Arkadiusz Hronowski

od 2001 roku zawiaduje sopockim SPATiF-em. Odpowiada za serwis muzyki niezależnej Soundrive.pl oraz festiwal muzyki alternatywnej Soundrive Fest. Jego ostatnie, najbardziej wyczekiwane dziecko to Klub B90 na terenie Stoczni Gdańskiej. Kolejne dziecko, które przyjdzie na świat niebawem to Browar Gdański Kulturalny. W wolnych chwilach trwoni czas w zespole The Stags, pisząc piosenki tylko miłości.

Są wakacje i ma być wesoło

Mam wrażenie, że lato w Sopocie trwa już pół roku. Maj nadzwyczaj piękny, czerwiec jak lipiec i sierpień. Dlatego w lipcu byłem gotowy już właściwie na październik, gdyż pogoda w Polsce nigdy nie rozpieszczała. A tu proszę. Sopot z danych statystycznych pęka w szwach już od maja, Opera Leśna wypełniona koncertami jak nigdy, plaże zatłoczone, restauracje pełne, tłumy na drogach i chodnikach. I nie narzekajmy, gdyż zawsze znajdzie się ktoś, kto może nam zmącić ten dobry czas. My, urodzeni malkontenci zawsze lubimy znaleźć złą stronę dobrego. Na każdy mój argument, że jest fajnie, większość znajdzie pięć innych, że nie jest fajnie. No to ja Wam mówię, że jest fajnie. 

Pisząc w poprzednich felietonach o hejtach, komórkach i innych zdobyczach techniki, które zmieniły życie większości, dam dobrą radę, aby chociaż w tym leniwym okresie porzucić te wszystkie dziadostwa i zająć się sobą. Zacząć rozmawiać, spędzać ze sobą czas, chodzić wieczorem na plażę, odwiedzać nowe miejsca i przede wszystkim nie przejmować się polityką, światem i fejsem. 

Dziś nie ma tygodnia, aby nie słyszeć o kolejnych zamachach i ich nowych formach. Moim zdaniem najtragiczniejszym zamachem na ludzkość niemal całego świata byłoby wyłączenie na tydzień fejsa oraz zblokowanie telefonów. Nie chciałbym widzieć min wielu moich znajomych, którzy wprost by oszaleli, a część po tygodniu trzeba by pobudzać do życia defibrylatorem. 

I wcale się nie nawróciłem jak choćby Muniek Staszczyk. W dalszym ciągu rozrabiam, knuję kolejną awanturę, oglądam pornole i disco polo. Otoczenie pięknieje, sikorki na mieście dopisują, żona mnie wciąż lubi, waga stała, na strych wbiegam jak zawsze, wino smakuje jeszcze bardziej. I na co narzekać? Lecimy do przodu!

W momencie, gdy czytacie ten felieton, mamy za sobą kolejną już, spektakularną ceremonię otwarcia Igrzysk Olimpijskich w Rio de Janeiro. A kiedy Polska będzie już tak wielką potęgą gospodarczą, że i u nas będą mogły odbyć się Igrzyska, to chciałbym, aby mój skromny scenariusz naszej ceremonii otwarcia stał się faktem... Oto on.

Warszawa i okolice: Kloss, Gustlik, Borewicz i Dyzma wchodzą do Pałacu Prezydenckiego na śniadanie z Pierwszą Damą. Jedzą salceson, żurek i polskie jajka. Po śniadaniu tramwajem z Powstania Warszawskiego jadą na Stadion Narodowy, pozdrawiając górników, stoczniowców i krakowskie kwiaciarki. Załoga Rudego wjeżdża na stadion olimpijski, otwierają się włazy i wychodzą Kasia Cichopek oraz Bracia Mroczek. Śpiewają „Barkę”. 

Po nich w makiecie Sołdka wjeżdża zespół Dżem i wykonuje wersję „We Are The World”. Na płycie stadionu zbierają się pielęgniarki i powstaje białe miasteczko. Pielęgniarki pozdrawiają przedstawicieli MKOL oraz Związków Zawodowych. Maluchami na płytę wjeżdżają tancerki, a zaraz po nich odkrytym Żukiem Doda i śpiewa przebój „Królowie Życia”. 

Na płycie pojawiają się ogromne billboardy z wizerunkami Mieszka I, Kościuszki, Piłsudskiego i Wałęsy. Andrzej Wajda, z udziałem wybitnych aktorów polskich, odtwarza Chrzest Polski, Bitwę Pod Grunwaldem, Zaślubiny z Morzem, zdobycie Berlina oraz drogę krzyżową. Nad stadionem nagle pojawiają się śmigłowce grupy szturmowej i na linach na płytę zjeżdżają komandosi. W plecakach mają niezbędne elementy do zbudowania makiety Stoczni Gdańskiej. 

Nagle na platformie wyłaniającej się z Doku nr 3 pojawia się zespół Lombard i wspólnie z Jose Carrerasem wykonują „Ostatni Taniec”. Niespodziewanie w okienku makiety Wieży Mariackiej, Dj Adamus miksuje przeboje Krzysztofa Krawczyka. Publiczność nie wierzy że to się dzieje naprawdę. Stoczniowcy z opon budują wielką piramidę i ją podpalają. Wokół płonącej piramidy tancerze wymachują kukłami Sipińskiej, Pendereckiego, Karpiela Bułecki, Brylewskiego, Wiśniewskiego i Nergala. 

Na koniec na makiecie peronu we Włoszczowej ląduje statek kosmiczny i z jego wnętrza wychodzą: Anna Jantar, Wioletta Villas, Czesław Niemen, Grzegorz Ciechowski, Fryderyk Chopin, Bogusław Mec i wspólnie z muzykami Kombii śpiewają „Dziwny Jest Ten Świat”. Tłum na stadionie szaleje z radości. 

Lato, upał wszędzie, zwariowało, oszalało moje serce... 

71
08/2016

Czy może być coś bardziej szlachetnego niż bezinteresowna pomoc tym, których los potraktował okrutnie?