Arkadiusz Hronowski

od 2001 roku zawiaduje sopockim SPATiF-em. Odpowiada za serwis muzyki niezależnej Soundrive.pl oraz festiwal muzyki alternatywnej Soundrive Fest. Jego ostatnie, najbardziej wyczekiwane dziecko to Klub B90 na terenie Stoczni Gdańskiej. Kolejne dziecko, które przyjdzie na świat niebawem to Browar Gdański Kulturalny. W wolnych chwilach trwoni czas w zespole The Stags, pisząc piosenki tylko miłości.

Przerwa na papierosa czy smartfona?

Ostatnio zobaczyłem na fejsbuku dwa zdjęcia z komentarzem: „rok 2016, znalazłem zdjęcie mojej babci” oraz ten sam tekst, lecz zmieniony rok na 2090. Na pierwszym, pozowanym, czarno - białym zdjęciu młoda dama ubrana stosownie do epoki z uroczym uśmiechem. Na drugim, kolorowym blond farbowana dżaga w krótkich, poszarpanych na wypiętym tyłeczku dżinsach, debilnym dziubkiem pełnym chemii i iPhonem w ręku, robiąca selfie. To było nawet śmieszne, bo przecież 30 lat w zmianach obyczajów na świecie to dziś przepaść, a co dopiero 80. Telefon komórkowy jest niesamowitym wynalazkiem. Nie sądziłem jednak, że to urządzenie zacznie mieć tak negatywny wpływ na życie ludzi. 

Od mniej więcej dwóch miesięcy telefonu nie zabieram na żadne kolacje ani imprezy. Nie zabieram go kiedy jeżdżę na rolkach i gram w różne gry w terenie. No i mam czasami problem, bo kiedy spotykam się ze znajomymi w restauracji lub klubie, nie mogę z nimi do końca porozmawiać, gdyż oni mają telefony. I co w tym złego, skoro nawet nikt do nich nie dzwoni? 

No właśnie, bo dziś coraz mniej mamy scen rozmawiających non stop przez telefon ludzi. Oni teraz oczy skierowane mają w ekran, a palec wskazujący pracuje usztywniony jak wędka podczas brania. Oni tam mają kuźwa relaks, a ja siedzę i patrzę. No to zacząłem częściej wychodzić na miasto ze znajomymi, którzy też nie zabierają telefonu. Ponieważ lubię obserwować co się dzieje dookoła, widzę że przy stolikach obok dzieją się podobne historie. 

Przychodzi do restauracji młoda para na randkę. Dookoła przepiękna sceneria, bo taras na końcu molo, marina, słońce... Zamawiają coś i siedzą. Siedzą i nie patrzą sobie w oczy jak zakochani, tylko każdy osobno w swój ekran telefonu. Ja też patrzę, ale na nich i czekam kiedy coś do siebie powiedzą. Nic! 

Siedzę w innej knajpie z małżonką i od dwóch godzin rozmawiamy. Również piękna sceneria, bo na wydmach z widokiem znowu na morze. Przychodzi inne małżeństwo i siadają obok. Wyglądają na bardzo ok i myślę sobie, ale fajna para. On zamawia dania i w oczekiwaniu, przez kolejne 20 minut każdy z nich napieprza palcem po ekranie. No co jest, pytam? 

Ale całkiem nieoczekiwana sytuacja zastała mnie jeszcze w innej knajpie, kiedy również młoda para coś zamówiła. Widok dookoła już taki sobie, bo na mnie - umówmy się, że marny - i trochę lepszy na małżonkę. Ona w telefon, a on patrząc jej w oczy cały czas do niej mówi. Ona nie zwracając na niego uwagi tylko potakuje głową. No co jest, pytam znów?

Zorientowałem się również, że powodem stałego kontaktu z telefonem są treści prowadzonych przez nas rozmów. Otóż jeśli rozmawiamy na temat kogoś, natychmiast inni uczestnicy rozmowy tego kogoś guglują, wchodzą na jego profil na fejsbuku, sprawdzą zdjęcia i fakty z jego życia. Takie małe, prywatne, szybkie CIA. Lubią widać natychmiast pogłębiać swoją wiedzę, np. o tym jakie cycki ma ta czy inna panna. 

Fakt internet jest niesamowitym źródłem informacji i wiedzy, ale po co wobec tego się spotykać? Może należy stworzyć w knajpach osobne pokoje dla aparatczyków jak palarnie dla palaczy? A może po prostu przestać się z nimi spotykać, bo i po co, skoro połowę naszego czasu mieszkają w sieci? 

Kiedyś na koncertach podczas wykonywania ballady fani natychmiast zapalali dziesięć tysięcy zapalniczek. Dziś ogień z zapalniczki został zastąpiony aplikacją, którą fani mają w swoich telefonach. To zresztą już stare jest. Trzymać w górze telefon i nagrywać cały koncert jest modne. A gdzie jakość, a gdzie emocje odbierane na koncercie, gdzie szaleństwo? 

Oglądanie artysty na koncercie przez ekran telefonu jest ok? Nie rozumiem tego, ale tylko czekam kiedy pierwsi artyści na scenie zaczną wysyłać sms-y, szukać w sieci nowych modeli efektów gitarowych i wymieniać się zdjęciami ciź, które zaliczyli. Niestety to już powoli staje się faktem. 

Kilka dni temu widziałem zdjęcie wykonane dj-owi podczas grania seta na dużej plenerowej imprezie. Na konsoli, tak aby publiczność tego nie widziała stał smartfon, a na jego ekranie mecz. Pamiętacie orgazmotron w Śpiochu Allena? No, to jesteśmy blisko, bo telefony mają już wibracje, tylko coś z kształtem trzeba pokombinować. Uważam jednak, że najzdrowszym rozwiązaniem może być zastąpienie nieśmiertelnej przerwy na papierosa przerwą na smartfona. 

70
07/2016

Mówi, że kilka razy umarł, dlatego stara się nie marnować swego życia. Tomasz „Lipa” Lipnicki opowiedział nam o swych życiowych priorytetach, o Nowym Porcie, gdzie się urodził i nadal mieszka i o radości, jaką daje mu tworzenie muzyki.