Jakub Jakubowski

Od naczelnego

Nowy rok to zazwyczaj czas planów, postanowień i podsumowań. Nie inaczej jest w moim przypadku. Jakieś tam plany mam, postanowienia również, ale w przyszłość patrzę z trwogą. Trwoga nie bierze się z powietrza, a z obserwacji rzeczywistości. A ta rzeczywistość nas nie rozpieszcza, nie napawa optymizmem. Mam wręcz wrażenie, że jako społeczeństwo lecimy na łeb na szyję po równi pochyłej.

Mógłbym tutaj wbijać szpile niemal każdemu, wytykać w nieskończoność nikczemność, degrengoladę, głupotę, zdziczenie obyczajów, znieczulicę, cynizm. Nazbierało się tego w minionym roku aż nadto. Także w mojej branży. Kiedyś dziennikarstwo było zawodem elitarnym, zawodem, za którym szło poczucie odpowiedzialności i misji. Dzisiaj odpowiedzialność za słowo prawie wszyscy mają wiadomo gdzie, zamiast elity mamy szambo, a w nim już dawno została utopiona misja.

Z tym szambem to nie przesada. Całkiem niedawno wszedłem na portal, z którego zazwyczaj czerpię informacje. I co widzę? Zdjęcie jakiejś tlenionej blondyny, której twarz wyrażała tęsknotę za myślą minioną bezpowrotnie i wielki nagłówek – Ania z Warsaw Shore nie może zrobić kupy!

Spadłem z krzesła. Właśnie się dowiedziałem, że narodził się w mediach nowy trend polegający na promowaniu totalnych idiotek i debili, którym tylko w głowie imprezy, pijaństwo, kopulacja z kimkolwiek i gdziekolwiek. Pełna patologia, która codziennie atakuje nas z wiodących mediów. Szok i niedowierzanie.

Inny przykład. Trochę wyższe sfery. Bracia Karnowscy, nazywający siebie dziennikarzami prawicowymi. Kiedyś byli to naprawdę dobrzy dziennikarze. Dzisiaj to po prostu dziennikarskie karły moralne. Wybitnego dziennikarza Andrzeja Turskiego oskarżyli o prowadzenie programu w stanie upojenia alkoholowego. A przecież nie było tajemnicą, że człowiek jest śmiertelnie chory. Nawet nie mógł się bronić, bo akurat leżał w szpitalu. Już z niego nie wyszedł, zmarł 31 grudnia. Karnowskich nie stać było nawet na spuszczenie głowy, o słowie przepraszam nie mówiąc.

Z drugiej strony w swoim tygodniku "W Sieci" bracia wychwalają pod niebiosa posła Kaczmarka, znanego jako Agent Tomek. Nasz rodzimy Bondzik zasłynął ostatnio z próby zaprzyjaźnienia się z mężem swojej kochanki, a pomóc miało mu w tym krzesło skierowane w czoło mężczyzny odartego z godności. Ostatnio zaś wyszło na jaw, że Kaczmarek jest zaprzyjaźniony z bandą czerpiącą korzyści z nierządu, a z szefową grupy tworzył przez kilka lat dobrze rozumiejącą się parę. Tak na marginesie, mandat poselski dla tego pana, nie wystawia polskiemu społeczeństwu najlepszego świadectwa.

No, ale takich pomyłek poselskich jest całe mnóstwo. Trochę dziwnych przypadków się objawiło w minionym roku. Nawalony jak szpadel poseł Wipler kopiący policjantkę, niezamężna i bezdzietna posłanka Krystyna Pawłowicz zasiadająca na nieformalnym tronie Królowej Moralności i Życiowej Mądrości, jak z rękawa sypiąca prawdami objawionymi, poseł Hoffman, przykładny mąż i ojciec, chcący pokazać swoje rzekomo "wielkie ego" koleżance, poseł Niesiołowski, który przypomniał wszystkim znaczenie zwrotu "spadaj na szczaw". Jakby tego było mało, całkiem niedawno wybuchła afera z posłem Piotrem Szeligą, który padł ofiarą szantażu, po tym, jak spotkał się z prostytutką. Poseł się broni, że była to prowokacja, prostytutka twierdzi, że spotykała się z nim wcześniej, a pikanterii dodaje fakt, że do tej pory facet uchodził za przykładnego męża, ojca i katolika. Ot, taka to brazylijska telenowela.

Zażenowanie towarzyszy mi także, gdy słucham debaty o tym, jak radzić sobie z pijanymi kierowcami, których jest coraz więcej i którzy zabijają coraz więcej ludzi. Po ostatniej tragedii w Kamieniu Pomorskim premier znalazł cudowny sposób... każdy samochód ma być wyposażony w alkomat.

Zawsze, gdy myślę o tych absurdach i znajduję chwilę na refleksję nad tym, co się dzieje z nami, ze światem, przypomina mi się słynne pytanie do Donalda Tuska – jak żyć panie premierze? To pytanie notabene ktoś napisał na ścianie łazienki w sopockim Spatifie. Wiecie jaką ktoś dopisał odpowiedź? KRÓTKO! 

Happy New Year! Always look on the bright side of life.

 

Jakub Jakubowski

40
01/2014

Parafrazując słowa króla Francji, Ludwika XIV „państwo to ja”, Zbigniew Gutkowski mógłby z czystym sumieniem powiedzieć o sobie „polskie żeglarstwo oceaniczne to ja”.