Jakub Jakubowski

OD NACZELNEGO

Nie ma bardziej szczerej miłości, niż miłość do jedzenia - te słowa wypowiedział kiedyś George Bernard Shaw, a ja brałem je przez wiele lat bardzo poważnie do serca. Jak to się mówi - mięcha, słodyczy i pacierza nie odmawiałem. Przemianę materii zawsze miałem dość dobrą, zatem przez wiele lat moje uwielbienie dobrego jedzenia nie szło na szczęście w parze z rosnącym brzuchem i zacierającą się granicą między podbródkiem i szyją. Wszystko co dobre, kiedyś się jednak kończy... 

Alarm nr 1 - marynarka się nie dopina... aczkolwiek tłumaczyłem sobie to zwiększającym się obwodem klatki piersiowej. Chodziłem przecież na siłownię... tak wiem, że sporadycznie, ale chciałem po prostu w to wierzyć. 

Alarm nr 2 - kupuję spodnie. Ulubiony model. Zawsze wchodziłem w rozmiar 32 na szerokość. Teraz jednak coś jest nie tak z tymi spodniami. 32 ledwo wciskam, o zapięciu nie ma mowy. Levis chyba musiał zmienić fabrykę i małe chińskie rączki coś pokombinowały - myślę sobie zapinając w pasie spodnie rozmiaru 34. Trochę ciasne, ale „spokojnie się rozejdą” przekonuje mnie sprzedawczyni. Rozeszły się.. ale w szwach.

Alarm 3 - zdjęcia. Zapraszają mnie często na różne imprezy. Chodzę, bo lubię. Czasami muszę. Flesze, kamery, zdjęcia. Oglądam sobie potem te fotografie, patrzę na siebie i zaczynam rozumieć dlaczego niemal każda kobieta mówi, że obiektyw pogrubia. 

Alarm 4 - waga. Stoi u mnie w łazience jako wyposażenie stałe. Pamiętam swoje ostatnie ważenie, jakieś ponad rok temu. 86 kg. Nie za dużo, nie za mało. W sam raz, abym się dobrze czuł. Potem w wadze wyczerpała się bateria i nie chciała się sama naładować. Uśpiło to moją czujność. Aż przyszedł 1 stycznia 2013 roku. Wiadomo, nowy rok, nowe postanowienia, plany, itp... Siedząc na tronie w dostojnej pozycji patrzę sobie na wagę i myślę sobie, że to jest właśnie ten czas. Wyciągnąłem baterię z wagi kuchennej, włożyłem do tej właściwej dając jej nowe życie i... tak szybko jak na nią wszedłem, tak szybko z niej zlazłem rzucając wiązankę słów uznanych za niecenzuralne i oznaczających bezgraniczne zdumienie. 

To był rekord. Mój prywatny rekord świata. Przyznam się. 94,6 kg! Wcale nie „przypakowałem” na siłowni. Małe chińskie rączki niczego nie popieprzyły. Obiektyw wcale nie pogrubia! Boże bądź miłościw mnie grzesznemu! Co robić? Wykręcam telefon do Ani Słomkowskiej. To świetna dietetyczka, polecam! Mówię, Ania ratuj. No i uratowała. O dziwo, nie pomogła mi żadna dieta cud, żaden Dukan, czy inny Pelikan. Po prostu racjonalne żywienie, zaprogramowane o mniej więcej tych samych porach i rezygnacja z pewnych produktów. Do tego trochę ruchu i po 4 miesiącach jestem jak młody Bóg. Waga wskazuje 82,6 kg!

Piszę o tym dlatego, że przyszła wiosna, niedługo lato. Najwyższy czas wziąć się za siebie. Tym bardziej, że nastała moda na zdrowy styl życia. Wystarczy popatrzeć na ścieżki rowerowe, parki, lasy - ludzie biegają, jeżdżą na rowerach, rolkach, chodzą z kijkami, itd. I nawet jeśli jest w tym snobizm i ślepe podążanie za trendami, to jestem na TAK. Bo nigdy nie jest za późno, aby zacząć żyć zdrowo, by zacząć dbać o siebie. 

W tym wszystkim ważna jest jednak pewna rzecz - nie można tego robić od dupy strony. Znajomy trener personalny opowiadał mi kiedyś, że zgłosiła się do niego panna rozmiarów słusznych. Słuszne rozmiary miała nie tylko w biodrach i pupie, ale też w biuście i ustach. O ile biodra i pupa to natura, to w ustach i biuście aż nadto rzucała się w oczy chirurgiczna precyzja. Siadając na krześle panna ledwo założyła nogę na nogę, dźwięk napinających się szwów w koszulce i spodniach zwiastował katastrofę, guziki na koszulce napięte były do granic możliwości. Panna ta pyta, czy po treningach z nim da radę schudnąć, tylko najlepiej w taki sposób, aby się nie przemęczać. I żeby nie absorbować ćwiczeniami biustu, bo całkiem nowy jest. I najlepiej, to żeby przepisać jej jakieś suplementy na szybkie spalanie tkanki tłuszczowej. 

Znajomy trener nie mógł pomóc. Nie pomogli by pewnie także trenerzy personalni, o których piszemy w magazynie Prestiż. Bo żeby chcieć zmienić swoje ciało, trzeba zacząć od głowy. 

32
05/2013

Chorujesz na przewlekłą astmę, cały czas walczysz z powikłaniami spowodowanymi wieloletnim braniem leków, a wejście na pierwsze piętro jest niczym zdobycie Mount Everest.