Michał Stankiewicz

Zaczynał w Gazecie Wyborczej, a od 1999 r. dziennikarz „Rzeczpospolitej“. Od kilku lat związany też z TVN. Laureat wielu ogólnopolskich nagród, m.in. „Watergate“ Zarządu Głównego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich oraz Fundacji Batorego. Dwukrotnie nominowany do Grand Press, a ostatnio do Mediatorów. Pasjonat tenisa, dobrej muzyki oraz... psów rasy bokser. Założyciel i wydawca Prestiżu.

Krzywym okiem

Bank PKO BP ruszył z wielką promocją w telewizji swojej mobilnej aplikacji IKO. To kolejna kampania, bo jesienią PKO BP zasypywał telewizję reklamami kredytów. Większą intensywność ma chyba tylko Play, który nieustannie zachęca do korzystania ze swojej sieci zatrudniając do tego dziesiątki gwiazd. Oglądając te reklamy zastanawiam się skąd taka intensywność akurat tych marek? Może z ich wad?

Z PKO BP i jego serwisem internetowym zmagam się od roku, jako klient dawnego banku Nordea siłą wcielony do PKO BP (PKO kupiło Nordęę). Ktoś powie – można przecież zmienić bank. Tak, ale gdy chodzi już o kilka kont i to firmowych sprawa robi się bardziej skomplikowana. Z wielu utrudnień jakie wprowadziło PKO BP największym było rozdzielenie bankowości elektronicznej dla konta osobistego i firmowego (w Nordei po zalogowaniu się z jednego numeru ID klient do wyboru miał wszystkie swoje rachunki, zarówno osobiste, jak i firmowe). Do każdego trzeba logować się oddzielnie. Kolejnym krokiem było uniemożliwienie szybkiej płatności w sklepach internetowych przy pomocy konta firmowego. Napisałem nawet pytanie do PKO BP w tej sprawie. Odpowiedź? W dużym skrócie: jest jak jest. A jak się nie podoba to można iść do sądu. W sumie logiczne.

Z Playem podobnie. Ceny faktycznie niskie. Tylko jeden problem – trudności z połączeniem. Gdziekolwiek. Numeru telefonu już nie mam. Został jednak internet mobilny. Tzn. formalnie jest, bo faktycznie rzadko udaje się uzyskać połączenie.  Trzeba przyznać, że jest w tych kampaniach reklamowych jakiś tajemniczy związek intensywności z jakością. Oczywiście odwrotnie proporcjonalny. Całe szczęście, że wódki nie reklamują.

Przy okazji tematu wielkich kampanii reklamowych, przypomina mi się pewna sytuacja ze znanym producentem napoju energetycznego, który promuje i sponsoruje wiele ekstremalnych dyscyplin sportowych na świecie. Kilka (a może kilkanaście) lat temu dorobił się poważnej konkurencji, po tym jak wielki i znany koncern spożywczy postanowił wypuścić swoją własną markę napoju energetycznego. Zaczęła się walka o klienta, m.in. o lokale gastronomiczne. Dość częstą regułą jest to, że producenci, by wprowadzić swój towar do lokalu oferują tzw. opłatę marketingową, czyli po prostu dają kasę za wyłączność na barze. Znany producent napoju energetycznego tego nie robił zakładając, że nie ma sensu, skoro wydaje grube pieniądze na reklamę i sport, a jego napój jest najbardziej pożądanym przez klientów. Nowy gracz zrobił zupełnie odwrotnie. Zaproponował lokalom opłatę marketingową. Efekt? Klienci lokali dalej podziwiali wspaniałe imprezy znanego producenta. I popijali napój tego mniej znanego.

Z ważnych wiadomości. TVN 24 poinformował, żeby użytkownicy iphone’ów nie ustawiali w nich 1 stycznia 1970 roku jako aktualnej daty. Nie wiadomo po co mieliby to robić, ale z pewnością, po podaniu tej informacji ktoś spróbuje. W każdym razie wygląda na to, że wydawca programu na pewno już spróbował.

Z lokalnego podwórka. Uroczystym koncertem świętowała swoje 40 urodziny w Ergo Arenie trójmiejska formacja Kombii. Zespół, który działa od 13 lat tworzą Waldemar Tkaczyk i Grzegorz Skawiński. Podczas jubileuszowego koncertu na scenie pojawiła się min. Margaret, Jan Borysewicz, a także doskonale śpiewająca kiedyś Agnieszka Chylińska. Publiczność z wielkim entuzjazmem odśpiewała z muzykami ich wielki przebój „Słodkiego Miłego Życia“. Nieco wcześniej, bo w styczniu z kolei swoje 40 urodziny obchodził zespół Kombi, który z tej okazji wydał nowy album. Oprócz nowych utworów na płycie znalazło się koncertowe wykonanie „Słodkiego Miłego Życia“. Może kiedyś powstanie Kombiii? Oczywiście z połączenia Kombi i Kombii. Choć trzeba przyznać, że nikt nie przebije niemieckiej legendy disco Boney M. Dzisiaj jest już pięć takich zespołów.