Małgorzata Rakowiec

Dziennikarka, prezenter Panoramy TVP Gdańsk. Wieloletnia korespondentka Polskiej Agencji Prasowej i Agencji Reuters. Laureatka Ostrego Pióra, nagrody przyznawanej przez Business Centre Club.

Wybierzmy sobie króla

Po niemożliwości zliczenia głosów, niedziałającym systemie, ogromie nieważnych głosów, dyskusjom, ile nieprawidłowości jeszcze potrzeba i co by musiało się jeszcze stać, żeby uznać wybory za nieważne, mamy na pewno tego obywatelskiego obowiązku dość. Wybory samorządowe, uważane przez lata za najmniej emocjonujące, na pewno po wydarzeniach z listopada 2014 roku już nigdy nie będą uważane za nudne.

To jest jeden ogólny wniosek, ale są też bardziej szczegółowe. Do tej pory powszechnie uważało się, że trudno jest dokonać zmiany na stanowisku prezydenta miasta, który rządzi już kolejną kadencję. A tu proszę – zaskoczenie. Znalazły się takie miejsca, gdzie wydawać by się mogło pewny pozostania na stanowisku, w powyborczy poniedziałkowy poranek musiał przyjść do gabinetu spakować swoje rzeczy. W niektórych przypadkach choć udało się stanowisko utrzymać, to kontrkandydat stracha i kandydatowi i jego otoczeniu dużego napędził.

Te wybory pokazały, że odwiecznie panujący nie mogą już spać spokojnie, bo jeśli nawet przepisy się nie zmienią, to i tak realny jest scenariusz, że ze stanowiskiem się pożegnają. To powinno mobilizować. Mam nadzieje, że do lepszej pracy, a nie do lepszego public relations.

Czy w związku z tą tendencją i w związku z wyborczym zamieszaniem ucichnie dyskusja o kadencyjności samorządowców? Jedni twierdzą, że jak ktoś rządzi dobrze – oczywiście według większości mieszkańców, to dlaczego zastępować go kimś innym. Drudzy uważają, że przez lata rządzenia tworzy się sieć powiązań, która deprawuje władzę, nawet jeśli mieszkańcy tego nie dostrzegają. Ta sieć się rozrasta i jest z każdym rokiem rządzenia coraz bardziej rozległa, a tworzący ją, popierający funkcjonujący układ, zrobią wiele, żeby go utrzymać.

Jeśliby jednak okazało się, że na taką dyskusję i na zmiany politycy się nie zdecydują to proponuję rozwiązanie radykalne. Zamiast prezydentów wybierzmy monarchę! Przecież i tak rządzący rządzą latami. Nie jeden król tyle nie siedział na tronie. A o własność dba się często dużo, dużo lepiej. Jak moje, to nie dam rozkraść, naciągnąć i wykorzystać. Będę o swoje walczył i zabiegał. Starał się zrobić piękne. Wydawał majątek z rozmysłem. Do tego, i to może być najmocniejszy argument mobilizujący – po mnie będzie rządził nie mój polityczny wróg lecz syn albo córka. Jakie dziedzicowi królestwo zostawię?

51
12/2014

Kilkuletnie dziecko prosi cię o zabawę w berka. Odmawiasz, bo wiesz, że złapiesz zadyszkę i będzie wstyd przed dzieciakiem.