Arkadiusz Hronowski

od 2001 roku zawiaduje sopockim SPATiF-em. Odpowiada za serwis muzyki niezależnej Soundrive.pl oraz festiwal muzyki alternatywnej Soundrive Fest. Jego ostatnie, najbardziej wyczekiwane dziecko to Klub B90 na terenie Stoczni Gdańskiej. Kolejne dziecko, które przyjdzie na świat niebawem to Browar Gdański Kulturalny. W wolnych chwilach trwoni czas w zespole The Stags, pisząc piosenki tylko miłości.

Kto robi w kulturze, tego kultura nie obowiązuje

Sukces, luksus, splendor. Wielu za te słowa da się pokroić. Wielu jest od nich uzależniona. Wielu zrobi wszystko, z chlastaniem włącznie, aby móc to osiągnąć. Gdy zapytam przeciętną osobę, czym dla niej jest sukces, większość odpowie: duuuużo kasy. Gdy zapytasz sportowca czym dla niego jest sukces, oczywistym będzie, że odpowie: złoty medal na Igrzyskach Olimpijskich. Spytasz muzyka: zapełniać hale i stadiony, malarza: sprzedawać w prestiżowych galeriach, architekta: projektować gmachy w metropoliach, a dla chorego na białaczkę: pokonać chorobę. 

Każdy z tych przypadków ma swój cel i punkt odniesienia. W wymienionych przykładach tylko chory na białaczkę dążenie do pokonania choroby może potraktować jako koszmar, a sukces jest wielką nagrodą, która nie demoralizuje i powinien trwać wiecznie. A pozostali? Czyż nie jest prawdą, że osiąganie sukcesu to droga, to życie i jest esencją całego procesu? Kiedy zakładam sobie jakiś cel i go realizuję zaczyna się zabawa. Trwa to jakiś czas. Na końcu jest cel, czyli sukces. Kiedy jednak go osiągam, oglądam i uczestniczę jednocześnie w swym dziele, paradoksalnie czuję smutek, że wszystko się właśnie skończyło. Droga była tym wszystkim co mnie nakręcało i cieszyło. 

Część ludzi sukcesu nie do końca rozumie to zjawisko i myśli, że sukces trwać będzie wiecznie i nic ani nikt nas z tego piedestału nie zepchnie. Często ta ślepota prowadzi do upadku i wielu nieszczęść. Sukces trzeba umieć oprawić w ramę. Potrafić go zagospodarować na ścianie. Trzeba wiedzieć, że w 80% sukcesu kryje się właśnie ten diabeł, czyli uśpienie. Sportowcy zwykle po osiągnięciu sukcesu mają kilka dni wytchnienia i znów wracają do treningu, gdyż wiedzą ile kosztuje zbyt długa przerwa. 

Artyści balują przez dwa tygodnie, bo emocje podczas tworzenia istotnie wyłączają ich totalnie z życia. Biznesmeni kupują luksusowe zabawki by podkręcić swój prestiż, a ich partnerki najczęściej wchodzą na drogę permanentnej, oderwanej od rzeczywistości fobii własnego wyglądu, co w większości przypadków przeistacza się w komedię.

A jak celebrują sukces nasi lokalni bohaterowie? U nas, jak chyba wszędzie mamy sporą rozpiętość poziomu kreatywności. Czasami oglądając relacje z różnych imprez odbywających się w Trójmieście, często mało nie spadam z krzesła. I ku mojemu ubolewaniu bohaterkami zwykle są kobiety. Aby nie narażać na szwank opinii kobiety siedzącej obok mnie, która jest damą samą w sobie, zawsze komentuje to tak: jest mi teraz wstyd za rodzaj żeński. 

Osobiście popieram tę opinie, choć jako zdrowy jeszcze facet powinienem myśleć odwrotnie po tym co zobaczyłem. No niestety, ale może jestem chory, bo też mi wstyd za rodzaj żeński i elitę jaką reprezentują niektóre, wątpliwej jakości damy. Brak stylu, żałosny, niczym z dożynek lub porno gali wizerunek naraża na szwank myślę większość uczestników wielu wydarzeń towarzyskich. Czy ja nie jestem zbyt pruderyjny? Oj lepiej nie pisać co mi kosmatego zawsze chodzi po głowie, ale to nie ta balanga drogie Panie. Gdzie indziej byłybyście królowymi.

Tymczasem stwierdzam z zadowoleniem, że męska część elity Trójmiasta daje radę. Nosi się modnie, wytwornie, oryginalnie i z małymi wyjątkami większość wygląda świetnie, bez względu na wiek. I nie wszyscy rzygają kawiorem, z nosem pełnym koki, kiedy już odbiorą kolejną statuetkę Człowieka Roku. Mają klasę i prawie nie cudują. Jak są siwi to wykorzystują to jako atut, jak mają "zmarchy", często podkreślają swoją włóczęgę. Wiekiem potrafią żonglować jak wytrawny żeglarz warunkami na wodzie. Bo im wyższy, tym korzystniejszy jego stosunek do wyglądu. Czyż nie? 

Sportowcy, biznesmeni, artyści, wszyscy oni chcą osiągnąć sukces. To naturalne zjawisko. Ale jak ten sukces potem konsumować, jest niewątpliwie wielką sztuką. I znów przypomina mi się pewna bardzo zamożna dama, która przyjeżdżała do Trójmiasta poprawiać swój wizerunek. Po powrocie z zakupów zawsze chwaliła się swoimi "szopingowymi" zdobyczami. Och, jakie to było straszne. Czy nie powinny powstać jakieś dyskretne szkoły stylu dla naszych beneficjentów sukcesu? Przecież poprawianie wizerunku to bardzo pożyteczna usługa, zamiast wkładać na siebie i w siebie wszystko bez umiaru, byleby było widać że bogato. No, ale taka gmina Panie.

69
06/2016

Rodzice chcieli, aby został weterynarzem. On sam bardziej widział się w roli ekonomisty. Ostatecznie został żeglarzem.