Jakub Jakubowski

Od naczelnego

Last Krismes aj gejw ju maj hart bat de wery next dej ju gejw it ełej... - te słowa oznaczają jedno - skończył się ład i porządek na świecie, przynajmniej tym chrześcijańskim, a zaczął się chaos, pęd i szaleństwo na skalę masową, wręcz globalną.
Agentki z Providenta zacierają ręce, kobiety pracujące na stanowiskach kasowych jak co roku przeklinają bony towarowe, które w tym czasie stają się popularniejszym środkiem płatniczym niż karty, a w sklepach przelicznik człowieka na metr kwadratowy jest większy niż w sobotę w Spatifie. Rozjeżdżają Cię wózki, przejście z jednego działu do drugiego okupujesz solidną porcją ciosów z łokcia lub z „bara”, po których czujesz się jak Wach po walce z Kliczko, od razu też żałujesz, że nie wziąłeś stoperów do uszu. Tak, bez wątpienia rajd po oświetlonych kolorowymi lampkami galeriach handlowych pretenduje do nowej zimowej dyscypliny sportowej, w której wyrastamy na prawdziwych mistrzów.

Gdy jakimś cudem udaje Ci się przeżyć, wracasz do domu i co widzisz? Lodówka się nie domyka, nagle całą rodzinę ogarnia mania odkurzania i polerowania a chodząca non stop pralka uświadamia ci, że masz garderobę większą niż Lady Gaga.

Gdy w końcu wydaje Ci się, że możesz chwilę odetchnąć, szybko zostajesz sprowadzony na ziemię. Zaczyna się planowanie - prezenty, choinka sztuczna, czy naturalna, u kogo Wigilia, kogo odwiedzimy w pierwszy dzień świąt, kogo będziemy unikać w drugi dzień świąt, czy Kevina samego w Nowym Jorku obejrzymy w „Dwójce” czy na Polsacie, itd. Jak żyć panie premierze, chciałoby się zapytać...

Pytam zatem, czy okres przedświąteczny zawsze musi wiązać się z presją, pompatyczną, przekoloryzowaną maskaradą? Czy jest jakiś sposób na to, by nie poddać się tej skomercjalizowanej szopce, odłączyć receptory i nabrać dystansu? Ktoś może powiedzieć, że to jest przecież proste. Czyżby? Podumałem nad tym trochę i doszedłem do wniosku, że może w tym szaleństwie jest metoda, że jest to może jakiś sprytny plan? Wyobraźcie sobie, że okres przedświąteczny to nic innego jak nieustanna jazda na rollercosterze bez trzymanki. Nagle ten rollercoster się zatrzymuje - gwałtownie. Staje w miejscu. Tak samo w miejscu staje świat wieczorem 24 grudnia. Cisza, spokój, kolędy przebijające się przez ścianę od sąsiada już Cię nie denerwują, ba... nawet mają działanie kojące. Choinka miga lampkami nastrojowo i przyjaźnie, żona i dzieci „znowu Cię kochają”. Opada stres, radość gości w sercu, uśmiech pojawia się na ustach a w duszy gości spokój. Świat się zmienia w oka mgnieniu.

To naturalne, że często lukrowana otoczka świąt Bożego Narodzenia nie wszystkim pasuje, nie wszyscy są szczęśliwi.  Ale każdy z nas pragnie szczęścia na co dzień. I gdy opada cały ten lukier, gdy w końcu możemy zwolnić tempo, nabrać dystansu, przypominamy sobie prawie w ostatniej chwili o naturalnym pragnieniu szczęścia. I dopiero wtedy uświadamiamy sobie, że jesteśmy dokładnie tam, gdzie nasze miejsce, tam, gdzie chcemy i tam gdzie powinniśmy akurat być.  Po to by odpocząć, nabrać energii, pomyśleć o sobie, rodzinie, życiu. A przede wszystkim nigdzie się nie spieszyć i niczego nie musieć.
Nucąc pod nosem Last Christmas tego Wam życzę w imieniu swoim i całej naszej redakcji!
Jakub Jakubowski

28
12/2012

Skromny, z poczuciem humoru, dystansem do siebie i do życia, odnoszący sukcesy, na dodatek przystojny i jeszcze pięknie śpiewa - niejednej kobiecie szybciej bije serce na jego widok.