Jakub Jakubowski

Od naczelnego

Czy pamiętasz książeczki SKO, pochody pierwszomajowe, kolejki w których kwitło życie towarzyskie, kartki na żywność, lemoniadę w woreczkach, wodę sodową z ulicznego saturatora, oranżadę w proszku, watę cukrową, mleko w butelkach ze srebrnymi kapslami, historyjki obrazkowe z gum do żucia, Świat Młodych, Teleranek, Krystynę Loskę, Jana Suzina, Adama Słodowego, biwaki i obozy pod namiotem, czarnego Kasprzaka, z którego na kasetę nagrywałeś listę przebojów Marka Niedźwieckiego? 

To były cudowne lata - coraz częściej takie słowa daje się słyszeć o czasach PRL-u. Bynajmniej, nie jest to pochwała tamtych czasów i bezkrytyczne spojrzenie w przeszłość. Bardziej chodzi o nostalgię, tęsknotę za młodością, latami beztroski. Nie da się ukryć, że tak jak po zmianie ustroju ludzie powszechnie zachłysnęli się zachodem, kapitalizmem i niechętnie powracali do niewygodnej przeszłości, tak od dłuższego już czasu sięganmy chętnie pamięcią do tego, co w szarej, PRL-owskiej rzeczywistości było dobre. Szukamy swojej tożsamości, a tej najczęściej szuka się w historii i we wspomnieniach. 

Siłą rzeczy PRL to nasza przeszłość. To nasza historia. Coraz chętniej wybieramy się w podróż do przeszłości, gdy wódka była na kartki, waluty tylko u cinkciarzy, a polskie ziemniaki atakowała amerykańska stonka. I właśnie na tej nostalgii swój biznes budują bohaterowie naszej okładki. Sebastian Leśniak i Mariusz Składanowski, dwaj internetowi biznesmeni nabyli prawa do legendarnej marki Pewex, wskrzesili ją i dynamicznie rozwijają. Na razie w świecie wirtualnym, ale pewnie już niedługo charakterystyczne i wciąż darzone ogromnym sentymentem niebiesko - żółte logo Pewexu będzie widoczne na ulicach polskich miast. 

Wielu z nas, ludzi z tego pokolenia, do dzisiaj pamięta dreszcz emocji związany z przekraczaniem progu Peweksu, kuszącego raju obfitości zachodnich produktów w szarzyźnie PRL-u. Tym bardziej, że ta szarzyzna to kolejki po wszelkiego typu towary, nawet najbardziej podstawowe. I powszechny brak tych towarów. Pamiętam jak dziś, że Polak mógł wtedy, oczywiście na kartki, kupić miesięcznie pół litra wódki, 300 g proszku do prania, 100 g wyrobów czekoladopodobnych, 30 litrów benzyny, czy też kostkę mydła na dwa miesiące. 

Ciekawie było też, gdy Polak chciał wziąć ślub. Obrączki można było kupić tylko po przedstawieniu świadectwa ślubu, z tym że przysługiwały one tylko nowożeńcom debiutantom. "Recydywie", czyli rozwodnikom i wdowcom nie przyznawano talonu na obrączki. Ślub był też jedną z dwóch okazji, na które można było otrzymać talon na garnitur. Druga okazja to pogrzeb, przy czym garnitur przysługiwał... nieboszczykowi. 

Podejście do okresu PRL-u z pewnym dystansem, spojrzenie nań przez pryzmat absurdów, sprawia, że potrafimy się z tego śmiać. A niektórzy potrafią też zarabiać. Oprócz tego, że dzisiaj zakupy możemy zrobić w sieci Pewexu, na rękach nosimy też zegarki Błonie, na nogi zakładamy kultowe Relaksy, jeździmy rowerami marki Romet, dzieciom czytamy elementarz Falskiego, a muzyki słuchamy dzięki wskrzeszonemu sprzętowi Unitry. Pewex sprzedaje nie tylko współczesne produkty, ale też sporo ma asortymentu przywołującego wspomnienia tamtych czasów. I tak jak dawniej wybór asortymentu może przyprawić o ból głowy. Różnica jest taka, że nie potrzebujemy dolarów, by dzisiaj coś kupić w Pewexie. I nikt też nie rzuci nam spod wąsa złowrogiego "Pan tu nie stał!". 

Jakub Jakubowski

 
66
03/2016

Samochodziki matchboxa, klocki Lego, jeansy Levis, papierosy Marlboro, czy whisky Johny Walker.