Małgorzata Rakowiec

Dziennikarka, prezenter Panoramy TVP Gdańsk. Wieloletnia korespondentka Polskiej Agencji Prasowej i Agencji Reuters. Laureatka Ostrego Pióra, nagrody przyznawanej przez Business Centre Club.

Zły czas na dobrą informację

Kto by przypuszczał, że taka sobie informacja wywoła tyle emocji? Co się a stało, że coś, co w innym momencie przeszłoby bez echa, zyskało taki rozgłos?

Gdańska spółka LPP, z główną siedzibą przy ulicy Łąkowej 39/44. Największa polska sieć odzieżowa, która od ponad 15 lat projektuje, produkuje i sprzedaje swoje towary do 12 państw Europy Środkowej i Wschodniej, m.in. do Rosji. Ubiegły rok, z punktu widzenia wyników finansowych, może na pewno zaliczyć do udanych. Gorzej, jeśli chodzi o wizerunek. 

Wigilia, komunikat notowanej na giełdzie firmy, informujący o tym, że przenosi prawa do swoich marek Reserved, House i Mohito do spółek na Cyprze i w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Gorący przedświąteczny czas, szykujemy pierogi, barszcz i makowce – kogo obchodzi, że podobnie, jak to robią niemal wszystkie międzynarodowe koncerny, gdańska spółka szuka podatkowych oszczędności?

A jednak. Ruszyła lawina. Głównie w mediach społecznościowych, a po nich w mediach tradycyjnych. Na Facebooku w ciągu kilku dni powstał fanpage  "Reserved: nie kupuję u oszustów podatkowych", który po czterech dniach miał już prawie osiem tysięcy fanów, a ich liczba cały czas rosła – do momentu, aż LPP przez swoich prawników zablokowała bojkot zarzucając bezprawne używanie marki. 

Pojawiły się komentarze, oprócz tych oburzonych, którzy deklarowali, że już nigdy kupować w sieciach LPP nie będą, także specjalistów i dziennikarzy. Po pierwsze, że tak robi wielu, cała konkurencja, że bez tego trudno się rozwijać, że różne opłaty i podatki trafiają do budżetu i Gdańska i państwa, że to zgodne z prawem. Po drugie, że nienawiść do firmy, to efekt zazdrości i „złegożyczenia” Polaków. Najsłabiej walczyła o swoje sama firma. Ciekawe, czy efektem, nie będzie to, że LPP i jej marki, zaczną być uważana za „niemodne” we własnym kraju?

Ale skąd ten atak? Szukając odpowiedzi na to pytanie, proponuję sięgnąć kilka miesięcy wstecz. Do maja 2013 roku. Wtedy na jaw wychodzi, że w gruzach fabryki odzieżowej Rana Plaza, która zawaliła się 24 kwietnia tegoż roku, grzebiąc 1127 pracowników, znaleziono metki marki Cropp – jednej z należących do LPP. 

To wtedy właśnie pojawiły się pierwsze, bardzo negatywne komentarze. I wcale nie wiadomo, czy oburzeni wtedy, to są ci oburzeni teraz. Jest jednak tak, że, czasem nie pamiętając dlaczego, czegoś lub kogoś nie lubimy. A o raz straconą przyjaźń może być bardzo trudno.

Co zrobi LPP – sprawa LPP. Jest z tego jednak nauka dla wszystkich – po pierwsze kryzys, w komunikacji, ma to do siebie, że jest jak kula śnieżna. Jak się toczy to trudno zatrzymać. Jest też jeszcze jedna – polskie prawo pozwala na szukanie oszczędności podatkowych – poprzez Cypr i Emiraty Arabskie. Dzięki LPP schemat został upubliczniony. To nic, tylko korzystać.

 

Małgorzata Rakowiec