Małgorzata Rakowiec

Dziennikarka, prezenter Panoramy TVP Gdańsk. Wieloletnia korespondentka Polskiej Agencji Prasowej i Agencji Reuters. Laureatka Ostrego Pióra, nagrody przyznawanej przez Business Centre Club.

Podpalacze bez sensu

Mieliśmy rajd po zatłoczonym „Monciaku”, za nami też noc płonących samochodów. A wcześniej takie trudne do wyjaśnienia, bulwersujące zdarzenia, jak pobicia o 6 rano przypadkowych przechodniów, w tym skopanie idącej do pracy urzędniczki na ulicy Partyzantów w Gdańsku.

Co się dzieje? – takie pytanie ciśnie się na usta. Mamy w ostatnim czasie do czynienia z historiami, które zmuszają do rewizji spojrzenia na agresywne zachowania. Wydaje się, że taką rewizję powinni przeprowadzić nie tylko obywatele, którzy ataku spodziewać się mogą już nie tylko w ciemnej uliczce, odludnym miejscu, czy niebezpiecznym zaułku. Rozjechani możemy zostać na zamkniętej dla ruchu ulicy Monte Cassino, a jadąc na rowerze w słoneczny poranek w środku tygodnia należałoby wziąć pod uwagę, że ktoś może zaserwować nam kopniaka, w wyniku którego człowiek upada na jezdnię i łamie szczękę, a napastnik oddala się, jakby nigdy nic.

Dobrze by było, aby do takiej rewizji zasiadły służby, które powinny czuwać nad naszym bezpieczeństwem. Warto, by były przygotowane na sytuacje, które wydają się irracjonalne, pozbawione sensu, jeśli można mówić o sensie takich zachowań. W starych kryminałach mówiło się, że kluczowy jest motyw – teraz okazuje się, że motywem bywa „nie wiem”, „nie potrafię tego wyjaśnić”, „coś we mnie wstąpiło”.

Po rajdzie po „Monciaku” mieliśmy serię publicznie zadawanych pytań, dlaczego policja tak późno zareagowała na sytuację? Jak mogło dojść do sytuacji, w której kierowca wjeżdża na główny spacerowy trakt, wypełniony tłumem ludzi i tym deptakiem jedzie w jedną stronę, po czym zawraca i w drodze powrotnej tratuje ludzi? Mogę sobie wyobrazić, że funkcjonariusze nie reagowali, bo im to co się stało, nie przyszło do głowy!

Po nocy płonących samochodów w Gdańsku też pojawia się wątpliwość. Jak to się stało, że ktoś idzie przez miasto (miejscami objęte monitoringiem) – idzie i podpala samochody. Nie jeden, nie dwa – ale 20! To wszystko zajmuje mu prawie trzy godziny. Strażacy dostali pierwsze zgłoszenie o godz. 0:44, a ostatnie o godz. 3:28.

Co robiły służby po pierwszych zgłoszeniach? Czy ktoś założył, że mamy do czynienia z atakiem seryjnego podpalacza, który pójdzie na rekord i próbował pokrzyżować mu plany? Podejrzanego udało się złapać około 7 rano, miał przyznać się do winy. Dlaczego to zrobił? Nie jest na razie jasne.

 

Małgorzata Rakowiec

 
48
09/2014

Jedna z najbarwniejszych i najciekawszych postaci trójmiejskiej kultury.