Małgorzata Rakowiec

Dziennikarka, prezenter Panoramy TVP Gdańsk. Wieloletnia korespondentka Polskiej Agencji Prasowej i Agencji Reuters. Laureatka Ostrego Pióra, nagrody przyznawanej przez Business Centre Club.

Jadłodalnia kontra syndyk

Rozchodzimy się – tak jak, rozchodzą się biedni z bogatymi:  ci co mają, mają coraz więcej, a ci co nie mają, też mają swojego „niemania” więcej i więcej. Tak też rozchodzimy się w kwestii językowej. 

Kiedyś popularne były zapiski z dzienniczków ucznia, teraz spokojnie można by spopularyzować wpisy z notatek studentów wyższych uczelni lub absolwentów dziennikarstwa, politologii i wszystkich tych, którzy chcą być dziennikarzami. 

I chyba nie jest to kwestia tego, że nasze uczelnie – taki na przykład Uniwersytet Gdański – kształci teraz inaczej niż jeszcze 10 lat temu. Kształcą też przecież w tych kierunkach liczne uczelnie prywatne. No, bo zastanawiam się, czy można przeżyć 25 lat i nigdy nie spotkać się ze słowem „syndyk”. A jednak można! 

Syndyk, syndyk … To nazwisko? - zapytała jedna z młodszych koleżanek.

Słyszałam też taką wymianę zdań:

Ja bym przygotowała coś o morale na Zaspie? - mówi Pani X.

Na co Pani Y:

A co się tam stało?

No powstaje!

Morale?! 

No malują na ścianie.

Tak to Panie próbowały się dogadać, ze średnim skutkiem. I zastanawiam się, jak w tym wszystkim, może połapać się mój starszy mocno ode mnie, a i dużo mocniej od moich młodszych koleżanek, kolega. Uzmysłowiłam sobie to, gdy usłyszałam, jak nie chcąc użyć komercyjnej nazwy McDonald’s – zastąpił ją słowem... „jadłodalnia”. Brzmiało to mniej więcej tak: „zobaczył ją wychodząc z jednej z jadłodalni w centrum miasta”. Ja nigdy, słysząc to, bym sobie nie wyobraziła, że wychodzili z McDonald’s!

I tak sobie pomyślałam, że jednak warto się nad językiem pochylić, bo ten nasz polski daje tyle możliwości. A takie oldschool-owe słowa (ustawa o języku polskim takich zapożyczeń z języków obcych chyba nie lubi) jeszcze będą robiły karierę. Mam przynajmniej taką nadzieję.

Używając słów próbujemy się porozumieć, ale to bywa coraz trudniejsze, wyrażamy też swój stosunek do czegoś. Choć obecnie już chyba tylko teoretycznie. Tu też niech posłuży za ilustrację przykład. Moja koleżanka pokazała mi wiadomość tekstową, czyli SMS, jaki dostała od swojej pracownicy: „Dziś wymiękam, nie dam rady. Skocze jeszcze na zakupy do Lidla, ale z pracy odpadam”. I jak to rozumieć? Olewa, czy po prostu szczera?