Małgorzata Rakowiec

Dziennikarka, prezenter Panoramy TVP Gdańsk. Wieloletnia korespondentka Polskiej Agencji Prasowej i Agencji Reuters. Laureatka Ostrego Pióra, nagrody przyznawanej przez Business Centre Club.

Partia rządzi, partia radzi - partia trzyma cię przy władzy

Stawiam tezę: miasta, miasteczka, czy wsie, gdzie u władzy są ludzie związani z partiami politycznymi coraz częściej natrafiają na konflikt interesów, który polega na tym, że muszą wybierać: czy podpaść władzom partii, ale działać w interesie gminy (mieszkańców), czy nie narazić się „górze”, choć ze szkodą dla „dołów”.

Dowód: gminy są obarczane coraz to nowymi zadaniami, na które muszą szukać pieniędzy, bo te przekazywane z budżetu centralnego nie zapewniają finansowania. Służba zdrowia, edukacja, wspieranie rodziny i pieczy zastępczej, pomoc społeczna, zapewnienie oświetlenia dróg itp., itd.

Lista obowiązków rośnie, ale to nie wszystko, bo jest już atak i z drugiej strony. Widać już jak wyciąga się centralnej ręka, która położona zostanie na dochodach samorządów. Teraz na zyski z fotoradarów. Nie mają już trafiać do kasy gmin, a do budżetu państwa. Dla poprawy bezpieczeństwa? Raczej pod pretekstem poprawy bezpieczeństwa. Przeciwko tej zmianie nie będą raczej protestowali kierowcy – co to dla nich za różnica, gdzie trafią pieniądze z ich mandatu. I tak są wystarczająco źli (to może być eufemizm – chyba częściej raczej wściekli), że byłoby wymaganiem od nich zbytniego bohaterstwa oczekiwanie, że zaangażują się w debatę, kto lepiej wyda ich kasę.

Logika obecnych przepisów polega na tym, że jeśli kierowcy popełniają wykroczenie na terenie jakiejś gminy, to do tej gminy trafiają pieniądze z tytułu kary. Jest jednak warunek określony, który nakazuje, aby lokalni samorządowcy wykorzystywali zdobyte w ten sposób środki na rozwój infrastruktury. Oczywiście, można próbować wykazać, że w niektórych miejscach fotoradary stawiane były tylko po to, aby złapać kierowców i zdobyć kasę. Tyle, że aby wystawić mandat przewinienie musiało zostać popełnione.

Jednak nie dyskutujemy o rządowym pomyśle likwidacji mandatów, a tylko o tym, kto zarobi na tych właśnie mandatach. I w odróżnieniu od lamentów podnoszonych w różnych sytuacjach, gdy koś chce komuś zabrać pieniądze, w tym przypadku głos, gdzieś z dalekiego regionu może być zupełnie niesłyszany. Bo spośród setek samorządowców, ilu mocnym i silnym głosem się postawi? Który z którym stworzy wspólny front? Ilu będzie walczyło o to, aby nie uszczuplać lokalnej kasy? Przecież idą wybory samorządowe. Listy jeszcze nie gotowe. Kto kogo na jaką pozycję wystawi? Kogo partia zarekomenduje? Kto będzie rządził dalej? Czy faktycznie zdecydują wyborcy?

Małgorzata Rakowiec

 
41
02/2014

Mogłam zapytać o dzieląca ich różnicę wieku (bo to chyba najpopularniejszy temat wywiadów z tą niezwykłą parą) i tego konsekwencje.