Małgorzata Rakowiec

Dziennikarka, prezenter Panoramy TVP Gdańsk. Wieloletnia korespondentka Polskiej Agencji Prasowej i Agencji Reuters. Laureatka Ostrego Pióra, nagrody przyznawanej przez Business Centre Club.

Stare, czyli jare

Ciekawe czy Państwo też tak macie? (Pewnie bardziej Panie niż Panowie) Leży w szafie bluzka, całkiem dobra, szkoda wyrzucić, taka w stylu: zawsze modna, nie zniszczona, parę razy założona, ale jakoś tak rzucona w kąt. Leży i leży. Raz po prawej stronie, raz po lewej, aż w końcu decyduje: trzeba się pozbyć.

Ciekawe czy Państwo też tak macie? (Pewnie bardziej Panie niż Panowie) Leży w szafie bluzka, całkiem dobra, szkoda wyrzucić, taka w stylu: zawsze modna, nie zniszczona, parę razy założona, ale jakoś tak rzucona w kąt. Leży i leży. Raz po prawej stronie, raz po lewej, aż w końcu decyduje: trzeba się pozbyć.

Jakiś tydzień później, ważne spotkanie. Szykuje się i – masz ci los. Bluzka, której się pozbyłam – pasowałaby idealnie. Niestety. Nie ma jej i nie będzie. I pewnie tego żalu nie można porównywać do dużo bardziej sentymentalnego odczucia, jakie odczuwa wielu (ja również) oglądając stare zdjęcia i filmy ulubionego miasta, jak wyglądało np. zanim zniszczyli je „wyzwalający”. 

Za każdym razem, gdy oglądam brytyjskie programy dotyczące nieruchomości czuję ukłucie zazdrości. – „A oto dom, którego najstarsza część powstała w XVII wieku, został wprawdzie 5 lat temu wyremontowany, ale tutaj widzą Państwo oryginalną podłogę i belki”. W takim domu mieszka sobie rodzina, jakby nigdy nic je sobie śniadanie, robi pranie, czyta książki i ma słodkie sny. A do tego wiekowe elementy szanuje i pielęgnuje. Też tak chcę!

 Oczywiście „Wyspiarze” nie musieli odpierać frontu najpierw z lewej, potem z prawej strony, wojskowe ciężkie buty nie rozdeptały ich ziemi w takim stopniu, jak naszej, ich granice tak się nie przesuwały i nie znikały, jak nasze. Tyle, że u nas, jak już coś udało się zachować, jak udało się temu czemuś przetrwać przez trudne lata i wytrzymać wichry wojny – pada często teraz, bo jeden, ten, co teoretycznie ma tego pilnować stwierdza, że jak coś ma sto lat – to jest stare. I zniszczone. I trzeba by to było remontować. Bo ten drugi – potrzebuje tu interes zrobić. A przedsiębiorców i przedsiębiorczość – trzeba wspierać. Konkretny przedsiębiorca.

Gdyby tak w Wielkiej Brytanii jakieś 200 lat temu wyszli z takiego samego założenia, to teraz zamiast przepięknych wiosek z dachami ze strzechy i charakterystycznymi belkami – mielibyśmy domy bez charakteru i ludzi, którzy bez pietyzmu podchodziliby do rzeczy, które mają swoją historię. I nie chodzi mi wcale o to, żeby kopiować to co było (kopia to kopia), ani o to, by nie powstawały supernowoczesne rzeczy. Jestem fanką nowoczesnej architektury! 

Wielka Brytania to świetny przykład pokazujący, że stare może współistnieć z super nowoczesnym, a szkło pasuje do kilkusetletnich murów. Tyle, że aby realizować takie projekty potrzeba na dzień dobry dwóch rzeczy: nie mieć kompleksów i stawiać wysokie wymagania. I sobie, ale przede wszystkim innym. Inwestorom, którzy przychodzą i proszą o zmianę planu zagospodarowania przestrzennego, tak aby między blokami była nie ośmio, a sześciometrowa droga, a wysokość budynków nie 4, a 5 kondygnacji, ale najpierw jeszcze jakby można było wykreślić z rejestru zabytków te budynki, co to już takie zniszczone są – trzeba umieć powiedzieć „nie”. Albo: dodatkowa kondygnacja możliwa, ale pod warunkiem, że adaptacja będzie.

Różnica pomiędzy bluzką, którą się oddaje, bo w szafie przeszkadza, a starymi murami jest taka, że bluzka ma dużo mniejszą szanse, aby świadczyć o historii. A do tego podobną można kupić, jak się okaże, że nam takiej brakuje.