Michał Stankiewicz

Zaczynał w Gazecie Wyborczej, a od 1999 r. dziennikarz „Rzeczpospolitej“. Od kilku lat związany też z TVN. Laureat wielu ogólnopolskich nagród, m.in. „Watergate“ Zarządu Głównego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich oraz Fundacji Batorego. Dwukrotnie nominowany do Grand Press, a ostatnio do Mediatorów. Pasjonat tenisa, dobrej muzyki oraz... psów rasy bokser. Założyciel i wydawca Prestiżu.

Krzywym okiem

Atom Trefl Sopot stracił sponsora – Polską Grupę Energetyczną. Umowa miała obowiązywać do końca sezonu 2017/2018. Szkoda, ale ekonomia jest nieubłagana. Miesiąc wcześniej ta sama firma musiała dorzucić 500 mln zł do nowopowstałego tworu Polskiej Grupy Górniczej. (W sumie dla górników uzbierano 2,5 mld zł). Pieniądze są potrzebne, bo górnicy tylko na dwa lata zgodzili się zawiesić „czternastkę“. Wg ekspertów właśnie na tyle może starczyć pieniędzy z tegorocznej zbiórki. Energa S.A., która też dołożyła 500 mln zł do górnictwa na razie realizuje wcześniej ustalone projekty sponsorskie, ale co dalej – nie wiadomo. Póki co z powodzeniem zakończyły się sopockie CSIO, czyli pięciogwiazdkowe (najwyżej notowane w rankingach) Międzynarodowe Zawody w Skokach przez Przeszkody. Tutaj sponsorem głównym jest Totalizator Sportowy. Do Sopotu zjechało ponad 100 zawodników, w tym kilkunastu z pierwszej setki rankingu FEI.

Po raz pierwszy od lat na sopockich kortach zagościł turniej zawodowy. Na razie tzw. „dziesięciotysięcznik“ (pula nagród 10 tys. USD), czyli najniższy rangą z możliwych, ale ważne, że w ogóle się odbył zważywszy na trwający konfilkt wokół obiektu. W tego typu turniejach nie ma ani gwiazd światowego tenisa, ani klimatu i otoczki towarzyszącej wielkim turniejom. Futures (tak się nazywają) odgrywają jednak ważną rolę, gdyż dają szansę na zdobycie punktów rankingowych młodym graczom. Organizatorzy mają do dyspozycji tzw. dzikie karty (prawo do przyznania komuś miejsca w turnieju niezależnie od pozycji w rankingu), którymi najczęściej obdzielają swoich rodaków. Tak też się stało w Sopocie.

„Koalicja“ POPiS wciąż prowadzi w sondażach. Wg ostatniego badania przeprowadzonego przez TNS obydwie partie mają razem 56 procentowe poparcie, z czego 39% przypada na PiS, a 17 % na PO. Wspólne prowadzenie zapewnia im stała akcja straszenia Polaków. PO straszy PiS-em, a  PiS – PO. Dzięki temu od 2005 roku „koalicja“ stale jest u władzy. Zmieniają się tylko proporcje. W poprzednich latach większość z poparcia zapewniała „koalicjantom“ PO, teraz koniem pociągowym jest PiS. Liderzy partii liczą, że strategia tworzenia ostrego podziału w społeczeństwie pozwoli jeszcze na długie lata wygrywać wybory i zapewniać członkom partii miejsca pracy. Na razie wszystko idzie zgodnie z planem. 

W pracę nad polaryzacją społeczeństwa niezwykle aktywnie włączył się magistrat gdański, który w połowie maja rozpoczął kampanię ostrzegania przez licznymi manifestajami zaplanowanymi na 21 maja w centrum Gdańska. W komunikacie wystosowanym do mediów alarmował, że tego dnia ma odbyć się 15 zgromadzeń publicznych wymieniając głównie „środowiska LGBT, środowiska katolickie, narodowcy, kibice“. Specjalne konferencje prasowe miały podgrzewać atmosferę. Niestety. 20 maja, a więc dzień przed wielką rozróbą - w grze było już tylko 9 manifestacji: LGBT, Obóz Narodowo – Radykalny, Krucjata Różańcowa, Związek Strzelecki Katowice, Ruch Kontroli Władzy, Narodowa Rumia i kibice Motoru Lublin. Potem było jeszcze gorzej. Finalnie pojawiły się zaledwie dwie manifestacje (LGBT i Ruch Kontroli Władzy), mimo zgromadzenia ogromnych sił policji i sporych przygotowań. Rozczarowane władze miasta wydały więc komunikat cytując w nim rozżalonych mieszkańców: „Uważam, że to nie jest w porządku, że straszą, zapowiadają, później nic się nie dzieje, a miasto uzbrojone jak w stanie wojennym – mówił Jerzy Nowicki, mieszkaniec Gdańska.”

Na otarcie łez 27 maja w Ergo Arenie odbyła się gala KSW. Chociaż i tutaj nie obyło się bez rozczarowania. Sędziowie przyznali Mamedowi Khalidovowi zwycięstwo nad Azizem Karaoglu, mimo, że w rzeczywistości przegrał walkę. Teraz cała nadzieja w KOD lub chociaż Solidarności. Może chociaż oni zorganizują jakąś zadymę. Bo przecież nie może być tak, że “Zapowiadają, a później nic się nie dzieje”.  Jak i oni zawiodą to znów całą robotę będa musieli wykonać kibice. Pierwsze od lat ekstraklasowe, piłkarskie derby Trójmiasta odbędą się pod koniec października w Gdyni, potem w kwietniu w Gdańsku.