Małgorzata Rakowiec

Dziennikarka, prezenter Panoramy TVP Gdańsk. Wieloletnia korespondentka Polskiej Agencji Prasowej i Agencji Reuters. Laureatka Ostrego Pióra, nagrody przyznawanej przez Business Centre Club.

Humanitarne jedzenie

Już za chwilę Boże Narodzenie – święta, które obrazuje żłóbek w Betlejem, malutki Jezus, Maryja, Józef i zwierzęta, stojące w zagrodzie. Tak przyszedł na świat Bóg Zbawiciel i ciesząc się z tego - świętujemy (oczywiście dotyczy to tych, którzy świętują :) – nadmieniam tylko, aby przypomnieć o tym sobie w tym przedświątecznym zgiełku i zakupowym szaleństwie, żeby wiedzieć po co to wszystko i jaki ma sens.

Już za chwilę Boże Narodzenie – święta, które obrazuje żłóbek w Betlejem, malutki Jezus, Maryja, Józef i zwierzęta, stojące w zagrodzie. Tak przyszedł na świat Bóg Zbawiciel i ciesząc się z tego - świętujemy (oczywiście dotyczy to tych, którzy świętują :) – nadmieniam tylko, aby przypomnieć o tym sobie w tym przedświątecznym zgiełku i zakupowym szaleństwie, żeby wiedzieć po co to wszystko i jaki ma sens.

Chciałabym jednak tym razem o tych gospodarskich zwierzętach wspomnieć, bo może w wigilijną noc, kiedy ponoć mówią ludzkim głosem, mieć szansę z nimi pewną tezę zweryfikować. Najpierw jednak muszę ją postawić.

Sobota była dniem trudnym. To wtedy jedna z cieszących się życiem kur szła na stracenie. Wiadomo, w niedzielę u babci na wsi musi być rosół. Mniam! Najlepszy na świecie. Bardzo nam, dzieciom, tej kury było żal. Oczywiście przez chwilę, bo dość szybko zajmowały nas nasze ważne, dziecięce sprawy. Ale ta myśl pozostała: jak to jest, że ktoś wkłada tyle serca i wysiłku, po tym jak co rano wstaje, szykuje jedzenie i dogląda tego swojego inwentarza – robi to wszystko, żeby na koniec zwierze znalazło się na talerzu. Drastyczne. Taki mi się długo wydawało.

Na półkach w sklepie szynka elegancko opakowana, a mięso przygotowane – nawet zmielone. Nie trzeba sobie brudzić rąk. Tyle, że od długiego już czasu dociera do nas za sprawą różnych dokumentów i zdjęć to, że te ładne, finalne produkty wieńczą tragiczny los zwierząt służących do masowej produkcji. Specjalizacja – powie ktoś. Fakt, po co wszyscy mamy hodować po 5 kur i prosiaka. Poza tym w mieście byłoby trudno…

Tyle że, o czym wszyscy wiemy, tylko podczas zakupów staramy się to wypierać – takie wyspecjalizowanie hodowli w rzeczywistości jest koszmarem dla tysięcy zwierząt. Nie widzą nieba, nie cieszą się zieloną trawą na łące, nie dłubią w piasku. To jest dopiero smutne. A do tego wszystkie te biznesowe metody skracania czasu dochodzenia przez zwierzęta do najbardziej opłacalnych parametrów, jak najbardziej ekonomiczną metodą. To dopiero jest drastyczne! A do tego szkodliwe, bo co raz więcej jest publikacji mówiących o tym, że takie mięso jest dla człowieka szkodliwe, a nawet trujące! 

To jakiś absurd, tak hodować zwierzęta. Oglądałam ostatnio program o ludziach w Wielkiej Brytanii, którzy porzucili zatłoczony Londyn, by zamieszkać na wsi. I to tak naprawdę. Zaczęli hodować kury i świnki, kilka kaczek i kozę. Prowadzący program zajadał się kolacją przygotowaną przez gospodarzy. Muszę zaznaczyć, że mięsną. Na koniec padło pytanie: – czy tych zwierzaków nie żal, czy są do nich przywiązani? - Oczywiście! Codziennie o nie dbamy, kilka razy dziennie karmimy, doglądamy. I pewnie, że żal, ale taka kolej rzeczy – odpowiedzieli. 

I choć w jednym i drugim przypadku na końcu jest rzeźnia, to myślę, że ważne jest jednak to, jak wygląda środek, czyli życie. Nie tylko zwierząt. Choć ich też.