Jerzy Limon

Jerzy Limon jest profesorem zwyczajnym Uniwersytetu Gdańskiego oraz dyrektorem Gdańskiego Teatru Szekspirowskiego. Wydał kilkanaście książek naukowych z zakresu historii i teorii literatury, dramatu i teatru, a jego specjalnością jest XVI i XVII wiek (w tym i twórczość Szekspira). Jest autorem pięciu powieści i przekładów dawnego i współczesnego dramatu angielskiego. W wolnym czasie gotuje.

Wojny z teatrem

Ataki na teatr nie są nowością i nie mają jednej barwy narodowej, klasowej czy partyjnej. Pojawiają się wraz z teatrem, przed wiekami. Mają różne podłoże, polityczne, prawne, obyczajowe, religijne a nawet estetyczne. Ataki mogą być medialne, administracyjne, a nawet siłowe. Prowadzą do prześladowań aktorów, zamieszek na widowni czy na ulicach miast. Odwieczne są również starania władzy, by objąć teatr jakąś formą kontroli. 

W wypadku konfliktu, zakazuje się grania określonych tytułów, teatry się zamyka, cofa się wsparcie, mecenat czy dotacje, albo najzwyczajniej wygania z miasta. Z kościoła też je wyrzucono, jeszcze w średniowieczu. Nie inaczej było w czasach Szekspira. W elżbietańskim Londynie wygnano teatry na południowy brzeg Tamizy, poza jurysdykcję miejską. Aktorów oskarżano o ukazywanie bezeceństw na scenie, profanację świętości, naigrywanie się z możnych tego świata, życie i noszenie się ponad stan (ubiór był określony prawnie i klasowo: na przykład plebs nie miał prawa noszenia jedwabiu!). 

Nad repertuarem czuwał królewski Mistrz Rozrywek, pełniący rolę cenzora, udzielający zgodę na wystawienie danego tekstu, także na wszelkie druki. Osobiście i za opłatą redagował, skreślał, dopisywał, dopuszczał albo nie. Sam też ryzykował, bo pozornie niewinne teksty nabrać mogły groźnych znaczeń politycznych, jak u nas słynne dejmkowskie Dziady, a w czasach Szekspira jego Ryszard II, wystawiony w przeddzień rewolty Essexa, gdzie  ukazano detronizację króla. 

Jak już nie można było przyczepić się do repertuaru, czepiano się aktorów, że pławią się w rozwiązłości, a co gorsza ukazują to na scenie, gdzie nagminne jest obłapywanie, całowanie i „wystawianie na żywo aktów Wenery”. Smaczku dodawał fakt, iż w Anglii elżbietańskiej role żeńskie grali chłopcy przed mutacją. Dlatego aktorom zarzucano sodomię – bo tak podówczas zwano homoseksualizm (co jest słowem utworzonym w 2 poł XIX wieku, „barbarzyńską hybrydą” – jak to niektórzy puryści określali, połączeniem słowa greckiego i łacińskiego). A to karano śmiercią. Równie niebezpieczne było oskarżenie o ateizm. Można też było zostać ukaranym za opuszczenie mszy anglikańskiej: uczestnictwo we mszy (kilka razy w roku) obowiązywało nawet innowierców, a więc i katolików. Winnych karano grzywną. W rewanżu aktorzy bezlitośnie naigrywają się ze świętoszków, nawiedzonych obrońców moralności. Szekspir – ustami Hamleta - tak to ujął: „Lepiej po śmierci mieć hańbiący nagrobek, niźli za życia narazić się aktorom”.

W każdym razie, jak kiedyś tak i dziś, nawet w krajach gdzie nie ma oficjalnej cenzury, teatr jest uważany przez świętoszków wszelkiej maści za zagrożenie ładu, porządku politycznego czy moralnego. Deprawuje młodzież, obraża uczucia religijne i moralne. Gdyby w dzisiejszej Ameryce wystawić w teatrze publicznym sztukę z na żywo ukazanym „aktem Wenery”, aktorzy trafiliby natychmiast do więzienia, w Indiach czy Iranie by ich rozszarpano na strzępy. U nas (Teatr Polski we Wrocławiu) skończyło się na medialnej wrzawie i wyprzedanych na wiele miesięcy naprzód biletach. 

Pocieszające w tym jest to, że ci, którzy widzą w teatrze zagrożenie, zdradzają głęboką - acz cokolwiek naiwną - wiarę w siłę i zasięg jego oddziaływania. Trzeba ich uspokoić: teatr nie jest sztuką masową, a w czasach mediów społecznościowych jego zasięg jest minimalny. Kiedyś było inaczej: w Europie czasów Szekspira teatr był w zasadzie jedynym masowym medium, gdzie omawiano sprawy wielkiego świata, ukazywano sceny z życia możnych, intrygi polityczne, wojny, terror piratów i zagrożenia islamem (sic!), kolonizację, walkę klas, zdradę państwową i małżeńską, historię narodową. 

Dlatego dziwią ponawiane z taką furią ataki na teatr. Odpuśćcie sobie, obrońcy czystości i wiary: my wiemy, że jesteście nieskazitelni i wrażliwi, rozumiemy Wasze oburzenie, gniew sprawiedliwego; wiemy że wieczorami czytacie Biblię, dlatego tak reagujecie, gdy się ją profanuje; wiemy, że żyjecie w prawdzie i cnocie, z kalendarzem w ręku, więc Was dogłębnie obrusza obca Wam przemoc, rozwiązłość czy uczucie nienawiści, a brzydkich słów nawet nie znacie. Nagość napawa Was obrzydzeniem, bo przecież Pan Bóg stworzył człowieka w piżamie. Wiemy, że pójdziecie do nieba, ale nie musicie tego na każdym kroku udowadniać. A nasze dusze i tak są potępione, więc zostawcie je w spokoju.

70
07/2016

Mówi, że kilka razy umarł, dlatego stara się nie marnować swego życia. Tomasz „Lipa” Lipnicki opowiedział nam o swych życiowych priorytetach, o Nowym Porcie, gdzie się urodził i nadal mieszka i o radości, jaką daje mu tworzenie muzyki.