Arkadiusz Hronowski

od 2001 roku zawiaduje sopockim SPATiF-em. Odpowiada za serwis muzyki niezależnej Soundrive.pl oraz festiwal muzyki alternatywnej Soundrive Fest. Jego ostatnie, najbardziej wyczekiwane dziecko to Klub B90 na terenie Stoczni Gdańskiej. Kolejne dziecko, które przyjdzie na świat niebawem to Browar Gdański Kulturalny. W wolnych chwilach trwoni czas w zespole The Stags, pisząc piosenki tylko miłości.

Dywanowi celebryci

Czerwony dywan, ścianka, paparazzi to chyba najważniejsza część każdej poważnej uroczystości. Dywan prowadzi do ścianki, wzdłuż dywanu za barierkami stoją tłumnie gapie, a na wprost ścianki w pogotowiu czatują paparazzi. Gwiazdy idąc machają do tłumów, rozdają uśmiechy i pozdrawiają. Przy ściance z różnymi napisami obowiązkowo się zatrzymują i tam rozpoczyna się sesja zdjęciowa, by potem cała masa pism, portali, prywatnych osób miała o czym mówić. 

A jest o czym mówić, gdyż gwiazdy się zmieniają, starzeją, lepiej lub gorzej ubierają i w ogóle jakoś zawsze jest się do czego przyczepić. 

„No popatrz jak ta Szapołowska się postarzała. Wiesz, ale jednak ma klasę. A ten małolat to jej facet? A ten Chyra to jakiś niski jest. A kto to jest ten wysoki z brodą?”

Plotkują, krytykują, podziwiają. I tak bez końca. Zastanawiam się co czują ci w końcu nieprzeciętni ludzie. Bo za takich uważam np. uczestników Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. O próżność ich nie posądzam, bo są to w większości ludzie kreujący świetne role, wymagające ogromnego talentu i pracy. Oni chyba muszą przejść te kilkanaście metrów, bo tak wymaga scenariusz i w końcu są głównymi „aktorami” tej imprezy. Stawiam dobre wino, że większość z nich tego nie znosi. 

Co innego celebrytki, celebryci, pogodynki, gwiazdeczki jednego skandalu czy serialu, cizie nadzianych facetów, córeczki i synkowie i tzw. lokalne „państwo”. Dla nich dywany i ścianki powinny być chyba wszędzie, w galeriach handlowych, przed restauracjami, hotelami, a nawet na lotnisku przed odprawą. Oni zawsze pchają się tam częściej, dłużej stoją, a panienki szczerzą ząbki zdecydowanie lepiej. 

Np. pogodynki i ich chłopcy mają do perfekcji opanowane rozdawanie uśmiechów i spojrzeń. W tym fachu Gajos lub Barańska dużo mogliby się od nich uczyć. Rzadko bywam na salonach, gdyż są nudne i sztuczne, ale przede wszystkim nikt mnie na nie zaprasza. Choć czasami mi się zdarza. No byłem kiedyś na „gali” otwarcia pewnej imprezy w Sopocie. Było wszystko, czerwony, dywan, ścianka i paparazzi. Największymi gwiazdami „gali” były dwie pogodynki, jak się później okazało. 

Ktoś pomyśli że zazdroszczę. Otóż miałem okazję wystąpić dwukrotnie na czerwonym dywanie. Raz przez przypadek, wracając chwiejnym krokiem sopockim molo, po bimbowym rejsie z aktorem Buczkowskim, niechcący weszliśmy na jakiś dywan. Nie mieliśmy pojęcia po co on jest i dokąd prowadzi, gdyż byliśmy zajęci rozmową i paleniem fajek. Prowadził on jednak wprost pod dywizjon fotoreporterów czekających na Romana Polańskiego, mającego na plaży oficjalnie otworzyć swoją filmową szafę. Okazało się, że znany reżyser szedł kilkadziesiąt metrów za nami, a my zostaliśmy przez ochronę zgrabnie usunięci z dywanu. 

Drugim razem na czerwonym dywanie zagościłem już jako gość gdyńskiej premiery filmowej przygód znanego inżyniera. Wówczas wspólnie z reżyserem, a także z Leszkiem Możdżerem, którego dłonie i ich kunszt zagrały w filmie, podjechaliśmy strasznie długą limuzyną pod sam dywan. Kiedy wyszliśmy na dywan i zmierzaliśmy w kierunku sali kinowej oczy zdumionych gapiów ujrzały dwóch gości nie wiadomo skąd oraz na szczęście znanego pianistę. Było to dla mnie bardzo żenujące przeżycie, pomimo iż byłem w tzw. „zarządzie” filmu. 

Ale mam też pewne osiągnięcie. Otóż wiele lat temu podczas warszawskiego pokazu mody niejakiego Arkadiusa miałem okazję stać w jednej kolejce do szatni tuż za Elżbietą Penderecką. Strasznie to przeżyłem, bo w końcu to Penderecka. To nie koniec. Po zdaniu futra Pani Elżbiety i mojego płaszczyka wjeżdżaliśmy razem windą na piętro, gdzie odbywał się pokaz. Moje spięcie było jeszcze większe, bo w końcu już nie w długiej kolejce, a w windzie z Penderecką. Otwierają się drzwi windy, a tam ściana fleszy. Tu na szczęście stałem za plecami owej damy i czułem, że nie jest zachwycona tym faktem. Tzn. nie że stałem za jej plecami, a z powodu nachalności fotoreporterów i ściany błyskawic. No ale to inny kaliber i klasa. No i taki ze mnie przypadkowy celebryta dywanowo - windowy.

 
61
10/2015

Od czwartku do niedzieli wstaje w środku nocy po to, by rano przekazywać nam najświeższe informacje z kraju i ze świata.