Michał Stankiewicz

Zaczynał w Gazecie Wyborczej, a od 1999 r. dziennikarz „Rzeczpospolitej“. Od kilku lat związany też z TVN. Laureat wielu ogólnopolskich nagród, m.in. „Watergate“ Zarządu Głównego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich oraz Fundacji Batorego. Dwukrotnie nominowany do Grand Press, a ostatnio do Mediatorów. Pasjonat tenisa, dobrej muzyki oraz... psów rasy bokser. Założyciel i wydawca Prestiżu.

Krzywym Okiem

Wiosna rozkwita, a wraz z nią zaczyna się sezon gastronomiczny. Dotyczy to rzecz jasna gastronomii ogródkowej i miejsc szczególnie chętnie odwiedzanych przez turystów. Epicentrum to oczywiście Sopot i „Monciak“, symbol rozrywki nie tylko w Trójmiescie, ale w całym kraju. Nieformalna klubowa stolica Polski. Jest więc o co walczyć, mam tutaj na myśli przedsiębiorców.

 

Ostatnio wybuchła awantura o pewien lokal, który do niedawna mieścił się przy ulicy Grunwaldzkiej. W menu m.in.: biała wódka, piwo, tatar, żurek. Niskie ceny. Wnętrze schludne i przyjemne, klientela od młodzieży po dojrzałych bywalców. Lokal otwarty był jak inne - w tygodniu krócej, a w weekendy do rana. Do czasu aż wygasła mu koncesja na sprzedaż alkoholu. Nowej nie dostał, bo nie chciała tego wspólnota mieszkaniowa. Powód –  skargi mieszkańców na hałas. Teraz właściciele przenieśli go na ulicę Haffnera, w miejsce po innym lokalu i w pobliżu kolejnych. Ale otworzyć się nie udało, bo miasto nie zgodziło się na sprzedaż w nim alkoholu. „Niestety, doświadczenie pokazuje, że wokół tego typu lokali trudno jest utrzymać porządek“ – wyjaśniła na łamach trójmiasto.pl Magdalena Jachim, rzecznik sopockiego magistratu.

 

Miałem okazję wielokrotnie mieszkać nad tym lokalem. I owszem - słychać było odgłosy ulicy, rozmowy ludzi, a czasem krzyki.  Podobnie jak w każdym innym miejscu wokół Monciaka. No może za wyjątkiem okolic Krzywego Domku, bo to zdecydowanie najgłośniejsze miejsce w nocy. Tętni życiem, zdarza się też, że ludzie tam słabną, potykają się, a czasem i mają torsje. Na ławeczkach siadają sobie dziewczęta i popijają coca - colę z plastikowych butelek (co pewien czas huhając).

 

Paradoksalnie to właśnie jest sąsiedztwo nowej lokalizacji owego pechowego lokalu. W czym więc rzecz? Może chodzi o wystrój i styl nie pasujący do Monciaka? Być może. Bo faktycznie nowy bar nijak nie pasuje do eleganckich kebabów, ani wytwornych sklepów spożywczych. Nie pasuje też do nowej, niezwykle gustownej i stylowej - elewacji banku symbolizującej fale.

A może to konsekwencja zapowiedzi walki o trzeźwość prezydenta Jacka Karnowskiego? 

 

W trakcie październikowych Wielkich Połowinek Trójmiasta policja odnotowała kilkadziesiąt interwencji wobec nietrzeźwych osób. Zarzut rozpijania młodzieży padł na kluby, ale te odparły go tłumacząc, że młodzież kupowała alkohol przede wszystkim w sklepach monopolowych. I prezydent zapowiedział zmniejszenie koncesji dla sklepów monopolowych.

 

Tymczasem tuż obok niedoszłego lokalu ruszył właśnie nowy, całodobowy sklep z alkoholem. Prześliczny. Stylizowany na więzienie, zaprasza jasnym, białym światłem już z daleka. 

Żeby było jasne. Nie chodzi o obronę konkretnego lokalu, ale równość wobec prawa i przejrzystość wydawanych decyzji. O pewną logikę. Koncesja powinna być wydawana niejako z automatu po spełnieniu prawnych wymogów. A dopiero odebranie jej powinno odbywać się na podstawie konkretnych przewinień. 

 

Wniosek? Na trzeźwo chyba trudno to będzie wszystko ogarnąć...

55
04/2015

Muza Warlikowskiego i Jarzyny, aktorka Nowego Teatru i jedna z najwybitniejszych polskich aktorek.