodził swój jubileusz, po tym jak Sejm ograniczył budżet na obchody. Impreza tradycyjnie zebrała skrajne opinie – przeciwników angażowania się samorządu (także finansowo) w rozgrywki polityczne oraz zwolenników uważających, że gdy praworządność jest zagrożona to samorząd ma prawo podejmować tego typu inicjatywy. Zgodnie z przewidywaniami w uroczystościach nie wzięli udziału przedstawiciele administracji państwowej, co skrzętnie wytknęli organizatorzy. 

Tak czy siak, na gdańskich obchodach korzystały obydwie strony. Najwięcej dyskusji wywołały finanse imprezy. Ratusz podał kwotę 87 tys. zł, z czego 55 tys. zł od prywatnych darczyńców, 22 tys. zł Fundacja Konrada Adenauera i 10 tys. z miejskiej kasy. Rozliczenie ucieszyło polityków PiS. Niemcy finansujący polski trybunał – to zabrzmiało jak prezent. 

Wisienką na torcie było nieujawnienie w ogóle części darczyńców, co dla każdego sądu, nie tylko trybunału, jest kłopotliwe. Druga strona też starała się wykorzystać jubileusz. Paweł Adamowicz wskazywał na nieobecność przedstawicieli administracji publicznej, podkreślając, że najważniejsze osoby w państwie dostały stosowne zaproszenia, prof. Andrzej Rzepliński komplementował go i Gdańsk jako miasto walki o wolność.

Trybunałowa rozgrywka pokazała – nie po raz pierwszy oczywiście – także inną rzeczywistość. Dotyczącą mediów. W trakcie konferencji prasowej doszło do wymiany zdań pomiędzy dziennikarką gdańskiej TVP, a Pawłem Adamowiczem. Dziennikarka pytała się o polityczny charakter jubileuszu. Prezydent w odpowiedzi wytknął jej, że ma związek z PiS, bo szefem telewizji jest Jarosław Kurski. Nikt z dziennikarzy nie zareagował. 

Nie mam zamiaru bronić TVP, która jest mocno upolityczniona, ale obok tych „politycznych” pracuje w niej także wielu dobrych, normalnych dziennikarzy. Tutaj wniosek jest inny. Kilka lat temu, a tak naprawdę przed niszczącą kraj erą POPiS, taka sytuacja byłaby nie do pomyślenia. Żaden polityk nie ośmieliłby się tak odpowiedzieć dziennikarzowi. A gdyby ośmielił, spotkałby się zapewne z ostrą reakcją. 

Zmiany w Lotosie. Z funkcji prezesa odwołano Roberta Pietryszyna. Pietryszyn do spółki trafił w grudniu 2015 roku, dokładnie do rady nadzorczej. Na stanowisko prezesa powołano go sześć miesięcy później, bo w maju 2016. Teraz zastąpi go Marcin Jastrzębski, który z kolei do rady nadzorczej Lotosu trafił sześć miesięcy temu, bo w kwietniu tego roku. Jeżeli przyjąć zmiany kadrowe jako regułę matematyczną kolejnej można spodziewać się wiosną 2017. 

Nie będzie na razie nowej drogi S6 w części łączącej Koszalin z Gdańskiem. Ma za to powstać S11 do Koszalina, by ułatwić dojazd letnikom do Mielna. Jak powiedział w Radiu Gdańsk Kazimierz Smoliński, Minister Infrastruktury i Budownictwa, na S6 jest mały ruch, więc może poczekać. Jeżdżę tą drogą dość często. W zasadzie wlokę się za sznurami ciężarówek, ciągników, autobusów i innych pojazdów. Przebijam przez miejscowości i miasteczka. 

Trasa Trójmiasto – Szczecin to dzisiaj jedna z najtrudniejszych tras w Polsce, bo niezwykle ruchliwa w stosunku do jej parametrów. W ciągu 20 lat dorobiła się jedynie obwodnicy Goleniowa, Nowogardu i Słupska. Najświeższą, wielką zmianą jest wybudowanie na jej przebiegu małego ronda w środku Lęborka. Inne zmiany ostatnich lat to zwiększenie miejsc z ograniczeniem prędkości, pociągnięcie przez połowę trasy podwójnej ciągłej linii i postawienie dwóch McDonalds’ów koło Goleniowa. 

O tym jak ważna jest S6 nikogo nie trzeba przekonywać. Ostatni przykład. Pod Słupskiem, w Dolinie Charlotty od lat organizowany jest Festiwal Legend Rocka. Niedawno rozmawiałem z głównym organizatorem. Z roku na rok pod Słupsk zjeżdżają coraz większe gwiazdy – Santana, Deep Purple, czy Bob Dylan. Publiczności nie brakuje, pieniądze są, infrastruktura na miejscu też, a organizacja na najwyższym poziomie. Jedno jest niezmienne – jak dojechać szybko z lotniska w Gdańsku. Okazuje się, że dla takiego festiwalu, który obsługuje światowe gwiazdy właśnie to może być największym wyzwaniem. 

Skoro już jesteśmy przy Bobie Dylanie, świeżo upieczonym nobliście. Artysta zasłynął ostatnio gdy dość długo kazał czekać Królewskiej Akademii na swoją reakcję. Przyjmie Nobla czy też nie? Ostatecznie przyjął. Zdaniem Mirosława Wawrowskiego, organizatora festiwalu, nie powinno to dziwić. „W 2015 roku gościłem Roberta Planta, pojechałem, standardowo na lotnisko, przestraszony, bo Plant bywa chimeryczny i ma fochy. No i jak zwykle obawiałem się przejazdu z Gdańska do Słupska, że potrwa 3 godziny. Powitałem go słowami: czekałem na ciebie tyle lat. A on na to: czekałeś aż stanieję. Jak się okazało był też dowcipny. Dojechaliśmy do mnie, namówiłem go na kolację podczas której opowiedział mi historię jak to Dylan z Markiem Knopflerem nagrywali płytę w Nowym Jorku. Nagrali i owszem, ale przez cały ten miesiąc nagrywania Dylan nie odezwał się do Knopflera ani słowem. Taki jest właśnie Dylan” – opowiedział w wywiadzie dla „Rz”.

Na koniec najważniejsza informacja. Renata Kaczoruk odpadła z Azja Express.

74
11/2016

W ludzi wierzy tylko rano, po południu jest z tym już o wiele gorzej.