Michał Stankiewicz

Zaczynał w Gazecie Wyborczej, a od 1999 r. dziennikarz „Rzeczpospolitej“. Od kilku lat związany też z TVN. Laureat wielu ogólnopolskich nagród, m.in. „Watergate“ Zarządu Głównego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich oraz Fundacji Batorego. Dwukrotnie nominowany do Grand Press, a ostatnio do Mediatorów. Pasjonat tenisa, dobrej muzyki oraz... psów rasy bokser. Założyciel i wydawca Prestiżu.

Krzywym okiem

Sporą kwotę zarobił prezydent Gdańska Paweł Adamowicz w 2015 roku za zasiadanie w radach nadzorczych Zarządu Morskiego Portu Gdańsk S.A. oraz Gdańskiego Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej. Jak podał portal trójmiasto.pl to ponad 125 tys. zł. W radach dorabiają też sobie wiceprezydenci Gdańska i inni urzędnicy. Sytuacja dwuznaczna, choć trzeba przyznać, że nie wyjątkowa. Samozatrudnienie włodarzy w spółkach komunalnych to samorządowa rzeczywistość prawie że w całej Polsce. Żyć przecież z czegoś trzeba. A kompetencje? Bez żartów. Przecież to nie konkurs.

Na froncie walki ideologicznej bez zmian. Kodowcy, pisowcy i peowcy wciąż skupieni na sobie. A społeczeństwo próbuje żyć i pracować normalnie dalej. Ktoś musi przecież ich utrzymać. Szkoda tylko, że nie można ich odizolować od reszty społeczeństwa. Razem z Trybunałem Konstytucyjnym. Wszystkim byłoby lepiej.

Gdyńska stocznia Crist, która posiada największy suchy dok w Polsce może zostać przejęta przez państwo, a dokładniej Fundusz Mars, który pożyczył stoczni 60 mln zł. Pieniądze miały zostać zwrócone do końca 2015 roku, ale nie zostały. Właściciele stoczni chcą przedłużenia terminu, ale fundusz ich zdaniem za zgodę postawił zbyt ostre warunki. – Niosą w zamiarze chęć przejącie kontroli nad firmą – skomentował postawę państwowego funduszu jeden z właścicieli. Pieniądze trzeba oddawać, to fakt i każda instytucja, także państwowa ma nie tylko prawo, ale i obowiązek zabezpieczyć się. Tylko po co państwu kolejna stocznia? Jak pokazuje dotychczasowa historia – wszystkie prowadzone przez państwo stocznie przynosiły straty. Tak było ze Stocznią Szczecińską Nową, Stocznią Gdynia, tak jest ze stocznią Marynarki Wojennej, tak jest z Morską Stocznią Remontową Gryfia. Choć są i dobre strony – zawsze można obsadzić stanowiska kimś znajomym lub kimś bliskim politycznie. 

Małgorzata Białecka mistrzynią świata w klasie RS:X, a Piotr Myszka mistrzem świata. Sopoccy żeglarze zdominowali zawody w Izraelu i są faworytami przed igrzyskami w Rio. Paweł Tarnowski, też z SKŻ Ergo Hestia był czwarty. To nie koniec dobrych wiadomości. Ich klubowy kolega – Błażej Ożóg - startujący w konkurencji kiterace na początku roku wysunął się na prowadzenie w światowym rankingu. Same dobre wieści. Oby tak dalej.

Michał Szpak wygrał nominację do Eurowizji. Zasłużenie. Zawodzący wokal plus nijaki utwór. Jego kontrkandydatki - Natalia Szroeder, Margaret, czy też Edyta Górniak miały albo za dobry głos albo zbyt nowoczesne utwory nie pasujące do eurowizyjnej przaśności. Trzymamy kciuki. Jest jakaś szansa.

Znamy nominowanych do Fryderyków. Wśród nich jest Kev Fox, muzyk, od roku mieszkaniec Sopotu (był bohaterem okładki Prestiżu), który razem ze Smolikiem nagrał doskonały album. Nominacja więc zasłużona, a liczę na wygraną. Przy okazji staram jednak się zrozumieć wymyślone do nagród kategorie i klasyfikowanie do nich danych artystów. Dawid Podsiadło i Mitch&Mitch z Wodeckim w popie. Fox w kategorii elektronika i alternatywa, a Voo Voo w rocku. Równie dobrze Voo Voo można umieścić w pop, a Mitch&Mitch z Wodeckim w alternatywie, bo choć w latach 70. ich muzyka była standardem, to dzisiaj jest zjawiskiem nietypowym. Fox to także i pop i rock. Wykonawców do danych kategorii umieszczała pewnie więc maszyna losująca. Niech będzie. Najdziwniejsze jest jednak połączenie elektroniki z alternatywą – jako jednej kategorii. Country z barokiem też można. Tylko po co?

66
03/2016

Samochodziki matchboxa, klocki Lego, jeansy Levis, papierosy Marlboro, czy whisky Johny Walker.