Naturalny fenomen

Natura niezwykle hojnie obdarzyła pełną słońca Turcję swoimi cudami. Wśród licznych niesamowitości, pozostawiła tu miejsce uznawane za jedno z piękniejszych na ziemi, gdzie błękit miesza się z bielą, tworząc jedność z malowniczymi ruinami przeszłości. Całość wydaje się bajkowa, wręcz nierealna.

Z daleka olśniewające białością Pamukkale jednym przypominają zamarzniętą Antarktydę, innym górę usypaną z puszystych kłaczków waty czy bawełny. Jedno jest jednak pewne - białe, zastygłe kaskady skalne to prawdziwy cud natury i perełka tureckiej ziemi. Niezwykła uroda tego miejsca od wieków przyciąga, zaskakuje i zachwyca. Czy można się dziwić powiedzeniu - "kto nie widział Pamukkale ten nie widział Turcji wcale?" Coś w tym musi być, bo ci, którzy tu dotarli, na daleki plan zsuwają piękne miejscowe plaże i nawet wszechobecne słońce.

 

BIAŁO JAK W… ZAMKU

To jedna z wizytówek Turcji. Fotografie „Bawełnianego Zamku” znajdują się w niemal wszystkich przewodnikach i folderach reklamujących kraj. Nie ma się co dziwić - obrazek to istotnie magiczny, wręcz bajkowy. Jego niezwykła uroda wciąż przyciąga, zaskakuje i zachwyca. Jedno też jest pewne - w znajdującym się kilkanaście kilometrów od miasta Denizili "Bawełnianym Zamku", nic nie jest przereklamowane. Wielu odwiedzających to miejsce przysiada i z czułością dotyka skalnych załomów, jakby chcąc sprawdzić, czy to miejsce naprawdę istnieje.

Dlaczego bawełniany? Na nazwę składają się dwa słowa - "pamuk" to po turecku bawełna, "kale" - zamek i jest to nawiązanie do koloru i faktury produkowanej w okolicach, w dużych ilościach bawełny. Biel skalnych tarasów aż bije po oczach. Z nią kontrastuje turkus spływającej z góry wody. Proces tworzenia tego cudu natury trwa nieprzerwanie od 14 tysięcy lat. Pamukkale znajdują się na styku dwóch płyt tektonicznych, jest to więc teren sejsmicznie aktywny. To dlatego z głębi ziemi mogą wybijać gorące źródła, mające około 35 stopni Celsjusza. 

Bogata w związki wapnia i dwutlenek węgla woda tworzy dookoła naturalne kąpielisko. Łącznie bije tu 17 gorących źródeł. Trawertynowe zbocze i tarasy powstawały i wciąż powstają dzięki osadzaniu się wapnia z wysoko zmineralizowanych źródeł. Stworzyły fantastyczne, jakby zamrożone kaskady. Wydajność wód jest tak duża, że nalot potrafi się podwyższać nawet o 1 mm rocznie na całej powierzchni zbocza góry, czyli na 5 km kw. 

 

NATURA POD OCHRONĄ

Przez tysiące lat wszystkie tarasy były wypełnione wodą mineralną wydobywającą się z tutejszych gorących źródeł. Do czasu, gdy w latach 70. ubiegłego wieku  na szczycie malowniczego zbocza wybudowano kilka hoteli termalnych. Woda zamiast zasilać tarasy, zaczęła trafiać do hotelowych basenów. Z biegiem czasu naturalne budowle ulegały coraz większej degradacji. Na szczęście zdołano powstrzymać to destrukcyjne działanie człowieka. Rząd turecki podjął decyzję o wyburzeniu większości hoteli, pozostawiając tylko jeden z nich. Zachowano też jeden basen dostępny dla zwiedzających. W porę podjęto też starania odtworzenia stanu sprzed okresu istnienia turystycznych molochów. Dzięki temu cud natury został uratowany.

Obecnie cały teren został objęty ochroną poprzez utworzenie Parku Narodowego. Co więcej w 1988 roku UNESCO zdecydowało się na objęcie swoim patronatem białych niczym śnieg tarasów.

Dopóki panowała tu turystyczna "wolna amerykanka", dozwolone było chodzenie po całej powierzchni tarasów i kąpanie się do woli w stworzonych przez naturę basenach z gorącą wodą. Kilkanaście lat temu wprowadzono tu wiele ograniczeń. Spacerować można w dół, wzdłuż spływającej rytmicznie po wapieniach wody i wyłącznie wyznaczonymi trasami, odkrywając naturalne półki, stalaktyty i płytkie baseny, w których woda nawet w upalne dni jest cieplejsza od powietrza. Spacer możliwy jest wyłącznie bez obuwia. Być może to lepiej, bo dzięki temu w pełni czuć ciepło termalnej wody. Po wyjściu zaś stopy pokryte są białym, wapiennym nalotem.

