Prezydencja jak ślubne wesele

Ostatnio u fryzjera miałam okazję posłuchać (no i przypomnieć sobie) przygotowania do ślubu panny młodej. Że nie wyspana, tyle rzeczy na głowie – miesiące przygotowań. Lista gości, lista prezentów, lista rzeczy jeszcze „do zrobienia”. Gigantyczne przedsięwzięcie logistyczno - organizacyjne. Refleksja, obecnych w salonie innych pań, które to już przeżyły – musiała być jedna. Tyle przygotowań, na ten jeden dzień, który zleci w mgnieniu oka.

Sopot był przez trzy miesiące centrum wydarzeń polskiej prezydencji. Przyjechali tu między innymi unijni ministrowie do spraw gospodarki, spraw wewnętrznych, transportu, zdrowia, ochrony środowiska, czy obrony narodowej. To tu toczyła się dyskusja na temat współpracy publicznych instytucji i prywatnych firm przy budowie autostrad, o stanowisku Unii Europejskiej wobec państw partnerstwa wschodniego, o tym, jak walczyć z rosnącym zagrożeniem, jakie stwarzają narkotyki syntetyczne rozprzestrzeniające się błyskawicznie.

Przygotowań do tej prezydencji było co niemiara. I chyba wszystko wyszło. Sopot czarował swoim klimatem, lokalizacja hoteli, w których toczyły się dyskusje, tuż przy plaży, też pomagała w dobrej atmosferze. Może pogoda nie zachwycała, ale nie kusiła do wagarowania, były za to atrakcje kulturalne i wydarzenia artystyczne.

To wszystko już za nami. Sopot z prezydencją już się pożegnał.

Ten oczekiwany i precyzyjnie przygotowany dzień ślubu – niektórzy wspominają, jak najcudownieszy dzień w życiu. A inni – wręcz przeciwnie. Co ciekawe, ta reakcja rozkłada się w zależności od tego, co wydarzyło się dalej. To znaczy, ci którzy w swoich związkach żyją długo i szczęśliwie najczęściej i z dniem ślubu mają szczególnie ciepłe wspomnienia. A ci, którzy nie mogą na siebie patrzeć – ze zgrozą przypominają sobie dzień, w którym powiedzieli sobie „tak”.

I tak mogą się rozłożyć również wspomnienia z czasów polskiej prezydencji w Sopocie. Jeśli po tym, co się tu działo nasze relacje w Unii Europejskiej dobrze się ułożą to będzie super. Gorzej, jeśli się okaże, że cały czas zgrzyta.

Bo jeśli żaden z proponowanych przez Polskę tematów nie zostanie pogłębiony, a i racje nasze nie będą wysłuchane to może się okazać, że i te dni tutaj w Sopocie uznane zostaną przez którąś ze stron za stracone.

Chyba, że w tym układzie chodzi o coś innego. Słowa i działania są mniej ważne. Liczy się to, żeby się jak najlepiej zaprezentować. I może z niektórymi ślubami też tak jest? Nie chodzi o to, jak potem się żyje – ale, żeby było jak najlepsze wrażenie.

17
09/2011

Przy nich zapominają o codziennych troskach, a więzi jaka ich łączy nie da się porównać z żadnym innym uczuciem.