Jakub Jakubowski

Od naczelnego

Tłuste cyce, wymiona, zwisy, rozciągnięte flaki - to tylko niektóre z epitetów, na które natrafiłem w nieograniczonych odmętach internetu śledząc burzliwą wymianę argumentów zwolenników i przeciwników karmienia piersią w miejscach publicznych. Dyskusja o sprawie ważnej, dla niektórych fundamentalnej, została sprowadzona do poziomu rynsztoka, ale to akurat już mnie nie dziwi. Tak w internecie już jest i niestety będzie. 

Dziwi mnie co innego. Rynsztok wypełniają przede wszystkim kobiety. Piszą nie tylko anonimowo, ale też z prawdziwych kont. A na „profilówce” zdjęcia z dziećmi, w galerii zdjęcia z chrzcin, cudownych rodzinnych wakacji. Patrzysz i myślisz - jaka szczęśliwa rodzina... I nagle dostajesz obuchem w głowę. 

 „Aż żal patrzeć, że taka pusta torba chodzi po świecie.. nie powinnaś czasami w rubryce o nazwie PŁEĆ - mieć wpisane OBOJNIAK .. ?!”

To komentarz niejakiej Marty (z litości nazwisko przemilczę). Poniższy wpis pochodzi z kolei od anonimowej internautki.

Ja bym zwymiotowała widząc maciorę karmiącą cycem w miejscu publicznym, a tym bardziej w restauracji! Mateczki poleczki - zrozumcie, że nie każdy chce to oglądać! Można wyjść w ustronne miejsce, np. w restauracji do toalety! Świństwo!!

To tylko pierwsze z brzegu komentarze. Sprawa mnie zbulwersowała i zainteresowała, bo zbiegły się w tym samym czasie dwa wydarzenia. Oto jednego dnia oglądam sobie piękne zdjęcia z ogólnopolskiej kampanii The Milky Way promującej Międzynarodowy Tydzień Karmienia Piersią. To sesyjne fotografie subtelnie pokazujące matki karmiące w miejscach publicznych. W czasie gdy rozmawiałem z fotografem o publikacji tych zdjęć w Prestiżu wybuchła słynna już afera z sopocką restauracją pozwaną przez kobietę, której obsługa restauracji nie pozwoliła nakarmić dziecka i zasugerowała, że może to zrobić w toalecie. 

Uderzyło mnie to, bo w jednej chwili zachwycam się cudem macierzyństwa i z podziwem patrzę na coś, co nam mężczyznom nigdy nie będzie dane, czyli na tą niesamowitą więź między dzieckiem i mamą wyrażoną w oczach obojga. W oczach pełnych uczuć, których my mężczyźni nie potrafimy nawet w pełni zdefiniować, a spełnione matki karmiące nie są w stanie ich nam precyzyjnie opisać. W drugiej jednak chwili dostaję mocny cios i widzę zupełnie odmienną rzeczywistość. 

Zastanawiam się czy to ja jestem inny? Gdzie się podziała nasza empatia? Czy jesteśmy jako społeczeństwo tak wielkimi hipokrytami, że karmienie piersią sprowadzamy do poziomu tematu tabu?  Czy karmienie piersią faktycznie może mieć podtekst seksualny? Czy to normalne, że jedna z najbardziej naturalnych dla człowieka czynności, podczas której fluidy najpiękniejszej, najbardziej szczerej miłości krążą w powietrzu, może u kogoś powodować odruch wymiotny? 

Czy odsyłanie matek karmiących do toalety, albo sugerowanie im nie wychodzenie z domu, nie jest po prostu niehumanitarne? Czy w nowoczesnym świecie, w postępowych społeczeństwach niosących na sztandarach słowa takie jak wolność, równość i tolerancja, jest jeszcze miejsce na tabu? Macierzyństwo nie rozgrywa się przecież tylko w czterech ścianach. Żyjemy w XXI wieku. 

W całej tej „wojnie” najważniejsze jest zachowanie umiaru. Karmiące mamy nie powinny w miejscach publicznych robić tego ostentacyjnie, powinny zachować maksimum dyskrecji, ale nie znam kobiety, która karmiła piersią i która o tym by nie wiedziała. Nie rozmawiamy tutaj o przypadkach skrajnych, tak zwanych „terromatkach”, które uważają, że świat powinien przed nimi klękać, bo są w ciąży lub karmią. 

Nie rozmawiamy o tych, którzy w rewanżu za ataki na matki karmiące żądają zakrycia kościelnych ołtarzy, na których Matka Boska karmi piersią Jezusa, czy zdjęcia ze ściany Hermitage Museum w St. Petersburgu słynnego obrazu Leonardo da Vinci „Madonna Vitta”, na którym pierś Matki Boskiej podczas karmienia jest mocno obnażona.  

Nie rozmawiamy też o przypadkach straconych dla ludzkości, bezdennie głupich kreaturach siejących nienawiść, agresję, niezdolnych do zrozumienia, zamkniętych na konstruktywną dyskusję na argumenty, po której obie strony mogą pozostać przy swoich zdaniach, ale wzajemnie się rozumieją. I szanują. 

W internetowym rynsztoku na szczęście można jeszcze znaleźć głosy rozsądku. Do tego zresztą zawsze namawiam - szukajcie wartościowych treści, nie karmcie swojego mózgu tym samym pożywieniem, którym karmią się internetowe trolle, frustraci i hejterzy. W dyskusji o tym co wolno, a czego nie wolno karmiącym matkom jedną z najmądrzejszych opinii, jakie przeczytałem na Facebooku wyraziła Pani Anka Kwiatkowska. Przytaczam ją poniżej.

Tak naprawdę cała dyskusja wokół tej sprawy pokazuje dokąd człowiek dobrnął - rzeczy zupełnie naturalne i nieobce dla ludzkości, jak narodziny, śmierć, czy choćby karmienie piersią stały się „obrzydliwe”, ludziom „chce się rzygać”. Boimy się choroby, starości, brzydkiego ciała. Jednocześnie z lubością rozwalamy wirtualnych gości w grach, jemy smacznie kolację oglądając krwawe obrazki z wojen, kataklizmów. Perfekcyjne ciała, sześćdziesięciolatki z ciałami nastolatek, operacje, botoksy i inne cuda mające nas odrzeć z tego, co jest tak naprawdę normalne dla naszego gatunku. Nic dziwnego, że piersi karmiące dziecko są dla wielu dziwne, obrzydliwe i w zasadzie równe z defekacją - przecież rację bytu mają napompowane silikonem biusty celebrytek”.

Zostawiam was z tymi przemyśleniami i zapraszam na stronę 42 Prestiżu. 

71
08/2016

Czy może być coś bardziej szlachetnego niż bezinteresowna pomoc tym, których los potraktował okrutnie?