Małgorzata Rakowiec

Dziennikarka, prezenter Panoramy TVP Gdańsk. Wieloletnia korespondentka Polskiej Agencji Prasowej i Agencji Reuters. Laureatka Ostrego Pióra, nagrody przyznawanej przez Business Centre Club.

Obraza obrazu

Choć nie obejrzał go w Mediolanie nikt – to obraz ten zyskał sławę większą, niż gdyby podziwiały go tysiące. „Ostatnia wieczerza” Macieja  Świeszewskiego miała być ozdobą polskiego pawilonu na wystawie EXPO w Mediolanie, ale nie była, bo, gdy kontener na obraz już czekał, a artysta jechał na lotnisko, to odebrał telefon, że sprawa jest nieaktualna. 

Jak się potem okazało aktualna ponoć nie była też wcześniej, bo Ministerstwo Gospodarki w wysłanym do mediów oświadczeniu tłumaczyło, że nie było żadnej umowy ani zobowiązania do wystawienia tego obrazu w polskim pawilonie we Włoszech. Ciekawe jest jednak to, że choć, ponoć żadnych ustaleń nie było to artyście zaproponowano wysłanie do Mediolanu innej pracy.

Maciej Świeszewski twierdzi, że ma na dowód tego, że jego „Ostatnia wieczerza” miała w Mediolanie się znaleźć, korespondencję mailową, z której jasno wynikają ustalenia. I utrzymuje, że taki nagły zwrot akcji miał być związany z tym, że pracę za obrażającą uczucia religijne uznał wicepremier i minister gospodarki Janusz Piechociński.

Oczywiście tej wersji zaprzecza w oświadczeniu resort, twierdząc, że chodziło o duże rozmiary „Ostatniej wieczerzy”, ale też, uwaga, o to, że tematyka obrazu nie pasuje do tegorocznego hasła EXPO, czyli „Wyżywienie planety, energia dla życia”.  

Z tym argumentem jednak trudno się zgodzić, bo „Ostatnią wieczerzę” można był przecież jak najbardziej połączyć poprzez symboliczne odniesienia z wyżywieniem planety, a i z energią do życia pewnie by się też dość łatwo dało. 

Pomorska wersja „Ostatniej wieczerzy” w mieście, gdzie podziwiać można genialne dzieło Leonarda da Vinci, hymmm... był w tym ciekawy marketingowy pomysł. Nie zależnie od tego, że, nie obrażając prof. Świeszewskiego, którego cenię i szanuję, mogłoby to być brutalne zderzenie. Choć to chyba czytać lepiej, jako swojego rodzaju dowcip. (Niezależnie od tego  koncept, aby apostołami byli pomorscy „celebryci”, przypomina mi historię, o której jakiś czas temu głośno było w mediach, gdy na malowidłach w kościele uwiecznieni zostali lokalni politycy i działacze). 

Tyle, że w tej sprawie chodzi przede wszystkim o to, jak załatwia się sprawę. Rodzi się pytanie, jak głęboko była przemyślana ekspozycja polska na EXPO, skoro można było w trybie pilnym wycofywać obraz, który, z tytułu choćby swoich rozmiarów (dziewięć metrów na pięć) miał być jej istotnym elementem. 

Jeśli są mailowe ustalenia, to jak Ministerstwo Gospodarki może mówić, że nie było zobowiązań?

A jeśli faktycznie chodzi o obrazę uczuć religijnych, to chyba jednak lepiej, odważnie się do tego się przyznać. Dobrze, że z Pomorza do Mediolanu pojechało dużo produktów regionalnych i chociaż wieczerzy nie było, to wyżywić planetę się udało.

 
57
06/2015

Do lata pozostało już niewiele czasu. Pewnie każdy z nas marzy o tym, by na plaży móc się pochwalić zgrabną sylwetką.