Klaudia Krause-Bacia

Dziennikarka, wieloletnia redaktor magazynu W Ślizgu!, a obecnie zastępca redaktora naczelnego Prestiżu. Absolwentka Uniwersytetu Gdańskiego i Antwerpskiego. Na swoim koncie ma nie tylko setki tekstów, ale i kilka publikacji naukowych. Prywatnie właścicielka i driver @Prosecco na kółkach, wielka miłośniczka Maanamu, a także alternatywnych podróży i Bałtyku.

„Panienko” Wróć!

Jesień to ulubiona pora roku wszystkich czytelników, dlatego tym razem znalazłam dla Was powieść, która zwyciężyła w plebiscycie zorganizowanym przez Fundację Gdańską na najpopularniejszy utwór literacki związany z Gdańskiem. Dodam tylko, że to romansidło wygrało m.in. z Chwinem, Grassem i Huelle. Jednak nie będzie do końca o samej książce, lecz o dwóch postaciach - jednej prawdziwej, drugiej wymyślonej, które łączy jedno - obie nierozerwalnie związane są z legendą Gdańska. Mowa o „Panience z okienka”, którą powołała do życia Deotyma, czyli Jadwiga Łuszczewska.
A zaczęło się tak… 

Było lato, rok 1858. Młodziutka warszawianka przybyła ze swoimi rodzicami nad morze. Ich celem podróży był Sopot, lecz wcześniej – na krótko – odwiedzili Gdańsk. Trwał właśnie Jarmark Dominikański. Deotyma zamieszkała na trzecim piętrze hotelu Dom Angielski przy ul. Chlebnickiej, i od pierwszego dnia chłonęła atmosferę starego miasta. Była zachwycona. Gdańsk onieśmielił ją do tego stopnia, że postanowiła umiejscowić tu fabułę swojej powieści, która na długo, podbiła serca czytelników. Sama akcja toczy się w komnatach i ciasnych uliczkach nadmotławskiego miasta i prawdę mówiąc nie jest wyszukana. Opisuje miłość marynarza królewskiej floty wojennej i pięknej Hedwigi - dziewczyny uratowanej z tureckiej niewoli i wychowanej przez gdańskiego rzemieślnika. Jednak mimo swojej infantylności, motyw blondwłosej piękności wyglądającej z okna i wzdychającego do niej marynarza jest przez nas wszystkich doskonale kojarzony. Zapytacie pewnie zatem w czym tkwi sukces tej historii? Zdaje się, że to ponadczasowość, która  mimo upływu lat, wciąż rośnie w siłę. W tamtej epoce sławę zdobyła, ponieważ pokrzepiała serca, w międzyczasie stała się popularna za sprawą filmu Marii Kaniewskiej ze zjawiskową Polą Raksą w roli głównej, natomiast od niedawna jest uwielbiana przez gdańszczan, ponieważ stała się postacią promującą miasto. Jak do tego doszło?

W 2001 roku powstała lalka-robot w formie figury mającej 1,2 m wysokości. Ci, co mieli szczęście mogli przez kilkanaście lat podziwiać ją w szczytowym oknie Nowego Domu Ławy - kamienicy przylegającej do Dworu Artusa. Lalka w błękitnej sukience pozdrawiała turystów nawet trzy razy dziennie, przy dźwięku carillonu z ratusza. Niestety, mimo że „Panienka z okienka” wymieniana jest jako jedna z atrakcji turystycznych Gdańska, od trzech lat nikt jej nie widział. Przyczyną jest awaria nietypowego mechanizmu… Póki co, Muzeum Gdańska przyznaje, że obecnie ma inne priorytety. Mieszkańcy się burzą i żądają jej powrotu. Pomysłów jest sporo, ale na początek może warto wrócić do konkursu na żywą blondwłosą „Panienkę z okienka”. Swego czasu co roku brały w nim udział wszystkie gdańszczanki w wieku od 18 do 23 lat. O tradycję trzeba dbać, a przyznacie, że taki etat byłby całkiem sympatyczny… 

Mam nadzieję, że ta fikcyjna wizytówka miasta, a jednocześnie literacko-filmowy pomnik Gdańska, szybko wróci na swoje miejsce. Wszak Poznań ma koziołki, Wrocław krasnale, a my póki co - „Panienkę” na chorobowym.