Jerzy Limon

Jerzy Limon jest profesorem zwyczajnym Uniwersytetu Gdańskiego oraz dyrektorem Gdańskiego Teatru Szekspirowskiego. Wydał kilkanaście książek naukowych z zakresu historii i teorii literatury, dramatu i teatru, a jego specjalnością jest XVI i XVII wiek (w tym i twórczość Szekspira). Jest autorem pięciu powieści i przekładów dawnego i współczesnego dramatu angielskiego. W wolnym czasie gotuje.

Dusza zniewolona

W czasach Szekspira żyło około dwustu dramatopisarzy, dzisiaj w większości i nie tylko u nas nieznanych i nie wystawianych. A szkoda, gdyż mamy tam wielu wybitnych twórców, jak choćby Ben Jonson, Thomas Middleton (kreowany dziś na „drugiego po Szekspirze”), Thomas Dekker, George Chapman, John Webster czy Philip Massinger. Ten ostatni napisał, między innymi, sztukę pt. „Niewolnik” (1623). Rzecz dzieje się w antycznych Syrakuzach, wybucha wojna przeciwko Kartaginie, więc wszyscy wolni mężczyźni ruszają w bój. W mieście zostają tylko kobiety, starcy i dzieci. No i niewolnicy, ale tych nikt nie zaliczał do mieszkańców czy obywateli. Nie stanowili też zagrożenia, bo i nie dostrzegano w nich drzemiącego buntu. Gdyż z natury rzeczy zniewolone jest nie tylko ciało, ale i umysł. 

Tak uważano. Ale los jest przewrotny, wojna przeciąga się, a w mieście znienacka wybucha rewolta niewolników. Jej przywódcami są ci, których umysły pozostały wolne. Bez trudu opanowują miasto i zajmują miejsca swych panów. W rodzinie i na urzędzie. Kiedy zwycięska armia Kartagińczyków powraca do domu zastaje bramy miasta zamknięte, a na murach stoją ich dawni niewolnicy i ani myślą powracać do tej roli. Zasmakowali w wolności i dobrobycie, w dobrze zaopatrzonych piwnicach, w żonach i córkach swych panów. Armia nie ma wyboru – szykuje się do oblężenia własnego miasta. Idzie atak za atakiem, ale niewolnicy bronią się zaciekle, bo dobrze wiedzą, co ich czeka w wypadku przegranej. 

Sytuacja staje się dla oblegających beznadziejna, chociaż woli walki i chęci zemsty im nie brak, a i znają każdy załom murów. Aż ktoś wpada na genialny pomysł: otóż, w kolejnym ataku armia panów zamiast machin oblężniczych, zamiast lanc, łuków i mieczów niesie… bicze. Kiedy są już pod murami, zaczynają nimi strzelać, co ma efekt piorunujący. Niewolnicy rzucają w popłochu broń i uciekają, a miasto zostaje bez większego trudu zdobyte. W ten sposób to nie siła militarna, a fortel okazuje się orężem silniejszym. Fortel, który obnaża prawdziwy i niezbywalny atrybut totalnego zniewolenia – kiedy ulega jej umysł.

Historia ta daje dużo do myślenia, gdyż odsłania pewną cechę niewolnika, której nie ma człowiek wolny – jego duszę, do pewnego czasu waleczną w obronie wolności, ale jednocześnie podatną na „zapomnienie”, na utratę pamięci i pragnienia wolności; pozostaje tylko niekontrolowany strach przed karą, którą wymierzyć może PAN. Czym innym jest wolność ciała, czym innym duszy. Wolność myśli i umysł zniewolony. Tak więc nawet człowiek wyzwolony, jeśli ma duszę niewolnika, może zostać sparaliżowany strachem przed ponownym zniewoleniem. Nie jest zatem w stanie w pełni korzystać z wolności, ani o nią walczyć, jeśli się nie uwolni myśli. 

Podobnie u Szekspira, choćby w jego „Burzy”. Tam niewolników jest dwóch: Kaliban, nie do końca „uczłowieczony” syn czarownicy i diabła, oraz Ariel – duszek na służbie Prospera. Jeden i drugi marzą o wolności, choć tylko Ariel ma ją obiecaną. Kiedy i on okazuje zniecierpliwienie, Prospero w obrazowym opisie przypomina mu jego męki z okresu, kiedy więziła go owa czarownica i samo przypomnienie sprawia, że Ariel przestaje nawet myśleć o buncie. Staje się potulny, pogodzony z losem. 

Ze zniewoleniem nigdy nie godzi się Kaliban, który uważa –  poniekąd słusznie – że Prospero zabrał mu wyspę, którą przecież odziedziczył po matce. Kaliban ma przeto duszę (a może jej nie ma?!) jeszcze nie zniewoloną, pamięta o swoich prawach i o wolności, którą kiedyś się cieszył. Pogróżki Prospera mają chwilowy efekt i to tylko przy pomocy magii i przemocy fizycznej. Niewolnik, który pamięta wolność, a umysł jego jeszcze nie zniewolony, ma przeto duszę krnąbrną, buntowniczą, zawsze skorą do walki o odzyskanie utraconego. Dusza zniewolona jest pogodzona ze swoim losem, nie zna wolności, a ewentualne objawy buntu są chwilowe i znikają, gdy się jej przypomni o konsekwencjach, albo przekupi ochłapem z pańskiego stołu. Wystarczy sygnał, który pobudza chwilowo uśpione lęki. Jak owe bicze w sztuce Massingera. Jak uderzenia zomowskich pałek o tarcze. 

71
08/2016

Czy może być coś bardziej szlachetnego niż bezinteresowna pomoc tym, których los potraktował okrutnie?