Arkadiusz Hronowski

od 2001 roku zawiaduje sopockim SPATiF-em. Odpowiada za serwis muzyki niezależnej Soundrive.pl oraz festiwal muzyki alternatywnej Soundrive Fest. Jego ostatnie, najbardziej wyczekiwane dziecko to Klub B90 na terenie Stoczni Gdańskiej. Kolejne dziecko, które przyjdzie na świat niebawem to Browar Gdański Kulturalny. W wolnych chwilach trwoni czas w zespole The Stags, pisząc piosenki tylko miłości.

Nie każdy facet z widłami to zeus

Skoro niedawno przez chwilę postanowiłem być „jedzerem”, to dlaczego nie spróbować zostać krytykiem filmowym. Zawsze zastanawiałem się czy krytycy teatralni i filmowi to jacyś wybitni ludzie. Znawcy po prostu. Tak mi się przynajmniej wydawało, kiedy słuchałem opowieści choćby Kałużyńskiego. No i nie mogę postawić znaku równości pomiędzy krytykiem kulinarnym, a teatralnym czy filmowym. Ci pierwsi to grupa samozwańczych oceniaczy, żerujących na strachu restauratora. Ci drudzy to już mniej lub bardziej oczytani, doświadczeni i znający branżę osobnicy, choć pewnie są i tacy, którzy też nie są nic warci. Tym ostatnim będę dziś ja. 

Jako że od ostatniego lata zaliczyłem kilka polskich premier i gdy dołożę jeszcze kilka starszych produkcji to przedstawia mi się jako taki obraz. Zacznę jednak od tego, że nie wolno Wam pod żadnym pozorem ulegać wpływom nawet najlepszej recenzji, jaką przeczytacie. Powinniście mieć swoje zdanie, choć wiem, że z tym jest coraz gorzej. Polskie kino znów uważam za otwarte. Produkujemy dużo, jak na nasze możliwości. Pomimo degrengolady serialowej, mamy jednak świetnych aktorów i dobrych reżyserów. 

Ale... ja się na filmie na pewno nie znam, lecz tak jak moje trzewia potrafią odebrać dobrą muzykę, której niekoniecznie muszę być fanem, tak dobrze wyreżyserowany film również może mną zawładnąć, nawet jeśli bardziej lubię kreacje Brusa Li. Każdy z was ma swoich ulubionych polskich aktorów. Niektórzy z nich są tak dobrzy, że potrafią obudzić widza nawet największego gniota, pojawiając się tylko kilka minut na ekranie. Przykłady? 

Małgosia i Arek Jakubikowie w filmie „Małe stłuczki”. Film jest nudny jak flaki z olejem, choć temat dobry. Pojawiają się na kilka minut na ekranie Jakubikowie i nagle się budzimy, by po chwili znów zapaść w sen. Wojciech Pszoniak, kolejny mistrz! Udział tego pana nawet w Pancernych II byłby sukcesem. Dla filmu oczywiście. Tak naprawdę to tylko Pszoniaka pamiętam z filmu o niczym, a mianowicie „Excentrycy, czyli po słonecznej stronie ulicy.” 

Wiem że Maciej Stuhr to zdolny po tacie gość, ale jakoś nie oszalałem na jego punkcie. Za to po „Pokłosiu” mówię, Maciej rulez. Swoją drogą „Excentrycy” to świetny tytuł, kilku znajomych na planie, ale o czym i dla kogo był ten film? Może dla tych, którzy nigdy „dżezu” nie słuchali? Ale Janusz Majewski ma też na swoim koncie „Urząd”, kompletnie nieznany film o zawiłościach watykańskiego aparatu władzy, ze świetnymi rolami Bardninego i Gogolewskiego. No i Sonia Bohodziewicz, byłbym zapomniał. Zawsze ilekroć ją widzę na ekranie, daje radę. W „Obywatelu” ze Stuhrami również. 

Ale na deser zostawiam sobie Maje Ostaszewską, w której od lat się podkochuję i kiedy dowiedziałem się, że właśnie w SPATiF-ie poznała obecnego męża, to pozostaje mi jedynie już tylko wzdychać przed ekranem. Tak jak do kanonu rozmów pewnych środowisk weszły powiedzenia: „w imię zasad skurwysynu”, „bo to zła kobieta była”, czy „co Wy tam palicie?”,  tak „yhmy” Mai z „Body” jest często kreowane wśród moich znajomych. 

By nie być posądzonym o ślepą miłość to przypominam świetną kreację krakowianki w „Prymasie” lata temu, epizod żony idiotki w lekkiej komedii „Ile waży koń trojański” i ostatnia rola, również idiotki w „Pitbull, nowe porządki”. No, trzeba być naprawdę niezorientowanym by twierdzić że Maja to idiotka, czego raczej nie mogę nie powiedzieć o Agnieszce Dygant, której udziału w polskim przemyśle filmowym od początku nie rozumiem. Często ją mylę z tą pisarką Cichopek. 

Ale kogo my tam jeszcze mamy? No oczywiście że Marian Dziędziel! Gdzie ten pan się nie pojawi, wszędzie dobrze. Myślę, że pierwsza scena z udziałem pana Mariana w „Polskim Gównie” spowodowała, że widz liczył na więcej i dał szansę temu dziełu. Filmy Smarzowskiego z udziałem Dziędziela wszyscy znacie, ale koniecznie zobaczcie ostatni w którym zagrał pan Marian „Moje córki krowy”. 

No i jeszcze ta Agata Kulesza, no i ten Marcin Dorociński, którego niestety zabrakło w nowym Pitbullu. A właśnie Agata Kulesza, ani piękna, ani brzydka, ale chce się ją oglądać, coś w sobie ta kobieta ma. „Ida”, wiadomo o co chodzi, choć nagrodziłbym ten film za kolory, ale Kulesza w adidasach...? A co powiecie o Adamie Woronowiczu? Żaden z niego Bratt Pit, ale do roli Popiełuszki był stworzony jak Krystyna Feldman do Nikifora i Andrzej Seweryn do Wyszyńskiego. Jednak w najnowszym „Czerwonym pająku” był świetny, podobnie jak i cała historia. I na chwilkę jeszcze znów Dorociński Marcin i jego rola w najnowszym „Na granicy”. Cały film po prostu bomba!

No i zbliżamy się do podsumowania. Mój syn, absolutny maniak filmów od lat nie toleruje i nie chce poznawać polskiego kina. Twierdzi że jest o niczym. Ja mu na to, że każda szerokość ma swój folklor. Holiwód nigdy nie popełni Idy, a Vega nigdy nie zrobi Przekrętu ani Ściganego, choć w nowym Pitbullu ujęcia z lotu drona trochę przypominały amerykańskie filmy sensacyjne. I choć dziś znów mamy nowe ciacho, Piotra Stramowskiego, ksywa Majami i nowego mistrza powiedzonek, gangusa Marcina, ksywa Strachu, to polskie kino ma się bardzo dobrze i sami wybierzcie to co dla was najlepsze. 

 
65
02/2016

Opera nie ma przed nim tajemnic. Najlepszym na to dowodem jest trzykrotnie wygrana przez niego Wielka Gra, właśnie z tego tematu.