Michał Stankiewicz

Zaczynał w Gazecie Wyborczej, a od 1999 r. dziennikarz „Rzeczpospolitej“. Od kilku lat związany też z TVN. Laureat wielu ogólnopolskich nagród, m.in. „Watergate“ Zarządu Głównego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich oraz Fundacji Batorego. Dwukrotnie nominowany do Grand Press, a ostatnio do Mediatorów. Pasjonat tenisa, dobrej muzyki oraz... psów rasy bokser. Założyciel i wydawca Prestiżu.

Krzywym okiem

Nie udała się trzecia transatlantycka wyprawa Aleksandra Doby z Nowego Jorku do Lizbony. Kajakarz najpierw na kilka dni utknął na starcie czekając na dobre warunki pogodowe. Gdy w końcu próbował wypłynąć na pełny ocean źle ocenił swoją pozycję jeżeli chodzi o półwysep Sandy Hook, przez co przybojowe fale wywróciły kajak. Zniszczeniu uległy anteny, a woda zalała elektrykę. Mimo to zdecydował się wystartować. W internecie zaroiło się od komentarzy. Były i życzliwe Dobie i krytyczne, a także krytykujące tych, którzy krytykowali. Całe szaleństwo wokół swojej wyprawy najlepiej skomentował później sam Doba, który przyznał, miał świadomość, że kajak nie był jeszcze gotowy do rejsu, a on sam czuł presję mediów. „Miałem mnóstwo rzeczy do zrobienia, wiele zobowiązań i brakowało mi czasu. Spotkania, wywiady, bardzo dużo tego było przez ostatni rok, a ja nie umiałem odmawiać” – wyznał Gazecie Wyborczej. Kajakarz deklaruje, że za rok znów chce podjąć próbę rejsu. „Ale już po cichu, bez hucznego pożegnania, za to z pełną koncentracją fizyczną i psychiczną na wyprawie” – zapowiedział Gazecie.

Inny pechowiec to Bartek Czarciński z Kalisza, który postanowił na samodzielnie zbudowanej łódce opłynąć świat bez zawijania do portów. Odważny pomysł młodego żeglarza padł na podatny grunt, szczególnie w jego rodzinnym Kaliszu, gdzie władze miasta kupiły mu nawet drogi sprzęt, by mógł online pokazywać swój rejs i sławić miasto na morzach i oceanach świata. Na początku czerwca – po medialnym zamieszaniu – Bartek wyruszył z Gdańska. Po kilku dniach zderzył się jednak ze statkiem i uszkodził maszt. Wyprawa została przerwana, a żeglarz zawinął do Świnoujścia. Po szybkiej naprawie, tym razem – już dyskretnie i bez lansu – powrócił na szlak. No to powodzenia!

 Lech Kaczyński został patronem terminalu gazowego w Świnoujściu. W uroczystości nadania licznie wzięli udział dostojnicy państwowi i politycy. Był prezydent Andrzej Duda, premier Beata Szydło, a także prezes PiS Jarosław Kaczyński. „Będzie przypominał, że Polska miała prezydenta, który jako pierwszy z prezydentów po 1989 r. nie miał powiązań z poprzednim systemem” – mówił o terminal prezes PiS. Prawdopodobnie chodziło o załogę statku Al Nuaman, gazowca z Kataru, który tego dnia przypłynął z ładunkiem gazu do Świnoujścia. Marynarze nie wiedzieli tego, dzięki nadaniu imienia już wiedzą. Data uroczystości nadania imienia, tj. 18 czerwca nie była wybrana przypadkowo. Znawcy polskiej historii słusznie wskazaliby zapewne na 18 czerwca 1325 roku, kiedy to król Władysław Łokietek zawarł sojusz z książętami zachodniopomorskimi – Warcisławem IV I Barnimem III. Albo na18 czerwca 1649 kiedy wojska polsko -litewskie pokonały Kozaków w bitwie pod Zahalem, czy na 1792 rok, gdy Polacy pobili Rosjan pod Zieleńcami. Po tej właśnie bitwie ustanowiono order Virtuti Millitari. 

Nic z tego. Podobno w samym PiS-ie – do ostatnich chwil trwała dyskusja nad innymi propozycjami patronów. Część członków partii lansowała Siaosi Tupou, króla Tonga (urodził się 18 czerwca 1874 roku). Najwięcej jednak liczyło na Terminal Gazowy im. Tusi Pisi. To samoański rugbysta, członek kadry Samoa na pozycji łącznika ataku (urodzony 18 czerwca 1982). Finalnie, obydwie frakcje zgodziły się jednak na kompromis, by patronem był Lech Kaczyński. Uznali, że miał o wiele większy wkład w budowę terminala niż Siaosi Tupoui Tusi Pisi.

 
71
08/2016

Czy może być coś bardziej szlachetnego niż bezinteresowna pomoc tym, których los potraktował okrutnie?