 

W POSZUKIWANIU MŁODOŚCI

Chyba każdy, kto odwiedza to miejsce zna historię o tym, że kąpiel w zgromadzonej w tarasach wodzie czyni cuda. Dziś dowiedziono, że istotnie wpływa ona korzystnie na stan zdrowia i przynosi ulgę, szczególnie tym cierpiącym na reumatyzm. Dawniej mówiono, że zanurzone w lazurowej cieczy ciało staje się młodsze. O ile lat? Tego nie wie nikt... Trzeba spróbować i sprawdzić na własnej skórze. Coś jednak musi być na rzeczy, skoro już w czasach starożytnych mieściło się tu rzymskie sanatorium, a w zasadzie kurort o nazwie Hierapolis. Ale o tym za chwilę. 

Wieki temu doceniano uzdrawiającą moc termalnej wody i już wtedy nie brakowało głosów, że przy okazji upiększała. Do dziś żywa jest legenda, jaką można tu usłyszeć od okolicznych mieszkańców. Opowiadają o dziewczynie z dalekim od ideału wyglądem. Nie była urodziwa, więc nie mogła liczyć na znalezienie kawalera i tym samym zamążpójście. Zakompleksione dziewczę w rozpaczy postanowiło popełnić samobójstwo, rzucając się z wapiennych skał do wody. Spadła, ale nie umarła. Na jakiś czas straciła przytomność, unosząc się na powierzchni wody. Fale długo obmywały jej twarz, dzięki czemu zamieniła się w piękność. Nieprzytomną dziewczynę znalazł wracający z polowania książę i - jak to bywa w bajkach - natychmiast się w niej zakochał.

 

STAROŻYTNE WIERZENIA

Ile wspólnego ma legenda z rzeczywistością, może dziś sprawdzić każdy. Wystarczy popluskać się w ciepłej wodzie Basenu Kleopatry. Otoczony krzewami oleandrów wygląda bardzo urokliwie. Według kolejnej legendy słynąca z urody królowa Egiptu uwielbiała tu zażywać kąpieli. Podobno regularnie przyjeżdżała na zabiegi uzdrowiskowe, a po każdej kąpieli w tym basenie młodniała. Bajka? Być może. Jednego jednak możemy być pewni - mamy tu chyba jedyną okazję na świecie, by wykąpać się w basenie z zatopionymi w nim autentycznymi starożytnymi kolumnami, łukami, kawałkami portali. Kto wie, czy nie pamiętają czasów samej Kleopatry? Tak czy inaczej płynąc trzeba uważać, by nie zrobić sobie krzywdy.

Trawertyny to nazwa nadana wapiennym tarasom przez starożytnych Rzymian. Jednak nie tylko te cuda natury warto obejrzeć w Pamukkale. Kto nie odczuwa potrzeby, by w cudownej wodzie stracić kilka lat, może zwiedzić miejsce, które zbudowała nie natura, a człowiek. Romantyczne ruiny starożytnego miasta - uzdrowiska Hierapolis położone nieopodal, pozwalają poczuć orientalną atmosferę na własnej skórze. Znajdziemy je nieco powyżej Pamukkale. To pozostałości powstałego w II wieku p.n.e. Hierapolis, do którego przybywali starożytni Rzymianie, a później Bizantyjczycy, aby podratować swoje zdrowie. Tym, co można zobaczyć tu jeszcze dziś, będą zachwyceni nie tylko miłośnicy antycznej historii. Miasto dedykowane było kobiecie o imieniu Hiera, żonie legendarnego założyciela królestwa Pergamonu obejmującego również i te tereny. 

 

MATKA ZIEMIA

Nie była to jednak pierwsza osada, która powstała w okolicach wód termalnych. Od tysięcy lat coś przyciągały tu ludy zamieszkujące Azję Mniejszą. W tym niesamowitym miejscu, stworzonym ręką natury, oddawano kult matce ziemi. Obecnie można zobaczyć tu ruiny łaźni z III w.n.e. kaplicę, tutejszy odpowiednik agory i ruiny trzynawowej bazyliki bizantyjskiej. Wielkie wrażenie robi dobrze zachowany teatr, który mieścił około 20 tys. widzów. 

Jest tu też największa w Anatolii starożytna nekropolia. Zespół grobowców to nie tylko miejsca pochówku dawnych mieszkańców tych ziem, ale też osób, które przybyły do uzdrowiska ze zbyt poważną chorobą jak na możliwości wód termalnych i zmarły jeszcze w czasie pobytu w Hierapolis. Niektóre starożytne grobowce "zatopione" są już w wapiennym, białym osadzie. Tak natura osaczyła historię.